Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piątkową (13.10) pikietę na białostockim Rynku Kościuszki zorganizowali studenci czwartego roku Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Z lekarzami rezydentami solidaryzowano się brawami i okrzykami: „Dziękujemy!”. Rozwieszono transparenty: „Białystok. Studenci rezydentom”, „Program PiS: lekarze do Szwecji, chory na cmentarz, pieniądze do Torunia”.

AGNIESZKA SADOWSKA

Nie chodzi o same pensje

Białostocka pikieta była aktem solidarności z około dwudziestoma lekarzami rezydentami, którzy od 2 października prowadzą strajk głodowy. Spowodowany jest on dramatyczną sytuacją w systemie opieki zdrowotnej. W ostatnią środę został zawieszony w związku zapowiedzią rozmów na temat postulatów z premier Betą Szydło i po fiasku rozmów – znów wznowiony.

Studenci Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i inni uczestnicy pikiety wspierali postulaty podnoszone przez rezydentów, w tym potrzebę poprawy warunków pracy pracowników służby zdrowa i ich wynagrodzeń, a zwłaszcza konieczność wzrostu finansowania ochrony zdrowia do 6,8 procent PKB w trzy lata, z możliwością tego wzrostu do 9 procent przez najbliższe dziesięć lat. Ponadto solidaryzowano się z wyartykułowanymi przez rezydentów potrzebami: zmniejszenia biurokracji, skrócenia kolejek czy zwiększenia liczby pracowników medycznych.

Michał, student czwartego roku Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, mówił:

– Nie chodzi o same pensje dla rezydentów. Brakuje środków na podstawowe leczenie. Myśląc o niedalekiej przyszłości, mógłbym być nawet usatysfakcjonowany skokiem zarobków, który obiecał rezydentom minister Radziwiłł, ale nadal nie zostaną poważnie zwiększone nakłady na służbę zdrowia w ogóle.

Współorganizatorka białostockiej akcji Urszula Domysławska – także studentka Wydziału Lekarskiego UMB – wymieniała postulaty podnoszone przez głodujących rezydentów i przemawiała:

– Pan minister Konstanty Radziwiłł proponuje nam reformę, która wprowadzi sześć procent PKB do 2025. Nie mamy czasu, żeby tak długo na tę reformę czekać. Lekarze mają zbyt mało czasu, aby należycie opiekować się pacjentami.

Zaznaczała:

– Protestujemy, żeby wesprzeć naszych głodujących starszych kolegów, ale i dlatego, że boimy się o swoją przyszłość. Nie chcemy pracować i żyć tak, jak oni teraz są do tego zmuszeni.

Po pomoc do szpitala. Zmiany w opiece medycznej

Dla pacjentów

Obecny na pikiecie Piotr Sielatycki, lekarz rezydent (drugi rok rezydentury), podkreślał:

– Nasz protest nie ogranicza się tylko do podwyżek płac i warunków pracy środowiska medycznego. Cztery pierwsze postulaty naszego protestu mówią o tym, że chodzi o to, aby to przede wszystkim pacjentom było lepiej. Oczywiście wynagrodzenia to jest wykładnik tego, jak działa system.

Dodał:

– My, rezydenci, jesteśmy normalnymi młodymi ludźmi, mamy rodziny, kredyty i nie ma się co oszukiwać, że za 2400 złotych jesteśmy w stanie wykarmić rodziny, spłacić kredyty. Jesteśmy więc zmuszeni do prac w kilku miejscach naraz. A to przekłada się na to, że pacjenci trafiają do przemęczonych lekarzy, którzy nie mają czasu na dodatkową edukację, kształcenie. Pracują wielokrotnie dłużej, niż powinni, bo do tego zmusza system. Nikt nie chciałby jechać z kierowcą, który pracuje 40-60 godzin bez przerwy – a zdarza się, że lekarze tyle pracują i prowadzą pacjentów, odpowiadając za ludzkie życie. Dlatego protestujemy również dla pacjentów.

Nawiązał też do słów posłanki Józefy Hrynkiewicz z PiS, która z ław sejmowych wykrzyknęła w odniesieniu do lekarzy rezydentów: „Niech jadą". Stało się to podczas debaty na temat powodów ich protestu, po tym gdy posłanka PO Lidia Gądek powiedziała z mównicy sejmowej, że młodzi lekarze w każdej chwili mogą wyjechać za granicę, aby tam zarabiać.

Piotr Sielatycki słowa posłanki Hrynkiewicz skomentował:

– Kiedy to usłyszałem, zrobiło mi się bardzo przykro. Tu jest mój kraj, tutaj mam rodzinę. Powiedzenie czegoś takiego osobom, które wolą żyć biedniej, ale u siebie, jest niegodne.

AGNIESZKA SADOWSKA

Dać z siebie 100 procent

Podczas pikiety przed ratuszem Ewa Stogowska, stażystka w białostockim Szpitalu Klinicznym, zwracała się do głodujących lekarzy rezydentów:

– Chcielibyśmy podziękować za to, co dla nas robicie, za mediacje i poświęcenie, a także przekazać, że was wspieramy i że bardzo na was liczymy.

Przypominała m.in.:

– Głównym postulatem protestujących jest wzrost finansowania publicznej ochrony zdrowia w Polsce. Chodzi m.in. o to, żeby więcej pieniędzy szło na szpitale publiczne w Polsce, żeby pacjent zamiast w sali 10-osobowej mógł leżeć w sali 2-osobowej, żeby mógł zjeść w szpitalu lepszy posiłek, żeby rósł jego komfort pobytu szpitalu. Jednym z najbardziej palących problemów jest zmniejszenie kolejek i zaradzenie zbyt niskiej liczbie kadry medycznej. Z korzyścią ekonomiczną dla rządu byłoby, aby zoperowanie kolana można było dokonać w ciągu miesiąca, a nie jak jest teraz – ośmiu.

Tłumaczyła:

– Walczymy o to, aby lekarz mógł się czuć bezpiecznie w swojej pracy, a pacjent godnie. Jako osoba rozpoczynająca pracę, jako stażystka chciałabym dać z siebie wszystko pacjentowi, a przez wadliwy system nie będę mogła dać z siebie 100 procent: zdiagnozować poprawnie pacjenta i poprawnie leczyć.

Jeden z przemawiających studentów apelował:

– Jeśli rząd ma pieniądze na Wojska Obrony Terytorialnej, musi mieć i na ochronę zdrowia. Nie chcemy wyjeżdżać z kraju.

Według Okręgowej Izby Lekarskiej w Białymstoku w naszym regionie brakuje minimum 300 lekarzy specjalistów i jeszcze więcej pielęgniarek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.