Żadne ze zdjęć nie jest podpisane. Nie jest jasne, czego dotyczą. Właściwie nie wiadomo nic, poza tym, że zrobiono je w Izraelu. I że budzą niepokój. Martin Kollar wprowadza nas w świat, którym nic do końca nie jest oczywiste.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wystawa wybitnego słowackiego fotografa i dokumentalisty prezentowana w ramach Festiwalu Interphoto w Operze i Filharmonii Podlaskiej to seria czasem zagadkowych, a czasem absurdalnych fotografii. Zdjęcia składają się na projekt „Field Trip”, który jest częścią większego międzynarodowego projektu „To Miejsce”, realizowanego przez 12 fotografów i badającego złożoność Izraela i Zachodniego Brzegu.

Poczucie konsternacji

Kollar pokazuje miejsca pełne zagadek, sytuacje niejasne, nieoczywiste, budzące mnóstwo pytań.

Dlaczego głowę młodej dziewczyny zaciskają dziwne imadła? Do czego służą białe budynki z ciemnymi otworami, zamiast okien, wyglądające jak makiety? Jakim eksperymentom medycznym poddano zwierzę pomalowane kolorową farbą i z dziurą w brzuchu? Skąd pomysł, by pszczele ule ogrodzić zasiekami? Dlaczego ciężarówka jest obita blachą (a może dyktą?) tylko z jednej strony? Dlaczego dziewczęca drużyna wioślarska ćwiczy w łódce ustawionej na betonie?

MATERIAŁY INTERPHOTO

Czy to świat upozowany czy prawdziwy?

Co kolejna fotografia, to co raz większe poczucie konsternacji. I niepokoju. Kollar wprowadza nas w świat pełen absurdów, które pozbawione kontekstu, wyabstrahowane, dają poczucie nierzeczywistości, dziwnej kreacji. Niektóre fotografie mają humorystyczny wydźwięk, ale w zestawieniu z pozostałymi, poczucie, że coś jest zabawne, umyka szybko. Taka sinusoida emocji powoduje, że widz jest raczej zbity z tropu niż rozbawiony.

Napięcie między odbiorcą i sceną

Niektóre fotografie emanują wręcz fizycznym bólem. Młody człowiek z przymkniętymi oczami ma na głowie dziwną maszynerię, przypominającą zmodyfikowaną rurę do odkurzacza przytroczoną do uszu. Owca ma dziurę w boku, dziurę oplata jakaś plastikowa nakładka, zwierzę umazane jest krwią i kolorową farbą. Co tu się stało?

Tego się nie dowiemy. Kollar konsekwentnie nie podpisuje zdjęć w swoich projektach, nie zdradza co dokładnie przedstawiają. W wywiadach mówi o tym, że tajemnica w fotografiach jest ważna, by pozostawić widzowi pole do interpretacji.

– Kiedy wiesz wszystko na temat zdjęcia, to jak z dowcipem, którego puentę już słyszałeś. Nie ma powodu, by zastanawiać się nad nim dłużej. Ta brakująca część, która nie pozwala na całkowite zrozumienie dzieła, czyni moje zdjęcia trochę prowokacyjnymi, tworzy napięcie pomiędzy odbiorcą, a obserwowaną sceną – mówi.

I rzeczywiście – napięcie to dojmujące uczucie, które towarzyszy wystawie. Czy byłaby rzeczywiście taka, gdyby nie fakt, że Kollar podczas pobytu w Izraelu doświadczył zaskakujących dla siebie emocji? Pobyt w kompletnie innej rzeczywistości wzbudził falę wspomnień z dzieciństwa. Wiele spraw z czasów dorastania w komunistycznym bloku wschodnim przypomniało mu się, gdy został kilka razy zatrzymany przez policję. Poczucie, że jest nieustannie obserwowany rosło.

MATERIAŁY INTERPHOTO

Psychiczna przeszłość

– Podczas roku spędzonego w Izraelu, zupełnie niespodziewanie doświadczyłem intensywnych wspomnień z mojego dzieciństwa, wspomnień dorastania za Żelazną Kurtyną, w czasie tzw. „normalizacji” komunistycznej Czechosłowacji. Nasza ściana uniemożliwiała nam przechodzenie na drugą stronę, chroniła przed wpływami z zewnątrz i przed nami samymi – wspomina Kollar w materiałach do wystawy. – Znajomość ściśle określonego terytorium, tutaj pomiędzy ścianą a morzem, spowodowała, że dwa realia zaczęły się łączyć i nakładać w moim umyśle. W powietrzu wisiały napięcie oraz poczucie fizycznego i psychicznego niebezpieczeństwa, bardzo ludzkie emocje, które nie mogą być ignorowane. Przemieszczanie się do i z Izraela, było związane z wieloma kontrolami na granicy oraz sprawdzaniem moich dysków komputerowych przez ochronę na lotnisku. Po kilku zatrzymaniach przez policję, zacząłem zdawać sobie sprawę, że nie jestem w stanie odrzucić myśli o tym, że byłem inwigilowany. Rząd tłumaczył te akty jako „środki bezpieczeństwa”, ale było to trudne do zaakceptowania 20 długich lat po zakończeniu komunistycznego reżimu. W jakiś sposób znalazłem się w mojej psychicznej przeszłości, oceniając sytuacje z łagodnym poczuciem paranoi – mówi Kollar.

I tu rodzą się kolejne pytania.

Czy gdyby przeszłość nie nałożyła się na teraźniejszość (i odwrotnie) – wystawa również w widzach wzbudzałaby inne odczucia? Wrażenie niepokoju byłoby mniejsze? Na ile fotografie rezonują tym, co autor nosi w sobie?

Z wystawy wychodzimy bez odpowiedzi. Z poczuciem deficytu. Ale to właśnie ów „brak” jest siłą „Field Trip” – fragmentarycznego portretu miejsca pełnego paradoksów.

Znalezione na ulicy. Granice i rozmowy z mistrzami. Interphoto [ZDJĘCIA]

***

Martin Kollar – „Field Trip”; wystawa czynna do 15 października od poniedziałku do piątku w godzinach 9-18, soboty – 10-18, niedziele – 10-17); Opera i Filharmonia Podlaska, ul. Odeska 1

Martin Kollar

Fotograf urodził się w 1971 roku w Zilinie w Czechosłowacji (obecnie Republika Słowacka). Studiował na Akademii Sztuk Scenicznych w Bratysławie, na wydziale operatorskim. Od momentu zakończenia studiów pracuje jako niezależny fotograf, filmowiec i reżyser. Zajmuje się długoterminowymi projektami fotograficznymi.

Zdobył kilka grantów i nagród, takich jak: Prix Elysee i Oscar Barnack Award oraz Backlight award. Jego prace prezentowane były na wielu wystawach na całym świecie, m.in. w the Brooklyn Museum, Słowackiej Galerii Narodowej (Bratysława), Martin-Gropius-Bau w Berlinie, Muzeum Sztuki w Tel Avivie oraz Maison Europeen de la Photography w Paryżu.

Opublikował 5 książek fotograficznych: „Nic specjalnego” (Actes sud 2008), „Notatnik” (Diaphane 2011), „Wycieczka” (Mack 2013), „Katalog” (Słowacka Galeria Narodowa 2015) i „Postanowienia tymczasowe” (Musee Elysee/Mack 2016). Jako autor zdjęć pracował m.in. przy filmach takich jak „Koza” (2015), „Aksamitni terroryści” (2013), „Kucharze historii” (2009), „66 sezonów” (2003) i innych. Jako reżyser, zadebiutował autobiograficznym filmem krótkometrażowym, „Autoportret” (2012). Jego pełnometrażowy debiut miał miejsce 5 października 2016 r.

[nota biograficzna – według materiałów Festiwalu Fotografii Interphoto]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem