- Wypatrzyli nas! - dziewczyny przysiadaj mi璠zy paprociami. Podchodzi dw鏂h stra積ik闚, jeden z kajdankami, pistoletem i pa趾. Uzbrojony pyta: - Co tutaj robicie? - Spacerujemy - odpowiada Justyna.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Trwa plebiscyt Ludzie Roku 2017 Czytelników „Wyborczej”. Symbol Obozu dla Puszczy, PICOIDES TRIDACTYLUS – DZIĘCIOŁ TRÓJPALCZASTY, jest jednym z nominowanych. Głosujcie na Wyborcza.pl/plebiscyt .

Artykuł pochodzi z sierpnia 2017.

W Puszczy Białowieskiej od wielu tygodni stacjonuje Obóz dla Puszczy. Codziennie wyruszają z niego patrole. Obozowicze blokują maszyny do wycinki drzew. Nie zamierzają odpuszczać.

AGNIESZKA SADOWSKA

Sierpniowy poranek. Niemal w dwa tygodnie po tym, jak Europejski Trybunał Sprawiedliwości nakazał natychmiastowe zaprzestanie wycinki Puszczy Białowieskiej poza miejscami, w których to konieczne ze względów bezpieczeństwa. Nieopodal Skupowa, ze trzydzieści kilometrów od Obozu dla Puszczy. Niedaleko nieużytkowanych torów kolejowych przebiegających przez las i zwałek ściętych świerków pokaźnych rozmiarów. Szczupła, ciemna brunetka o dynamicznych ruchach – trzydziestoparoletnia Justyna pochodząca z południa Polski, przedziera się przez puszczańskie chaszcze. Na patrolu jest z nią obozowa koleżanka – przyjechała z czeskiej Pragi.

Puszcza Białowieska. Aktywiści nie odpuszczają. Kolejna próba okupacji harwestera [AKTUALIZUJEMY]

Podchody i łapanka

Dziewczyny mają ze sobą GPS i tablet ze szczegółową mapą Puszczy. Widać na niej zarysowane kwadraty z zaznaczonymi ponadstuletnimi świerkami. Z każdym krokiem z oddali słychać coraz wyraźniej: „pi, pi, pi”. To odgłos, jaki wydaje harwester. Po chwili ciszy rozlega się huk upadającego na ziemię drzewa. Justyna patrzy na mapę.

– Być może tu rośnie świerk 144-letni – rzuca szeptem w stronę czeskiej koleżanki.

Po chwili koryguje: – To chyba jednak 104-letni.

Obie starają się delikatnie stąpać dalej. Jednak dźwięk łamanych gałęzi niesie się daleko. Justyna nagle rzuca:

– Wypatrzyli nas.

Dziewczyny przysiadają między paprociami. Podchodzi dwóch strażników w okularach. Jeden z kajdankami, pistoletem i pałką. Uzbrojony pyta: – Co tutaj robicie?

– Spacerujemy – odpowiada Justyna.

Odzywa się głos w radiotelefonie mundurowego:

– Może oni chcą odwrócić uwagę. Uważajcie, bo mogą zaatakować z drugiej strony. Podobno z tego obozu kilka wozów wyjechało.

Strażnik kończy legitymowanie. Przez radiotelefon słychać:

– Gdańsk zgłosi się do Katowic...

Pojawia się trzeci strażnik. Odprowadza patrol obozowy do samochodu.

– Ja jestem stąd – nie kryje. – Za dużo pracy, na urlop na razie nie idziemy. Nie mówię, że nam nie dają, ale nie mieliśmy zaplanowanych w tym okresie.

Dyrektor od harwesterów: – Puszcza Białowieska nie jest wasza, tylko państwowa

Rozmowa schodzi na wycinkę. Strażnik zapewnia:

– Tniemy w pasie czterdziestu metrów, nie szerzej.

– Ale też ponadstuletnie drzewa – wtrąca Justyna.

Strażnik: – Jak w jednym mieście mieszka czterech Niemców, to miasto jest niemieckie? Tutaj ze cztery drzewa może są i stuletnie, ale cała reszta sześćdziesięcioletnia. Wszystkie, które tu stały, praktycznie zgniły i nadają się tylko na opał. Ponadto stuletnie też są zagrożeniem.

AGNIESZKA SADOWSKA

Przewodnik spod Wawelu

Pogorzelce. Droga między Hajnówką i Białowieżą. Obóz dla Puszczy ulokowano między innymi domami w jednym z podnajętych gospodarstw. Drewniana bramka w płocie od wewnątrz zamknięta na ruchomą zasuwę. Tabliczka na płocie głosi: „Jeżeli zależy ci na zachowaniu jednego z najdzikszych zakątków Europy, to trafiłeś w dobre miejsce”. Na jednym z obozowych budynków rzuca się w oczy ogromne płótno z wymalowanymi zwierzątkami i drzewami. Na pierwszy rzut oka poznać – dzieło dzieciaków. W obozie jest teraz około pół setki obrońców puszczy z całej Polski, ale też USA, Czech, Niemiec czy Litwy. Tuż po godz. 9 trójka obozowiczów wsiada na rowery. To około 30-letni Martin z Berlina, 40-letni Wiktor z Trójmiasta i 27-letni Augustyn z Krakowa. Jadą na patrol w stronę Starej Białowieży. Błękitnooki Augustyn to szczupły, jasny blondyn z rudą bródką i spiczastymi wąsami. W obozie jest prawie miesiąc. W czasie ostatniej okupacji harwestera zszedł z niego jako ostatni – razem z poetą, przyrodnikiem ornitologiem Michałem Książkiem. Obaj odpuścili, kiedy dostali zapewnienie, że maszyna już tego dnia nie wyjedzie do pracy. Augustyn studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim kulturoznawstwo. Zajmuje się w Krakowie oprowadzaniem wycieczek. Po powrocie z patrolu do obozu zamyślony mówi:

– Bardzo odpowiednie jest to porównanie: sprzedawanie Puszczy Białowieskiej to jak sprzedawanie Wawelu na cegły.

Pierwsza sprawa sądowa aktywistów broniących Puszczy Białowieskiej

Opowiada:

– Pierwszy raz przyjechałem tu jakoś pod koniec czerwca. Jestem tutaj, bo kocham przyrodę, czuję się z nią nierozerwalnie związany. Ona jest podstawą jakiekolwiek egzystencji na ziemi. Jesteśmy tutaj, bo bronimy jedynego takiego miejsca na świecie, jakie się ostało – z takim ekosystemem. Jestem młody i sprawny, nie mam dzieci, jakichś poważnych prywatnych zobowiązań, więc jeśli aktywnie i pokojowo ktoś ma bronić Puszczy, to kto, jeśli nie ja? Nie pozwolimy na doszczętne wycięcie Puszczy. Jeśli opinia publiczna wyraźnie będzie przeciw wycinkom, to ich nie będzie. No i konieczny jest nacisk instytucji międzynarodowych.

AGNIESZKA SADOWSKA

Zapewnia:

– Na pewno nie przekroczymy granicy pokojowych działań. Jeśli decyduję się na zatrzymanie maszyny, ryzykuję tylko i wyłącznie ja. Nazywanie nas ekoterrorystami jest bezpodstawne. Mamy prawo do obywatelskiego nieposłuszeństwa, bo prawo jest naruszane. Wycinają Puszczę ze względu na jakieś interesy, których nie rozumiem, ale na pewno nie ze względu na ochronę przyrody, jak twierdzą.

Akurat kiedy rozmawiamy w biurze, dwójka obozowiczów otwiera kolejną paczkę od anonimowego nadawcy. Są herbaty, czekolady, paprykarz szczeciński.

To się jeszcze nigdy nie zdarzyło... Rozmowa z prof. Markiem Safjanem

Lektor Sądu Najwyższego

Przy wejściu do obozu – obok drewnianego stojaka z gazetkami o przyrodzie i wydrukowanymi informacjami o puszczy – zatrzymujących się co chwilę przy furtce wita 40-letni Tomek z Warszawy, z brodą oszronioną siwizną. Towarzyszy mu czworonożny Fenris, przyjaźnie macha ogonem na widok gości. Faktycznie, z racji rozmiarów nieco może przypominać swojego imiennika – wilka z mitologii skandynawskiej, którego szczęka podczas ziewania dotykała nieba, a żuchwa ziemi. Tomek brał udział w niedawnych protestach pod Sejmem i pod Pałacem Prezydenckim. Jest w stolicy lektorem angielskiego. Był w obozie przez tydzień w lipcu, teraz znowu przyjechał na tydzień. Pewnie tłumaczy:

– Jestem tu, bo tak należy. Nie jestem jakimś profesorem uniwersyteckim i moje pismo z apelem o zaprzestanie wycinki nie miałoby jakiegokolwiek znaczenia. Jestem zwykłym obywatelem, który nie zgadza się na niszczenie takich miejsc, ważnych dla naszego dziedzictwa. Wszelkie możliwości dialogu z partią rządzącą wyczerpały się. Jedyna forma protestu, która przychodzi mi już do głowy, to protest bezpośredni.

AGNIESZKA SADOWSKA

Przypomina:

– Uczyłem angielskiego pracowników Sądu Najwyższego i jak zaczęła się próba jego rozmontowywania, to o tych moich studentach myślałem i się z nimi solidaryzowałem, choć głównie chodziło o samą destrukcyjną ideę tego demontażu.

Na obozowej stodole, która teraz jest jadalnią i miejscem warsztatów, wypisano cele obozu. Krótkoterminowe: zatrzymanie wycinki w drzewostanach ponadstuletnich, wycofanie harwesterów z Puszczy, zaprzestanie wycinki w okresie lęgowym ptaków, zniesienie zakazu wstępu do Puszczy. Długoterminowy: cała Puszcza parkiem narodowym.

Soyka w obronie Puszczy Białowieskiej [WIDEO]

Ten las to świętość

Po południu w biurze obozu – zaimprowizowanym w jednym z pomieszczeń gospodarczych – było wiadomo: jedna para maszyn (harwester i forwarder) od rana pracuje w okolicach Czerlonki, druga niedaleko Skupowa. W obozie trwa kolejne szkolenie Non-Violent Direct Action, czyli o sposobach prowadzenia pokojowych protestów bezpośrednich.

Wśród zawiadujących biurem i prowadzących zajęcia jest 40-letnia Joanna Pawluśkiewicz z tatuażami na rękach – wizerunkami rysunków z peruwiańskiego płaskowyżu okolic Nazca. Nietrudno dostrzec kondora, drzewo i orkę. Dzięki relacjom Joanny na facebookowej stronie obozu cała Polska i świat dowiadują się na bieżąco o działaniach puszczańskich aktywistów. Pochodzi z Krakowa. Zawodowo pisze scenariusze filmowe i telewizyjne. Skończyła filmoznawstwo, uczyła się w filmowej szkole Andrzeja Wajdy i szkole improwizacji w USA. Przeniosła się do Puszczy już na stałe. Teraz szuka tu domu. Opowiada:

– Przyroda towarzyszyła mi całe życie. Mój ojciec jest z Nowego Targu, większość dzieciństwa spędziłam w lesie. Jak tu przyjechałam, przeżyłam estetyczny szok: od tych kolorów, łagodności krajobrazu. Chciałam działać od początku, kiedy tylko dotarło do mnie, co z Puszczą robi Szyszko. Po tym, jak nauczyłam się trochę tego lasu, skontaktowałam się z fundacją Dzika Polska i spytałam, czy jakoś mogę włączyć się w działania na rzecz Puszczy. To był maj, moment tworzenia obozu. Nie umiem pogodzić się z tym, że w świecie dochodzi do takiej niesprawiedliwości, jaka spotyka to miejsce. To jest miejsce, z którego nie powinien być usunięty ani jeden patyczek, ani jeden z listek. Wciąż nie rozumiem, dlaczego musimy tutaj być. Ten las to świętość. Bezczelnością jest mówienie w kontekście Puszczy: czyńcie sobie ziemię poddaną. Jak patrzę na to, co się dzieje, jest we mnie rozpacz pomieszana z niedowierzaniem. Nie wyobrażam sobie, że może mnie tu nie być. Cokolwiek mogę zrobić dla tego miejsca, muszę zrobić. Żeby Puszczę ocalić. Wszystko, co z nią robią, to bezmyślność, buta i pycha.

AGNIESZKA SADOWSKA

Boją się nas coraz bardziej

Obozowicze nocują na polu namiotowym za stodołą. Są prysznice, toi toie. Każdy z uczestników obozu pełni dyżury przy codziennych zajęciach, także w polowej kuchni. Dwudziestokilkuletnia Marianna szykuje zupę. Za jej plecami widać jedno z haseł protestów: „Las rośnie długo, znika szybko”. Marianna skończyła Akademię Sztuki w Szczecinie. Pasjonuje ją ekologiczne rolnictwo. Spokojnie, ale stanowczo ocenia:

– Nie spowodujemy zaprzestania wycinki, ale na pewno nie będzie postępować tak szybko, jak by mogła. Coraz bardziej się nas boją. Harwestery na nasz widok uciekają. Lasy Państwowe ponoszą duże koszty w związku z tym, że ściągnęły tu strażników z całej Polski. Ważne dla mnie jest to, że w obozie dużo już nauczyłam się o przyrodzie, w tym o tym, jak ją chronić, o bioróżnorodności, o klimacie. Była tu niedawno grupa studentów ochrony środowiska z Holandii. Mówili, że przyjeżdżają do Puszczy co roku, żeby ją badać, bo chcą dokładnie wiedzieć, jak wyglądała przyroda w ich kraju dopóki wszystkiego nie wycięli.

AGNIESZKA SADOWSKA

Obok Marianny siedzi Marcelina z Lublina, z krótkimi włosami spiętymi do tyłu. Ma 24 lata, studiowała politykę międzynarodową w Londynie, jest modelką. Przyjechała do obozu pierwszy raz. Tak jak i jej przyjaciel z Lublina, 25-letni Kuba, który przerwał studia na polonistyce i filozofii:

– Znajoma opowiedziała nam, jak tu spędziła miesiąc, więc też postanowiliśmy przyjechać. W czasie pokojowych protestów ważne, żeby nie dawać się sprowokować, mieć nastawienie absolutnie pozbawione agresji. Po wyjeździe stąd chcę zaangażować się w patrole antykłusownicze na Lubelszczyźnie – zapowiada Kuba.

Wielkie zwycięstwo puszczy. Oświadczenie organizacji ekologicznych

Puszcza uczy pokory

Warszawiak, szczupły ciemny brunet z lekkim zarostem Jakub Rok jest w obozie już od 24 maja.

– Część osób z obozu znałem wcześniej ze szkolenia dla strażników w Puszczy, z niektórymi byliśmy razem na antymyśliwskich akcjach pod Przemyślem. Zajmuję się leśną edukacją – organizuję szkolne wycieczki po Puszczy Knyszyńskiej, bo szkoła, z którą współpracuję, dzierżawi tam gajówki – opowiada o sobie, uśmiechając się życzliwie jak wszyscy w obozie. – Blokowanie maszyny to jakby włożenie kija w szprychy. Dzięki takim akcjom opóźniamy tę nielegalną wycinkę, a dzięki nagłaśnianiu blokad przez media dowiaduje się o nich cały świat. W świecie, w którym człowiek większość przyrody przekształcił pod swoje potrzeby, Puszcza Białowieska jest wyjątkowo cenna, bo zachowały się tu miejsca niestworzone przez człowieka i nie dla człowieka, i to uczyć powinno pokory. To jest wartość sama w sobie. Chodzi o to, aby porozumieć się z leśnikami, którzy zdecydowanie inaczej Puszczę postrzegają.

AGNIESZKA SADOWSKA

Jakub przerywa rozmowę. Odbiera telefon. Kogoś informuje:

– Na ten moment pracują dwa harwestery, dwa stoją w bazie.

Pojawia się poranny patrol rowerowy.

– Na parkingu pod Białowieżą widzieliśmy jeden harwester. Chyba teraz nie wyjedzie – Augustyn relacjonuje Jakubowi.

Walka z przywilejami

Po obozie przechadza się niewysoki, korpulentny 61-letni Waldek. Z zawodu elektryk, pracuje jako kierowca. Mieszka w Słupsku, pochodzi z Zielonej Góry. Przyjechał dzień wcześniej na dwa tygodnie, w ramach urlopu. Właśnie wrócił z kolejnego patrolu. Zdaje sprawozdanie Jakubowi:

– Nakryliśmy pilarzy na wycince i dwie wywózki ściętych drzew, w tym naładowane do ogromnych wagonów na kolejowej stacji przeładunkowej tam, jak się jedzie na Narewkę.

AGNIESZKA SADOWSKA

Nie kryje:

– Przyjechałem, żeby choć trochę przeszkodzić tej wycince. Od małego jestem nauczony życia w zgodzie z przyrodą. W zasadzie przyjechałem na przeszpiegi, bo ze znajomymi w Słupsku zastanawialiśmy się, jak to naprawdę tutaj wygląda. Czy tak, jak w telewizji pokazują. Na żywo to jest koszmar.

Sprawcy pobicia operatora Polsatu w Puszczy Białowieskiej przesłuchani i z zarzutami [WIDEO]

Nieopodal, pod zadaszeniem, na kolejne warsztaty czeka sprawiająca wrażenie bardzo dynamicznej 36-letnia Mo. Przyjechała do obozu dzień wcześniej, na kilka dni. Identyfikuje się z ruchami anarchistycznym, feministycznym, queerowym, szeroko pojętymi wolnościowymi. Pracuje w Berlinie, na stałe mieszka w Warszawie. Twierdzi:

– Uwiera mnie system kapitalistyczny, w którym zmuszona jestem funkcjonować – ta pogoń za zyskiem, próba eksploatacji planety, która w ciągu ostatnich lat odbywa się bardzo odczuwalnie. Nie mogę zaakceptować myślenia o planecie jako o korporacji, która ma tylko przynosić zysk. Puszcza Białowieska jest tego przykładem. Tu chodzi o realny interes, jakim jest zysk ze sprzedaży drewna. Walka o Puszczę to też walka o pozbawienie przywilejów tych, którzy są i tak już bardzo uprzywilejowani, i o wstawienie się za tymi, którzy tych przywilejów mają mniej, za społecznością lokalną i za wszystkimi, którzy chcieliby mieć dostęp do natury, bo jest ona dla nich jedyną możliwością, żeby mieć się dobrze w tym świecie przez kapitalizm eksploatowanym, a któremu natura jeszcze jakoś może się oprzeć, bo jest potężna.

AGNIESZKA SADOWSKA

Zmienili charakter cięć

Po godz. 17 około trzydziestu obozowiczów zrywa się nagle i wyrusza na miejsce pracy harwestera w okolice Czerlonki. Zabierają ze sobą banery w obronie Puszczy, jak ten znany z kilkunastu zaostrzonych protestów: „Jeszcze Puszcza nie zginęła”. Mariusz Duchewicz z fundacji Dzika Polska wskazuje nowym obozowiczom wycięte świerki:

– W takim świerku może zrobić gniazdo dzięcioł trójpalczasty. W takich świerkach występują owady – antagoniści kornika. Dzięki nim występują rzadkie gatunki porostów czy grzybów. Dzięki tym martwym drzewom Puszcza jest wyjątkowa. Są jednym z największych jej walorów. Jednocześnie w takich miejscach tworzą się odnowienia naturalne.

Mocno zbudowany, niewysoki 40-letni Mariusz – przez znajomych zwany Duchu – to warszawiak. Ostatnie tygodnie spędza pół tygodnia w stolicy, drugie pół w Obozie dla Puszczy. Jest doświadczonym menedżerem restauracji wegetariańskich.

AGNIESZKA SADOWSKA

Pod wieczór w obozie pojawia się z kilkuletnim synem Michał Książek. Ocenia sytuację:

– Po postanowieniu Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości zmienił się w Puszczy charakter cięć. Widać ostrożność, z jaką ich dokonują. Wyszli z głębokich partii Puszczy, z cennych drzewostanów. Teraz wszędzie wyszukają szlaki drogowe, wzdłuż których tną. Dzisiaj znaleźli sobie starą linię kolejową. Przy takiej linii to mają nawet prawo drewno wywozić. Bo tam, gdzie – jak to mówią – zapewniają bezpieczeństwo publiczne przy drogach, wywozić nie mają prawa. Nasza praca w obozie – ta edukacyjna i propagandowa, to patrolowanie – ma ogromny sens. Prowadzić ją będziemy do końca lata i całą jesień. Gdyby nas w obozie nie było, hulaliby po Puszczy jak młode żubry.

Michał zastrzega:

– Nasze protesty też będą trochę inne, ale cały czas będziemy ich obserwować.

Trwa plebiscyt Ludzie Roku 2017 Czytelników „Wyborczej”. Wybierzcie ich spośród tych, którzy dawali nam nadzieję, zarażali pasją, pokazywali, że można coś zrobić nawet wtedy, gdy wydaje się, że nie można. Głosujcie na Wyborcza.pl/plebiscyt .

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Wi璚ej
Komentarze
Zaloguj si
Chcesz do陰czy do dyskusji? Zosta naszym prenumeratorem
Jak oni tak swietnie sie organizuja w protestach. Z protestow powstaja nowe partie polityczne. Z protestow anty-atomowych i ochrony srodowiska powstaly partie Zielonych w Austrii i w Niemczech. Patrzac na Kukiza i Nowoczesna do sejmu dostac sie nie jest trudno. W sejmie jest bardzo duzo miejsca dla partii programowych i istnieje taka,potrzeba spoleczna. Ekolodzy, akcje demokratyczne, akcje no logo, czarny protest zinstytucjonalizujcie sie, przeksztalcie sie w partie programowe, wyborcy na was czekaja.
@style
Obawiam si, 瞠 nasze spo貫cze雟two nie jest jeszcze gotowe na partie z programem odwo逝j帷ym w jakiejkolwiek cz窷ci si do ekologii. Tym bardziej, 瞠 nie ma mo磧iwo軼i, aby takie ugrupowanie zaistniawszy pomija這 oczywiste kwestie 鈍iatopogl康owe, kt鏎e Polakom - delikatnie m闚i帷 - nie podobaj si. M. in. oddzielenie pa雟twa od Ko軼io豉.
ju ocenia貫(a)
0
0
W puszczy na obszarze chronionym Natura 2000 jak podaje wp.pl maja byc budowane apartamentowce. Caly projekt mozna zobaczyc na stronie inwestora enklawa bialostocka. Aktywisci, KE walcza z wycinka, a tu prosze apartamentowce w Puszczy. Bijmy ny alarm. Konicznie nalezy powiadomic KE i ETS. I jeszcze raz zadajmy z uporem CALA PUSCZA PARKIEM NARODOWYM.
ju ocenia貫(a)
4
0
Miejsce szyszki jest na ga喚zi.
ju ocenia貫(a)
3
0
Tak瞠 na Mazurach lasy s dos這wnie masakrowane, 軼inka idzie na ca貫go, poszycie rozje盥瘸ne ci篹kim sprz皻em, na drogach le郾ych koleiny p馧metrowej g喚boko軼i.
ju ocenia貫(a)
1
0