Białostoczanka, 21 lat, studentka prestiżowego New York University Shanghai. Rok temu wydała kryminał po angielsku. Kilka tygodni temu debiutancka książka Gabrieli Naumnik znalazła się w finale konkursu międzynarodowego stowarzyszenia Killer Nashville. W sobotę (26 sierpnia) na specjalnej międzynarodowej konferencji ogłoszona zostanie lista zwycięzców.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Monika Żmijewska: Dostała pani zaproszenie?

Gabriela Naumnik: Jako finalistka konkursu zostałam nie tylko zaproszona, ale też dano mi możliwość wygłoszenia wykładu na temat mojej książki. Niestety, nie mogę pojechać, data konferencji koliduje z moimi innymi planami. Żałuję. Ale ciągle jestem bardzo zaskoczona, że wszystko tak się potoczyło. Gdy napisałam książkę zaraz po maturze, nawet sobie nie wyobrażałam, że znajdzie uznanie amerykańskiego stowarzyszenia skupiającego miłośników opowieści kryminalnych, ich twórców – pisarzy, scenarzystów, dramaturgów, filmowców, wreszcie agentów literackich i wydawców zajmujących się tym gatunkiem w wydaniu literackim i filmowym. Moja książka najpierw została nominowana, a następnie znalazła się w finale konkursu The Killer Nashville Silver Falchion Award w kategorii młodych twórców – Best Fiction Tween/YA Mystery/Thriller. Czuję się wyróżniona, cała ta sytuacja to dla mnie ogromna radość.

„Dream Crimes” wydane zostały w Wielkiej Brytanii w ubiegłym roku. Skąd wzięły się pani „Senne zbrodnie”?

– Wszystko zaczęło się w 2013 roku. Tytuł to nie przypadek – ta książka naprawdę wzięła się ze snu. A właściwie snów, bo miałam ich kilka. Pierwszy był tak sugestywny, tak wyrazisty, że zaraz po obudzeniu się postanowiłam go zapisać. Minął rok, znów przyśnił mi się sen. To było naprawdę dziwne. Sny dotyczyły pewnej realnej osoby, którą kiedyś widziałam, wiem, jak się nazywa, ale nie znam jej osobiście. Nigdy nawet z nią nie rozmawiałam. Pamiętam, że podczas drugiego snu towarzyszył mi jakiś bliżej niesprecyzowany lęk, obawa. Na tyle mocna, że nie dawał mi ten sen spokoju. Zaczęłam sprawdzać online, szukać jakichś informacji na temat tej wyśnionej osoby. I w trakcie tego researchu w necie okazało się, że wszystko to, co przyśniło mi się rok wcześniej na temat tej osoby, sprawdziło się rok później. To było niesamowite. Nie wiem, dlaczego akurat mi się przyśniła ta historia, dlaczego akurat ta osoba.

Królowa kryminału Katarzyna Bonda: Chcę dawać ludziom relaks

Zaintrygował mnie jednak fakt, że każdy z tych snów był jak film. Miał rozpoczęcie, akcję, zakończenie. Od dziecka czytałam kryminały, pamiętam, że jedną z moich pierwszych lektur tego typu był „Orient Express” Agaty Christie. Spisałam kilka tych snów w ciągu trzech lat. Zaczęłam szukać połączeń między nimi i tak jakoś powoli zaczęła kiełkować mi myśl, że dorobię do moich snów jakąś fabułę i może sama też napiszę kryminał. I tak się stało. Przygotowywałam się wtedy do międzynarodowej matury w II LO, miałam dużo pracy, więc pisanie chwilowo odłożyłam. Ale zrobiłam to zaraz po maturze. Rozmawiałam z moją przyjaciółką, tylko ona wie, gdzie kończy się sen, a zaczyna fikcja. Bo moja książka to z jednej strony fikcja, ale oparta na realnym śnie i w pewnym sensie prawdziwej historii.

To zwarta jednotorowa opowieść?

– Książka ma około stu stron, składa się z dwóch historii. Jedna oparta jest na trzech snach na temat jednej osoby. Nazywam ją „On” [ang. Him]. Druga też jest opowieścią kryminalną i też powstała na podstawie snu, z którego pamiętam m.in. domek w zimie. Gdy się obudziłam, bardzo dokładnie wiedziałam, jak wygląda ten domek, co gdzie w nim leży, jak wygląda bohater. Ale to był już zupełnie inny sen. Nie łączą się ze sobą. To dwa oddzielne byty.

Sny zrobiły prawie całą robotę?

Święto Trąbek. Kipiący polsko-żydowski tygiel [ROZMOWA]

– W pewnym sensie tak. Nie wiem, czy sama bym wymyśliła taką fabułę, bardzo możliwe, że nie. Napisanie tej książki nie wymagało ode mnie jakiegoś szczególnego skupienia się, długiego procesu. Nie miałam trudności w połączeniu moich snów w jedną książkę. Zdania same jakoś spływały i tak po prostu, bez szczególnego wysiłku, za to z dużą przyjemnością, ją napisałam. Nawet nie wiem, dlaczego zrobiłam to po angielsku. Może łatwiej było mi w ten sposób to spójnie napisać? Sny spisywałam po angielsku.

I, co ciekawe, zaraz po tym, jak napisałam książkę, sny ustały. Po jakimś czasie wysłałam „Dream Crimes” do jednego z wydawnictw w Wielkiej Brytanii. Odpisali, że są zainteresowani. Książkę wydało United, kiedy studiowałam w Szanghaju – jest dostępna na wielu portalach, na Amazon.com, również w formie e-booka. Potem została wysłana do Killer Nashville. I oto nagle, 1 sierpnia, dowiedziałam się, że znalazłam się w gronie finalistów konkursu.

Lista Finalistów Killer Nashville
Lista Finalistów Killer Nashville  Archiwum prywatne

Czy „Dream Crimes” zostaną przetłumaczone na język polski? Myśli pani o kolejnej książce?

– Nigdy nic nie wiadomo. Może kiedyś? Może kiedyś też ją przetłumaczę? Na razie moje studia i staże zajmują bardzo dużo czasu.

Właśnie - po dwóch latach studiów wróciła pani z Chin, za chwilę zaczyna pani studia w Nowym Jorku w ramach tego samego uniwersytetu – prestiżowego Uniwersytetu Nowojorskiego (NYU). Na jakiej zasadzie działa ta uczelnia?

– New York University to uczelnia międzynarodowa – ma trzy główne kampusy: w Nowym Jorku, Szanghaju i Abu Dabi, posiada też 11 innych pomniejszych kampusów w różnych miastach na świecie, takich jak Sydney, Londyn, Tel Awiw, Florencja, Buenos Aires czy Waszyngton. Elementem studiów jest obowiązek przemieszczania się po nich, każdy student może wybrać trzy takie miejsca. Ja na początek wybrałam Szanghaj, właśnie mam za sobą dwuletni etap chiński z wykładowym językiem angielskim, teraz postawiłam na Nowy Jork. Rok szkolny zaczynam za chwilę, bo już 5 września. Główny kierunek, który studiuję, to Interactive Media and Business, czyli „interaktywne media i biznes”. To bardzo rozwijające studia – obejmują takie zagadnienia jak rozwój oprogramowania, manipulowanie mediami cyfrowymi, tworzenie obiektów materialnych, produkcja urządzeń elektronicznych, budowa przestrzeni wirtualnych i fizycznych, również badanie jeszcze niezrealizowanych form. Pozwalają na bycie samowystarczalnym w świecie mediów i urządzeń, z którymi wchodzimy w interakcję na co dzień. Jeśli znamy np. pięć języków programowania, z nabytymi na uczelni umiejętnościami w świecie cyfrowym jesteśmy w stanie zrobić naprawdę wiele, jesteśmy w stanie bardzo szybko dostosować się nieustannie zmieniającej się technologii i oprogramowania, żeby krytycznie myśleć o interaktywnych systemach, które łączą ludzi, ułatwiają uczestnictwo, przekazują informacje, komunikują historie, zwiększają doznania, a w inny sposób zwiększają, poprawiają i przynoszą zarówno sens, jak i przyjemność życiu ludzi. Na studiach, gdy realizujemy projekt, musimy pokazać konkretny produkt i biznesplan. To wszystko ma przełożenie w rzeczywistym świecie - tworzenie zasobów cyfrowych, tworzenie aplikacji. Pomniejszy kierunek, który studiuję, to tzw. minor, który pozwoli mi na realizowanie się w produkcji filmowej.

Pierwsze doświadczenia w tej kwestii już mogła pani zdobyć, właśnie w Szanghaju. Jak stało się to możliwe?

– Z tego słynie NYU: umożliwia rozwijanie doświadczeń zawodowych. Uniwersytet posiada ogromną platformę - bazę ofert dla studentów, na których mogą szukać staży, programów mentorskich, spotkań z przedstawicielami największych firm świata. Po dwóch latach studiów mam już 10 pozycji zawodowych. Miałam szansę dostać się do selektywnego programu mentorskiego. Uczelnia „paruje” studenta z osobą, która skończyła już NYU i która swoim doświadczeniem i wiedzą może wspierać studenta, pokazać mu, na czym polega praca w realnym środowisku biznesowym. Ja współpracowałam z mentorką, która jest producentką filmową osiadłą w Los Angeles i której filmy były wyświetlane na festiwalu w Cannes. Dzięki temu miałam okazję przyjrzeć się, jak wygląda praca w takim środowisku, czego by to mogło ode mnie wymagać. W Chinach staże zaczęłam od start-upów, potem udało się zrealizować staż w jednej z większych chińskich telewizji.

Jak można aplikować na NYU?

– To długi i pracochłonny proces. Przygotowania najlepiej zacząć jeszcze w pierwszych latach liceum. Zdawałam międzynarodową maturę, ważny jest wynik SAT, czyli amerykańskiego odpowiednika naszej matury, i wielu innych programów. Jak wyliczyłam, ogólnie w ciągu dwóch lat liceum zdałam 23 egzaminy, m.in. TOEFL, IELTS itp. Słowem, trzeba przejść przez klasyczny intensywny proces aplikacji. Odsetek przyjęć na studia jest niski. Na NYU rocznie aplikuje około 70 tys. osób. W kampusie w Szanghaju na moim roku studiowało 150 osób z zagranicy i 150 osób z Chin.

Student Politechniki Białostockiej w rankingu "Forbesa"

Początek pani studiów zaczął się egzotycznie, w azjatyckiej rzeczywistości, kompletnie innej od europejskiej. Czego, poza umiejętnościami zawodowymi, nauczyła się pani w Szanghaju?

– To fantastyczne doświadczenie. Studiując przez dwa lata w Szanghaju, zaczęłam zadawać się z ludźmi z 50 państw świata. To naprawdę uczy dystansu. Zmusza do refleksji. Zmienia punkt widzenia. Uczy otwartości, ale i jednocześnie pokory. W zupełnie inny sposób myśli się o problemach. To uczy też poruszania się po świecie. Od kiedy nauczyłam się języka chińskiego, zaczęłam też Chiny bardziej rozumieć, czuć się w nich bardziej komfortowo. Znajomość języka zmienia perspektywę.

W ciągu dwóch lat możliwe jest nauczenie się języka chińskiego w stopniu zadowalającym?

– Tak. W te wakacje dostałam się na intensywny kurs chińskiego w Pekinie organizowany przez Princeton University (Princeton in Bejing). To ogromnie trudny kurs językowy, wymaga dużego zaangażowania i podpisania umowy, że na czas kursu będzie się mówiło wyłącznie w języku chińskim, nieważne, czy to na ulicy, czy w akademiku. Teraz skończyłam ten kurs i po dwóch miesiącach jestem w stanie toczyć normalne, swobodne konwersacje po chińsku. Pisać po chińsku też potrafię.

A wracając do wcześniejszego pytania... Szanghaj to stolica ekonomiczna Azji. Ogromnie nowoczesne miasto, bardzo inspirujące miasto, jest w nim tyle kreatywnych osób. Tempo rozwoju jest olbrzymie. Tam nikt nie nosi kart kredytowych, pieniędzy. Wszystko realizuje się telefonem.

Gabriela Naumnik
Gabriela Naumnik  Archiwum prywatne

Studia w kampusie NYU w Szanghaju to też ogromna szkoła indywidualizmu, planowania, zarządzania własnym czasem, tak by wypełnić go jak najbardziej intensywnie i z korzyścią dla samego siebie. Samemu sobie układa się grafik zajęć, tak by stworzyć z niego logiczną i spójną całość. Szłam na studia z myślą, że będę studiowała ekonomię, ale po drodze zmieniłam plany. Można o tym na bieżąco decydować. I to jest fantastyczne. Niesamowita jest też profesorska kadra, to liderzy w swoich dziedzinach, uwielbiający swoją pracę, motywujący studenta. Normą są przyjazdy noblistów na zajęcia i wykłady – ostatnio np. Roberta Engle’a, laureata Nobla w kategorii ekonomii. Z czasem tak niezwykły fakt staje się wręcz normą. Mamy profesora, który obecnie pracuje nad nowym wynalazkiem i możemy mu w tym pomagać. Wszystko to bardzo ubogaca, poszerza perspektywę, nie mówiąc oczywiście o świetnych perspektywach pracy w przyszłości. W tym momencie mam poczucie, że jestem w miejscu, w którym powinnam być.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
No proszę, nie dość że ładna to jeszcze niesamowicie pracowita i zdolna dziewczyna.
Obawiam się że do Polski chyba nie wróci, rodzime wrony by ją zadziobały...niestety.
już oceniałe(a)ś
3
0
Toż to nagroda prawie jak Pulitzer.
już oceniałe(a)ś
2
0
brawo Gabi.....ale w Polsce cie raczej nie zobaczymy......powodzenia
już oceniałe(a)ś
2
0
Brawo! Nie tylko mądra, pracowita, potrafi interesująco opowiadać, to jest śliczną dziewczyną.
@piekna_hela
A gdyby to był chłopak, to też byś napisała, że śliczny? Co to ma do rzeczy?
już oceniałe(a)ś
6
0
@msw
wtedy wlasciwym okresleniem jest "przystojny"
już oceniałe(a)ś
0
0
@msw
gdyby był śliczny, też by napisała, zapewniam
już oceniałe(a)ś
0
0
Trzeba będzie przeczytać
już oceniałe(a)ś
0
0