Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od końca maja, kiedy trwają w Puszczy pokojowe protesty w zaostrzonej formie, już kilkanaście razy strażnicy – wyposażeni w pałki, kajdanki i broń palną – brutalnie i bezwzględnie używali siły. Wcześniej kobiety uczestniczące w spacerach obywatelskich straszono pozbawieniem praw rodzicielskich.

Aktywiści zawiadamiają o nadużyciach prokuraturę i policję. Jak dotąd bez efektów.

Sadystyczne nękanie?

Podczas ostatniej blokady maszyn (w środę, 13 września) – zorganizowanej przez aktywistów z Obozu dla Puszczy w Nadleśnictwie Białowieża – harwestera i forwardera ochraniało około 50 strażników. Trwała tam wycinka ponad 160-letnich drzew, nie tylko świerków, ale i dębów.

Aktywiści wielokrotnie wchodzili i wbiegali na powierzchnie zrębowe w pobliże maszyn i byli z nich siłą wynoszeni za ręce i nogi. Jedna z interwencji była szczególnie brutalna.

Szyszko z kornikami przed Europejskim Trybunałem. Wycinka Puszczy Białowieskiej

Adam Bohdan z fundacji Dzika Polska i Obozu dla Puszczy relacjonuje:

– Łukasz Łyskawka z Poznania został schwytany podczas próby zablokowania forwardera. Rzucono go na ziemię, strażnicy wgniatali jego twarz kolanami w glebę, dusili. Z Puszczy zabrała go karetka. Spędził kilka godzin w szpitalu. Tomografia wykazała krwiak pod skronią. Ponadto lekarz stwierdził zadrapania szyi świadczące o podduszaniu.

W czasie tego protestu jeden ze strażników wykrzykiwał do aktywistki:

– Co ty, naćpana jesteś? Co się tak trzęsiesz? Tak to ty na studia nie zarobisz.

– Złamiecie mu rękę, zostawcie go, to jest ból – apelowała inna z obrończyń Puszczy stająca w obronie Łukasza.

Usłyszała od uśmiechającego się radośnie strażnika: – Ma być ból.

W czwartek (14 września) Łukasz Łyskawka sporządził wniosek do prokuratury w związku z narażeniem go przez strażnika na doznanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu lub utratę życia, a także w związku z przekroczeniem uprawnień przez funkcjonariusza.

Za to odpowiada Szyszko

W czwartek (14.09) do zdarzeń w Puszczy odnieśli się podczas konferencji prasowej w Białowieży podlascy posłowie Tomasz Cimoszewicz (PO) i Krzysztof Truskolaski (Nowoczesna) oraz posłanka Ewa Lieder z Pomorza (Nowoczesna).

– Wczorajsze brutalne pobicie aktywisty przez Straż Leśną w Puszczy Białowieskiej jest absolutnym skandalem. To kolejny przypadek, kiedy służby leśne używają przemocy wobec obywateli, którzy protestują w Puszczy przeciwko łamaniu prawa przez służby podległe ministrowi Szyszko. Oni mają pełne prawo przebywać w tym miejscu i protestować – stwierdził jednoznacznie Cimoszewicz. – Ani policja, ani Straż Leśna nie ma żadnej podstawy prawnej do używania siły wobec tych ludzi. Panie ministrze Szyszko, jest pan w pełni odpowiedzialny za każdy akt przemocy, do jakiego dochodzi w Puszczy Białowieskiej. Nigdy nie będzie zgody na podnoszenie ręki przez władzę na innych współobywateli.

Z kolei poseł Truskolaski i posłanka Lieder zapowiedzieli złożenie interpelacji, w której domagać się będą wytłumaczenia od ministra Szyszki, dlaczego Straż Leśna „używa siły fizycznej przeciwko niewinnym obywatelom”, czy takie metody należą do jej kompetencji, oraz wyjaśnień, jakie konsekwencje będą wyciągnięte wobec tych, którzy używają przemocy.

– Aktywiści obawiają się o swoje zdrowie i życie. Boją się, że przemoc ze strony strażników może być jeszcze bardziej eskalowana. Nie możemy do tego dopuścić – zapewniał poseł Truskolaski.

Posłanka Lieder dodała:

– Bezprawiem jest, że ci strażnicy odmawiają wylegitymowania się. Nie podają swoich personaliów, bo dobrze wiedzą, że działają bezprawnie. Na Pomorzu brakuje pracowników leśnych do pomocy mieszkańcom pokrzywdzonym w nawałnicach. Martwi nas, że nie pomagają na Pomorzu, a atakują ludzi w Puszczy Białowieskiej.

Posłowie wzywają też premier Beatę Szydło do natychmiastowego zdymisjonowania ministra Szyszki.

6 września w Nadleśnictwie Białowieża w strefie ochronnej UNESCO o świcie rozpoczęła się kolejna blokada wycinki najstarszej części Puszczy Białowieskiej. Około 40 aktywistów Greenpeace'u z 9 państw i osoby z Obozu dla Puszczy zablokowały pracę maszyn, które wycinały i przygotowywały do wywozu drzewa, mimo zakazu wydanego przez Trybunał Sprawiedliwości UE.6 września w Nadleśnictwie Białowieża w strefie ochronnej UNESCO o świcie rozpoczęła się kolejna blokada wycinki najstarszej części Puszczy Białowieskiej. Około 40 aktywistów Greenpeace'u z 9 państw i osoby z Obozu dla Puszczy zablokowały pracę maszyn, które wycinały i przygotowywały do wywozu drzewa, mimo zakazu wydanego przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Grzegorz Broniatowski/Greenpeace Polska

Bo mają taką ochotę

Protesty w Puszczy Białowieskiej organizuje Obóz dla Puszczy (stacjonuje tu od końca maja; przebywają w nim rotacyjnie osoby z całej Polski i ze świata), Greenpeace oraz osoby związane z nieformalną grupą Lokalsi przeciwko wycince Puszczy Białowieskiej.

Strażników zaczęto ściągać z całej Polski w końcu czerwca. Na początku ograniczali się jedynie do spisywania aktywistów. Kierowali sprawy do sądów grodzkich za naruszenie kodeksu wykroczeń (chodzi m.in. o zakaz wejścia do Puszczy). Z każdym tygodniem jednak stawali się bardziej agresywni.

Przykładowo 5 lipca Straż Leśna zaatakowała grupę kilkunastu aktywistów, która chciała się dołączyć do blokady harwestera w okolicach wsi Nowosady. – Musi być pan tak brutalny? – pytał młody mieszkaniec okolic Białowieży. – Nie muszę, ale mam ochotę – odpowiedział strażnik. Jednego z protestujących rzucono na ziemię, choć informował, że ma chory kręgosłup.

Podczas blokady 19 lipca w Nadleśnictwie Białowieża strażnicy przewracali na ziemię także kobiety, siadali im na plecach i wykręcali ręce.

Operator Polsatu pobity w czasie patrolu w Puszczy Białowieskiej

24 sierpnia aktywiści przykuli się do harwestera w miejscowości Świnoroje. Zostali otoczeni przez blisko 30 strażników leśnych.

– Strażnicy byli wyjątkowo brutalni. Rozkuwali nas, używając siły. Wykręcali ręce. Mamy je całe posiniaczone – opowiadali wówczas protestujący, z których kilkoro zgłosiło się do szpitala na obdukcję.

W czasie tego protestu Joanna Pawluśkiewicz z Obozu dla Puszczy została przez jednego ze strażników rzucona z całej siły na ziemię i przyparta do niej kolanami. Relacjonowała później „Wyborczej”:

– Naruszono moją prywatną przestrzeń. Strażnik trzymał mnie przyciśniętą do ziemi i głaskał po głowie. Kiedy zapytałam, co robi, odparł, że wyciąga mi z włosów gałązki. W seksistowskim tonie wypytywał, czy mam rodzinę, dzieci.

Brutalność trudna do zliczenia

Aktywiści Obozu dla Puszczy wyliczają:

- Trudno zliczyć liczbę przejawów brutalności Straży Leśnej wobec aktywistów i aktywistek Obozu dla Puszczy. Przez ostatnie miesiące doświadczaliśmy wykręcania rąk, szarpania, powalania na ziemię, przygniatania do ziemi kolanem, odcinania liny, na której - kilka metrów nad ziemią - zawieszeni byli protestujący, umyślnych potrąceń autem, używania niebezpiecznego sprzętu (raki, noże, nożyce hydrauliczne) bezpośrednio przy ciele osób protestujących, skuwania kajdankami na plecach, przykuwania aktywistów do drzew lub do funkcjonariuszy, mowy nienawiści i seksizmu.

Dodają:

- Długo nie chcieliśmy zgłaszać tych przypadków, bo konsekwencje uderzają personalnie w strażników, którzy są tylko wykonawcami rozkazów płynących z góry. Ale miarka się przebrała - zdrowie i życie protestujących jest zagrożone, strażnicy stają się coraz bardziej agresywni. Potwierdzają to także wyniki obdukcji wykonywanych po kolejnych pacyfikacjach pokojowych protestów. Dlatego złożyliśmy już kilka zawiadomień do prokuratury, m.in. za nadużycia z blokady 29 sierpnia w Nadleśnictwie Białowieża.

Zapis zdarzeń

Oto niektóre wydarzenia, w czasie których doszło do przemocy użytej przez Straż Leśną, ale też policję oraz operatorów ciężkiego sprzętu do wycinki:

8 czerwca

 

01:46 - Operator uruchamia maszynę, narażając na niebezpieczeństwo protestujących (rażąco naruszając wymogi bhp), funkcjonariusze - mimo wezwań - nie reagują.

02:07 - Policja skuwa pokojowo protestujących i przetrzymuje ich w samochodzie policyjnym.

07:15 - Policja rozbija blokadę, jeden z protestujących mdleje.

5 lipca

 

00:35 - Operator maszyny atakuje protestujących żurawiem forwardera.

02:12 - Strażnik leśny brutalnie zatrzymuje jednego z protestujących (następnie oskarżonego o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza; wideo z nieudanej próby zgłoszenia policji zagrożenia zdrowia protestujących przez pracujące maszyny).

12 lipca

- Zatrzymanie i skucie na plecach aktywistki.

- Uruchomienie maszyn w bezpośredniej bliskości osób przetrzymywanych.

- powalenie na ziemię pokojowego aktywisty rejestrującego zdarzenie (w tym przez leśnika – nieuprawnionego?).

- Siłowe wyprowadzenie protestującego przez leśnika (nieuprawnionego?).

18 lipca

- Strażnik leśny ciągnie za nogi osobę przypiętą do harwestera, narażając jej zdrowie.

25 lipca

- Harwester pracuje (tnie, okrzesywuje) w niedużej odległości od protestujących osób (rażąco naruszając wymogi bhp).

- Operator forwardera potwierdza, że najechał na jednego z protestujących (do tej sprawy została wezwana policja).

31 lipca

- Forwarder wjeżdża w osoby protestujące przeciwko nielegalnej wycince na poboczu drogi.

 - Harwester pracuje w niedozwolonej odległości od protestujących.

3 sierpnia

- Niebezpieczna jazda harwestera, w czasie kiedy osoby postronne są wokół i na maszynie.

- Praca forwardera w bezpośredniej bliskości zablokowanego harwestera; jedno z przenoszonych drzew spada na maszynę, na której znajdują się protestujący.

- Forwarder, na którym znajduje się osoba protestująca, pracuje i opuszcza żuraw, narażając protestującego na niebezpieczeństwo.

24 sierpnia


- Do 40. sekundy - harwester pracuje i jeździ, mimo bezpośredniej bliskości protestujących.

00:50 - Operator forwardera próbuje siłą zrzucić osobę protestującą na maszynie.

Lasy Państwowe tłumaczą

Tymczasem w czwartek  (14.09) wieczorem Jarosław Krawczyk, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku, przesłał „Wyborczej” oświadczenie odnoszące się do brutalnych działań strażników leśnych w poprzednim dniu. Czytamy w nim:

„W Nadleśnictwie Białowieża, najbardziej dotkniętym kilkuletnią gradacją kornika, przy szlakach komunikacyjnych stoją dziesiątki tysięcy martwych i osłabionych świerków oraz innych drzew, często połamanych i zawieszonych na sąsiednich. Stwarzają one zagrożenie dla zdrowia i życia osób odwiedzających Puszczę Białowieską i dlatego są sukcesywnie usuwane, aby zapewnić bezpieczeństwo publiczne. Niestety, te prace cały czas są utrudniane przez aktywistów związanych z tzw. Obozem dla Puszczy.

13 września na terenie tego nadleśnictwa wycinano uschnięte bądź połamane, opierające się o inne, drzewa znajdujące się w pasie przy drodze. Działania te są zgodne z postanowieniem Trybunału Sprawiedliwości UE z 27 lipca tego roku. Teren, na którym prowadzone są prace, jest objęty okresowym zakazem wstępu. Oznacza to, że osoby, które nie mają specjalnych uprawień, nie mogą tam przebywać” Rzecznik podkreślił: „Aktywiści z Obozu dla Puszczy nie tylko łamią notorycznie ten zakaz, a więc prawo, a także nieustannie podejmują próby blokowania prac na rzecz zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, przykuwając się do maszyn leśnych. Straż Leśna w takich przypadkach jest zmuszona zabezpieczać pracujące tam osoby i sprzęt oraz samych aktywistów z organizacji ekologicznych.

Wczoraj, po raz kolejny doszło do próby zablokowania maszyn. Na filmie nagranym przez jednego ze strażników leśnych widać jak młody mężczyzna z kawałkiem metalowej rury na jednej ręce rzuca się w kierunku forwardera, biegnąc po leżących na ziemi kłodach. Strażnicy leśni starają się mu to uniemożliwić i odciągnąć go na bezpieczną odległość. Warto pamiętać, że w tego rodzaju sytuacjach Straż Leśna, zgodnie z art. 47 ustawy o lasach z 1991 r., ma prawo stosować środki przymusu bezpośredniego. To udaje się im dopiero po kilku minutach, ponieważ mężczyzna, zablokowany pomiędzy pniami, cały czas się szarpie, obejmuje nogami i rękami pnie, kurczowo się ich trzyma, chcąc utrudnić odciągnięcie go przez strażników. W końcu po chwili zostaje wyciągnięty spomiędzy pni i odniesiony kilka metrów dalej. Straż Leśna po powstrzymaniu mężczyzny, z własnej inicjatywy, wezwała pogotowie. Mężczyzna po przewiezieniu do szpitala i badaniu lekarskim został zwolniony. W tym samym czasie kolejni aktywiści starają się podejść w pobliże maszyny. Strażnikom udaje się ich powstrzymać.

W żadnej z wyżej opisanych sytuacji nie ma w zachowaniu Straży Leśnej rzekomej brutalności, nie ma uciskania krtani, wykręcania kończyn czy „rzucania w błoto”, jak to opisywały niektóre media i sami aktywiści”. Rzecznik RDLP na dowód przesłał film.

 
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.