Piekło na blokowisku. Tajlandzkie lalki jak dzieci. Gniew po śmierci kolegi. Rodzina, w której zamieniły się role. I znudzone miny maluchów, których nie sposób podrobić. Setki migawek - wstrząsających, ale też zabawnych - prezentowanych jest na wystawie w kinie Forum.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To blisko 200 zdjęć wybranych z pięciu tysięcy – najlepsze fotografie prasowe Grand Press Photo 2017. W prestiżowym konkursie, od 13 lat organizowanym przez Magazyn Press, startują zarówno zawodowi fotoreporterzy, jak i freelancerzy. W tym roku oceniani przez jury pod przewodnictwem Francesco Zizoli, laureata World Press Photo.

Wystawa Grand Press Photo
Wystawa Grand Press Photo  Fot. Mariusz Janiszewski/Grand Press Photo

Jomal z Manili

Prezentowane fotografie to cały świat. Od codzienności popegeerowskiej polskiej wioski, przez amerykańską prowincję, po zaułki Manili, gdzie trwają wojny z gangami, giną niewinni ludzie. Ale też kwitnie nadzwyczajna rodzinna miłość, co widać np. na zdjęciach Mariusza Janiszewskiego z „Doc! Photo Magazine”, który za dwa reportaże z Filipin dostał dwie nagrody. W surowych kadrach sfotografował m.in. codzienność 15-letniego Jomala Sulama z Manilii, który urodził się z porażeniem mózgowym. Chłopiec uwielbia bejsbol – na treningi codziennie przywożą go rodzice i siostra. Biedują, nie jest im łatwo. Ale ze zdjęć przebija ogromna więź, jaka łączy całą czwórkę (I Nagroda w kategorii „Ludzie”; Janiszewski dostał też I Nagrodę w kategorii „Fotoreportaże. Wydarzenia”).

Wystawa to dziesiątki fotografii, dziesiątki losów – dramatycznych, ale też zabawnych. Tematów jest ogrom. Poukładano je w kategorie: Wydarzenia, Życie codzienne, Ludzie, Sport, Środowisko, Portret sesyjny, Kultura i człowiek. Są tu kadry o różnym poziomie emocji, bo też i o różnych historiach opowiadają. Są ludzkie tragedie – te codzienne, prywatne, i te spektakularne, o których mówi cały świat. O niektórych możemy poczytać szerzej w opisach. Czasem zaś to opisy ogólnikowe, bo i słów nie trzeba, gdy wiele mówi sama fotografia. Czasem jednak bez opisu możemy nie mieć nawet pojęcia, że portretowe zdjęcie może kryć dramatyczną historię.

Wystawa Grand Press Photo. Zdjęcie roku Anny Bedyńskiej
Wystawa Grand Press Photo. Zdjęcie roku Anny Bedyńskiej  Fot. Anna Bedyńska/Grand Press Photo

Zdjęcie Roku

Oto zwykła, ciasna, niezamożna kuchnia, zastawiona sprzętami. Młody mężczyzna siedzi przy stole i patrzy w okno. Kobieta opiera się o lodówkę. Matka i syn. Ujęcie niby zwyczajne, za to mnóstwo niewypowiedzianych emocji. I rzeczywiście. Wszystko wyjaśnia notka.

Wasilij miał 19 lat, gdy został skazany na 15 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze, chociaż był niewinny. Nie przyznał się do przestępstwa, którego nie popełnił. Gdyby się przyznał, dostałby nie 15, tylko sześć lat – i wyszedłby po czterech latach przedterminowo. Zwolniono go jednak po 13 latach, m.in. dzięki mamie, która zaangażowała się w walkę z systemem rosyjskiego sądownictwa i ani na chwilę nie zwątpiła. Poświęciła życie, by udowodnić, m.in. przed Trybunałem w Strasburgu, że syn jest niewinny. Dziś Wasilij jest studentem trzeciego roku prawa. Matkę i syna w Moskwie sfotografowała Anna Bedyńska. Jury jej sugestywną pracę uznało za ZDJĘCIE ROKU (i nagrodziło również I Nagrodą w kategorii „Portret”).

Podobnie wymowna i wymagająca opisu jest inna fotografia pokazująca więź między rodzicem a dzieckiem – nagrodzona w tej kategorii II Nagrodą (autor – Marcin Kaliński). Nastolatek przytula młodego jeszcze mężczyznę, który wydaje się pełen sił (obaj sfotografowani są do pasa). Ale to złudzenie.

Ojciec Ryszard jest niepełnosprawny, syn Maciek ma lat 14. Chłopak miał trzy lata, gdy ugotował rodzicom pierwszą pomidorówkę. Od najmłodszych lat opiekował się niepełnosprawnymi rodzicami, chorymi na stwardnienie rozsiane. By móc dźwigać chorą matkę, zapisał się na siłownię. Mama niedawno zmarła, został z ojcem sam. W tej rodzinie role się odwróciły.

Wystawa Grand Press Photo
Wystawa Grand Press Photo  Fot. Anna Gondek-Grodkiewicz/Grand Press Photo

Tajka z lalką

Kompletnie inną historię, pokazującą odmienność kulturową, ale też samotność oglądamy na zdjęciach Anny Gondek-Grodkiewicz, która za zdjęcia z Tajlandii otrzymała I Nagrodę w kategorii „Życie codzienne. Fotoreportaże”.

Dorosła kobieta wędruje z lalką wszędzie: do fryzjera, na wystawę, do sklepu. To 58-letnia Ah Mui Xae Kao z Bangkoku, która swojej lalce nadała imię Kam Lai (w języku tajskim: „bez oddechu”, „bez tchnienia”). Kupiła ją od świętego człowieka, który kontaktuje się z duchami. To on sprowadził do plastikowego ciała Kam Lai duszę dziecka. Ah Mui traktuje Kam Lai jak żywą i uważa ją za swoją córkę, która przynosi szczęście. Nie rozstaje się z nią ani na krok, zabiera ją także do pracy, dzięki czemu – jak twierdzi – jej zarobki znacznie wzrosły.

Autorka zdjęcia, pokazując swoją bohaterkę, opowiada o pewnym zjawisku, które staje się coraz bardziej popularne w Tajlandii. Od kilku lat „boskie dzieci” biją tam rekordy popularności. Bogaci i biedni zaczęli na co dzień nosić ze sobą lalki. Ta nowa moda ma swoje źródło w prastarej tradycji ustawiania w domach glinianych figurek dzieci, w których mogły zamieszkać dusze. Opieka nad nimi zapewniała domownikom dobrobyt i szczęście, a zapomnienie o nich mogło ściągnąć na rodzinę kłopoty.

Plastikowe niemowlę

Co ciekawe, na wystawie oglądać można też inny projekt dokumentalny (II miejsce), które mówi o lalkach. To „Reborn/Odrodzone” Karoliny Jonderko (Napo Images), która cykl 24 zdjęć realizowała przez dwa lata w kilku polskich miejscowościach i w Wielkiej Brytanii.

„Wygląda jak prawdziwe dziecko, nawet pachnie jak niemowlę, ale jest z winylu. »Adoptując« taką lalkę, otrzymuje się akt urodzenia z wypisaną wagą i wzrostem, tak jak wtedy, gdy urodzi się prawdziwe dziecko. Każda jest unikatowa (...). Właściciele lalek reborn to bardzo różne osoby. Począwszy od tych, dla których są dziełami sztuki. (...) Poprzez nastolatki, które kochają niemowlęta, chciałyby mieć własne dziecko, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że jest jeszcze za wcześnie, że są zbyt młode. Lalka jest dla nich idealnym »narzędziem« przygotowującym do macierzyństwa. Lalki te posiadają niezwykłą moc terapeutyczną. (...) Kobiety, które nie mogą mieć własnych dzieci, straciły dziecko bądź poroniły, znajdują pocieszenie, trzymając w ramionach lalkę reborn. (...) Od momentu narodzenia niemowlęta budzą w nas, dorosłych, silne emocje. Troszczymy się o nie, chronimy, otaczamy czułością. Zaskakujący jest fakt, że dzieje się tak również wtedy, gdy nie są prawdziwe. Chciałam się dowiedzieć dlaczego” – pisze autorka zdjęć.

Wystawa Grand Press Photo
Wystawa Grand Press Photo  Fot. Adam Konarski/Grand Press Photo

Czasem można ulec iluzji. Zdjęcie Adama Konarskiego (pierwsza nagroda w kategorii „Wydarzenia. Zdjęcia pojedyncze”) wydaje się na pierwszy rzut oka uteatralizowane, jakby było kadrem z filmu. Niestety nie. To migawka z zamieszek pod komisariatem policji we Wrocławiu, które wybuchły po tym, jak zatrzymany na wrocławskim rynku 25-letni Igor Stachowiak zmarł po przesłuchaniu. Na zdjęciu – czworo ludzi. Jeden mężczyzna siedzi, obejmuje go młoda kobieta, dwóch młodych mężczyzn próbuje ich podnieść. To ostatni moment – jak głosi podpis – właśnie z posterunku policji wychodzi oddział prewencji, bohaterowie zdjęć chcą uciekać. Na ich twarzach malują się – na przemian: wściekłość, bezradność, gniew, gorycz.

Wolność na Luniku?

Bezradność, apatię, czasem tylko uśmiech, ale nie gniew, widać na zdjęciach uchodźców sfotografowanych przez Szymona Barylskiego z The Irish Times (II Nagroda w kategorii „Wydarzenia. Fotoreportaże”). To Pakistańczycy i Afgańczycy w liczbie blisko tysiąca, mieszkający w okolicach głównego dworca kolejowego w Belgradzie. Mieszkają w opuszczonych budynkach, w strasznych warunkach sanitarnych, obawiają się o swoje bezpieczeństwo, ale próbują jakoś żyć. Ktoś zamiata, ktoś suszy pranie. Na ścianie napis: „Please open the border”. Uchodźcy są zdani sami na siebie. Próbują przekroczyć granicę chorwacko-serbską i węgiersko-serbską, gdzie spotykają się z niezwykłą brutalnością policji i straży granicznej. Są zamykani w aresztach, bici, okradani i upokarzani.

Zamkniętą enklawę tworzą bohaterowie zdjęcia Damiana Lemańskiego (III Nagroda w kategorii „Ludzie”) – Romowie mieszkający na jednym z osiedli słowackich Koszyc – Luniku. Jest ich prawie 6 tys., żyją bez bieżącej wody i gazu, prąd mają od 14 (i to tylko ci, którzy płacą 60 euro miesięcznie). Blokowisko wygląda strasznie, wszędzie leżą stosy śmieci. Dla wielu Słowaków to najciemniejszy zakamarek ich kraju, mieszkańcy osiedla czują się jednak wolni. Na Luniku to, co dla jednych jest śmieciem, dla innych może być cennym znaleziskiem. Lemański sfotografował moment, w którym młodzi mężczyźni niosą krzesło obrotowe i poduszki z kanapy dopiero co wyrzucone z balkonu II piętra.

Prezes na piasku

Wśród przejmujących zdjęć są jednak też takie, które budzą uśmiech. Jak to, na którym dzieci z polskiego przedszkola we Lwowie siedzą na krzesełkach w sali muzycznej dzielonej z ukraińskim przedszkolem (Anna Kłosek – III Nagroda w kategorii „Życie codzienne. Zdjęcie pojedyncze”).

Nie wiadomo dlaczego siedzą, czego słuchają, na co patrzą. Ale te miny! Najlepsza alegoria nudy, jaką można sobie wyobrazić. Jeden maluch ziewa. Drugi się drapie. Trzeci patrzy w sufit. Czwarty, wściekły, podparł głowę dłońmi. Tylko jedna prymuska siedzi wyprostowana i skupiona. Prawdziwy przekrój min.

Wystawa Grand Press Photo
Wystawa Grand Press Photo  Fot. Adam Stępień/Grand Press Photo

Albo zdjęcie z plaży. W piasku zakopany plażowicz, gdzieś dalej inni roznegliżowani, rozłożeni na piasku. A na pierwszym planie – w eleganckim garniturze, w lakierkach, ni stąd, ni zowąd... prezes Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzepliński. Skąd tu się wziął w tym stroju? Przypadek? Zamierzona sesja? Tak czy inaczej: kontekst mało poważny, kontrast ogromny, ale efekt jest – uśmiech zwiedzającego (III Nagroda w kategorii „Portret” – Adam Stępień „Wyborcza”).

Albo zdjęcie z przyczepy kempingowej. Firaneczki, falbanki, maskotki, na środku duże łóżko. Na łóżku – para ubrane w ciepłe kurtki, przykryta kołdrą. Ona mu czyta książkę... To Barbara i Tadeusz Buczyńscy, ludowi artyści nieprofesjonalni, którzy tworzą wesołe rzeźby – baby jagi, diabły, duszki. Zdjęcie jest pogodne, para uśmiechnięta, wydaje się być szczęśliwa.

Wystawa Grand Press Photo
Wystawa Grand Press Photo  Fot. Tadeusz Koniarz/Grand Press Photo

Ale podpis pod zdjęciem (Tadeusz Koniarz – Agencja Fotograficzna East News) dopowiada, że w przyczepie ustawionej w Miedzianej Górze mieszkają z braku innego lokum...

I tak jest w przypadku wielu zdjęć – pierwsze wrażenie może nas omamić. Tym bardziej więc fotografie są sugestywne.

***

Fotografie Grand Press Photo oglądać można do 31 stycznia w godzinach otwarcia kina Forum (ul. Legionowa 5). Szkoda tylko, że stelażowy charakter wystawy nie pozwala obejrzeć wszystkich zdjęć dokładnie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem