Około stu ubogich i bezdomnych osób zasiadło w sobotę (6.1) do wigilii w białostockiej jadłodajni Prawosławnego Ośrodka Miłosierdzia "Eleos". Nie zabrakło tradycyjnych potraw wigilijnych, ale przede wszystkim prosfory.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do jadłodajni „Eleosu” przy ul. Warszawskiej 47 na wigilię świąt Bożego Narodzenia według kalendarza juliańskiego przyszli nie tylko stali podopieczni „Eleosu”, ale wszyscy, którzy czuli potrzebę spędzenia tego wyjątkowego czasu wspólnie z innymi.

Z chrześcijańskiej powinności

Było to już o już 21. takie spotkanie od początku istnienia ośrodka, czyli od 1996 roku, kiedy został powołany dekretem obecnego metropolity warszawskiego i całej Polski, abp Sawy. Jak co roku na wigilijnym stole nie zabrakło ryb, sałatek, barszczu z uszkami, ciasta, kutii, ale przede wszystkim prosfory – odpowiednika katolickiego opłatka – którą w wigilię świąt Bożego Narodzenia dzielą się prawosławni. Wspólnie odmówiono modlitwę i śpiewano kolędy przy świecach ośrodka, które m.in. sprzedawane są w ramach dorocznej akcji Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Wigilia ta ponownie została zorganizowana przez „Eleos”, który kieruje się zasadą: „Powinnością każdego chrześcijanina jest pomoc bliźniemu w potrzebie bez względu na wyznanie, pochodzenie czy narodowość”. Kierujący ośrodkiem Marek Masalski powiedział „Wyborczej” tuż przed rozpoczęcie sobotniego, świątecznego spotkania:

– Jezus Chrystus powiedział, że ubogich zawsze będziecie mieli. I te słowa spełniają się co roku. I w tym roku na naszej wigilii mamy znowu bardzo dużo osób, które chcą ją spędzić wspólnie. Te spotkania są bardzo potrzebne i świadczą, że osoby ubogie, bezdomne, potrzebujące też pragną ten czas spędzić z innymi. Większość to nasi stali podopieczni, którzy przychodzą do naszych punktów pomocy i ją otrzymują w różnej formie.

Rodzinne ciepło

Marek Masalski zaznacza:

– Wigilia Bożego Narodzenia jest dniem szczególnym i dla katolików, i dla prawosławnych w naszym kraju. Zawsze przy stole wigilijnym zostaje jedno wolne nakrycie dla zbłąkanego wędrowca. Tu wszyscy są takimi wędrowcami, między którymi zawiązują się przyjaźnie. Często nie mając rodzin, nie mając nikogo bliskiego, tutaj znajdują przyjaciół – w tym rodzinnym cieple, jakie się tworzy.

Uczestnicy wigilii nie kryli wzruszenia i radości z tego świątecznego spotkania. Wielu przyszło odświętnie ubranych.

– Przychodzę tu na wigilię od kilku lat, od kiedy nie mam własnego domu. Tu nie tylko można się ogrzać, zjeść, ale przede wszystkim spotkać się z innymi takimi jak ja. Oni są tu dla mnie jak rodzina – zwierzył się nam jeden z uczestników wigilii, podopieczny ośrodka „Eleos”.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Bartosz T. Wieliński poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem