Po protestach w obronie niezawisłości sądów, można pokusić się o stwierdzenie, że jednym z ich rezultatów było częściowe odzyskanie ulic przez zwykłych obywateli. I to zarówno w symbolicznym, jak i dosłownym sensie tego słowa
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Co się wydarzyło w czasie ostatnich dwóch tygodni mniej więcej wiemy. Obserwowaliśmy brutalną i bezprecedensową w potransformacyjnej Polsce próbę naruszenia ładu konstytucyjnego. Mieliśmy okazję usłyszeć o ukrytych motywach, którymi kieruje się lider rządzącej partii. Byliśmy świadkami (i uczestnikami!) powszechnego oddolnego sprzeciwu wobec zamachu rządzących na niezawisłość sądów i trójpodział władzy. Dowiedzieliśmy się po raz kolejny jak krótkowzroczne wizje dotyczące Polski mają główne partie opozycyjne (odsunąć od władzy PiS). Staliśmy się również świadkami próby odzyskania przez Prezydenta Andrzeja Dudę niezależności. Z jednej strony, jego akt odwagi ocalił (częściowo i nie wiadomo na jak długo) niezawisłość sądów; a z drugiej, doprowadził do pierwszych poważniejszych konfliktów w łonie parlamentarnej większości. Jakie to wszystko przyniesie krótko- i długoterminowe rezultaty trudno wyrokować. Prognoz jest wiele i się od siebie różnią. Wydaje się natomiast, że poza tymi bardzo namacalnymi wydarzeniami, pojawiła się również zupełnie nowa, nieobecna do tej pory na taką salę, jakość, której nie sposób przecenić.

Ma ona dwa wymiary. Po pierwsze, mamy płynącą z wielu źródeł i w różnej formie, ale bardzo wyraźnie podkreślaną, ideę szacunku dla innych oraz poczucie siły, która tkwi we wspólnocie obywatelskiej. Po drugie, po raz pierwszy chyba ten przekaz został tak głośno wyrażony publicznie. Na ulicach miast, a nie w domowym zaciszu czy przedszkolach działających według alternatywnych modelów wychowania.

AGNIESZKA SADOWSKA

***

Ale najpierw pytanie o to jak doszło do tego, że tak fundamentalna wartość jak szacunek dla drugiego człowieka stała się czymś tak nieoczywistym, że trzeba o niej przypominać? Jak doszło do tego, że podczas tegorocznych obchodów rocznicy Powstania Warszawskiego generał Ścibor – Rylski czuje się zobowiązany podkreślać: „Polacy muszą mieć szacunek dla wszystkich. Obojętnie jakich są poglądów, narodowości czy wyznania. Pamiętajcie młodzi: szacunek dla wszystkich jednakowy”?

Ktoś mógłby oczywiście powiedzieć, że erozja jakości i brutalizacja języka publicznej debaty następowała od dłuższego czasu. To prawda. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat nabrała ona niesamowitego przyspieszenia. To, co jeszcze jakiś czas temu wydawało się nie do pomyślenia, stało się częścią publicznego mainstream’owego dyskursu. Do języka szturmem wdarły się „zdradzieckie mordy”, „pożyteczni idioci”, „ekoterroryści” czy „ubeckie wdowy”. By zachować uczciwą ocenę sytuacji, trzeba jednak powiedzieć jasno, że nie jest tak, iż tylko jedna ze stron bierze udział w tej wyniszczającej grze.

Obywatelski zew. O tych, co pod sądami porwali tłumy

Na protestach przeciwko ustawom podważającym niezawisłość sądów również można było usłyszeć hasła „precz z kaczorem-dyktatorem” czy „Adrian wetuj.” A choćby pobieżna lektura wpisów na facebooku czy forach internetowych potwierdza, że agresja ma się dobrze również wśród przeciwników rządzącej partii.

Psycholog profesor Bogdan de Barbaro w jednym z wywiadów zauważa, że chociaż po jednej ze stron, konfliktu dzielącego Polskę, agresja wydaje się silniejsza, a język brutalniejszy, to nie oznacza to, że druga strona tego sporu pozostaje tej pierwszej dłużna. Owszem, być może jej styl jest dla nas łatwiejszy do zniesienia, bo często operuje ironią, czy pastiszem. Czy jednak oznacza to, że w gruncie rzeczy jest czymś innym? Bynajmniej. Ciągle mamy do czynienia z próbami obrażania, dezawuowania czy ośmieszenia drugiej strony. Tak jakby sam fakt, że możemy kogoś w mniej lub bardziej wybredny sposób obrazić dowodził naszej racji w jakiejś sprawie. Owszem, jest to sposób na wyrażenie złości. Jednak w kwestii dyskusji o kraju czy przekonania kogoś do naszych racji, nie posuwa nas ani o jotę do przodu. A wręcz odwrotnie.

Poniedziałek, 24 lipca 2017 roku. Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje dwie z trzech kontrowersyjnych ustaw. W Białymstoku odbył się kolejny protest przed sądem okręgowym w obronie niezawisłości sądów.
Poniedziałek, 24 lipca 2017 roku. Prezydent Andrzej Duda ogłosił, że zawetuje dwie z trzech kontrowersyjnych ustaw. W Białymstoku odbył się kolejny protest przed sądem okręgowym w obronie niezawisłości sądów.  Fot. Grzegorz Dąbrowski

***

To, co jest jednak ewidentną winą sprawujących władzę to, to że instytucje państwa dają (nie zawsze ciche) przyzwolenie na eskalację agresywnego języka, mowę nienawiści i groźby kierowane przeciwko wyimaginowanym wrogom. Tak więc, mamy swastyki na murach, zawłaszczanie symboli Powstania Warszawskiego przez agresywnych osiłków i przemysł reklamowy (vide reklama jednej z firm energetycznych), Marsz Niepodległości z okrzykami „Śmierć wrogom ojczyzny.” A w Białymstoku? Marsz ONR z hasłami o syjonistach, którzy mają zawisnąć na drzewach, zakończony mszą w Bazylice mniejszej lub też usilne próby zaistnienia ze swoją symboliką na tegorocznych obchodach rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Bo wszystko zaczyna się od języka i symboli. Ale w efekcie, mamy również rosnącą falę fizycznych ataków na tle rasistowskim w całym kraju. To wszystko obecnych władz jednak zupełnie nie bulwersuje i nie jest powodem do ich sprzeciwu. Jednocześnie to, co dla rządzących jest nie do przemilczenia to fakt, że muzyk Bono solidaryzuje się z obywatelskimi protestami w obronie demokracji w Polsce lub nakaz wstrzymania wycinki w Puszczy Białowieskiej wydany przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Tu na sprzeciw i frontalne ataki długo czekać nie trzeba. W rezultacie, do niedawna można było odnieść wrażenie, że sfera publiczna i symbole narodowe zostały prawie w całości zaanektowana przez pełen agresji i fałszywej dumy przekaz, który za swoje alibi bierze polską martyrologię. Widzimy to wszędzie: od biało-czerwonych stoisk z książkami w budynkach Poczty Polskiej, przez telewizję publiczną aż po ulice miast.

Łańcuch Światła w Podlaskiem. Pokojowe protesty w obronie niezależności sądów [GALERIA ZDJĘĆ]

***

W takim krajobrazie wydarzyło się coś, na co wydawało się, że szans nie ma. Bo ludzie, dla których wartości takie jak miłość, szacunek, tolerancja i demokracja pozostawali do niedawna w dużej mierze niewidoczni. Często zadowalali się, jak autor tego tekstu, pracą w duchu tych wartości na prywatnym polu własnej rodziny i kręgu przyjaciół, a swój obywatelski obowiązek sprowadzali do udziału w wyborach. A jednak, po protestach w obronie niezawisłości sądów, można pokusić się o stwierdzenie, że jednym z ich rezultatów było częściowe odzyskanie ulic przez zwykłych obywateli. I to zarówno w symbolicznym, jak i dosłownym sensie tego słowa. W symbolicznym, bo na przykład w czasie białostockich „spacerów,” za sugestią jednego z młodych uczestników, krzyczeliśmy na całe gardło: „miłość, wolność i szacunek.” Co więcej, udało się nam wspólnie odejść od pogardliwych haseł. A w dosłownym sensie, dlatego, że w czasie protestów nie była nas w całej Polsce garstka zindoktrynownych przez jakąś obcą, „wrogą narodowi polskiemu” siłę. Nie. Stanowiliśmy po prostu wielką, obywatelską wspólnotę. Od kilkuosobowych demonstracji w niewielkich miastach, po wielotysięczne manifestacje w dużych ośrodkach miejskich.

Łańcuch Światła w Białymstoku. Kolejny dzień pokojowego protestu w obronie niezawisłości sądów
Łańcuch Światła w Białymstoku. Kolejny dzień pokojowego protestu w obronie niezawisłości sądów  Fot. Grzegorz Dąbrowski

***

Od dłuższego czasu w Polsce dwutorowo rozwijały się dwie wizje świata. Pierwsza, promująca obraz świata czarno-białego, gdzie uogólniony lęk napędza nienawiść, która pozwala dzielić ludzi według kategorii „my – oni”. Zaś poczucie bycia ofiarą czyichś wrogich działań daje fałszywą legitymację do tego, by oceniać innych w przeświadczeniu o własnej moralnej wyższości. To świat pasków w TVP Info, marszów ONR i wypowiedzi polityków PiS.

Ta druga wizja zakłada, że piękno naszego ludzkiego świata polega na jego fenomenalnym wręcz zróżnicowaniu, a inność niekoniecznie musi oznaczać zagrożenie. Charakteryzuje ją przeświadczenie, że dużo ważniejsze niż rachunek historycznych krzywd lub obaw, że ktoś nam coś uczyni w przyszłości jest to, by umieć żyć z innymi. Tu i teraz. To mało widoczny, ale pełen życia świat szkoleń z rozwoju osobistego, szkół demokratycznych i przedszkoli działających w duchu metody „Porozumienie bez Przemocy”. Ta druga wizja, dużo trudniejsza i bardziej wymagająca w wymiarze praktycznym, wyszła właśnie z prywatnych, lokalnych światów na ulice polskich miast. Miejmy nadzieję, że się tam rozgości.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem