Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Chołodowski: Co z tą pamięcią o mordach w Jedwabnem, Szczuczynie czy Bzurach?

Biskup Rafał Markowski: – Zło nie zna ani przynależności narodowościowej, nie zna czasu i miejsca. Dramatem jest kiedy opanowuje ludzkie serca, bo wtedy paraliżuje człowieka wewnętrznie i prowadzi ku śmierci. To zło przyczynia się do śmierci fizycznej ofiar, ale też do śmierci duchowej oprawców. To dotyczy wszelki aktów nienawiści, które pojawiały się w historii świata i, niestety, pojawiają się po dzień dzisiejszy. Jak przypomina Konferencja Episkopatu Polski w różnych dokumentach istnieją dowody na heroiczną postawę ilu Polaków, którzy pomagali Żydom i ich wspierali w trudnym okresie II wojny światowej – czego dowodem są tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata czy upamiętnienia tego w Yad Vashem. Jednak nie ma co uchylać się od prawdy również były postawy całkowicie odmienne: Polaków, którzy podejmowali albo współpracę z nazistami niemieckimi, przyczyniali się do śmierci Żydów, albo – co było jeszcze wyraźne – cechowali się obojętnością wobec tego strasznego procesu zagłady narodu żydowskiego. Walka o dobro, to walka, którą toczy każdy z nasi żeby pozostawać wiernym sobie trzeba w sobie pielęgnować pewne wartości. Holocaust był przede wszystkim potwornym procesem zagłady wobec, którego nikt nie powinien był pozostawać obojętny. Jednak ta obojętność wkradała się zarówno zarówno w postawy rządów, jak i poszczególnych ludzi, którzy nie potrafili ochronić w sobie tego, co najważniejsze. Sobór Watykański II w deklaracji „Nostra aetate”: Kościół opłakuje wszelkie akty nienawiści i wszelkie akty prześladowań oraz antysemityzmu, które kiedykolwiek i przez kogokolwiek były wyrządzone narodowi żydowskiemu. Po prostu – opłakuje, kierując się miłością ewangeliczną, ale też z bólem patrzy na tych katolików, którzy cechowali się albo obojętnością wobec tego dramatu narodu żydowskiego, albo – co gorsze – bezpośrednio w nim uczestniczyli, brali udział....

...Lub inspirowali?

– Nas interesują fakty, a te wskazują, że niektórzy Polacy-katolicy przyczyniali się do śmierci Żydów. I to jest dramat, nad którym bolejemy.

Co powinno się stać, by w miejscowych Polakach-katolikach nastąpiło samooczyszczenie, żeby poradzili sobie z wypieraną pamięcią o swoich przodkach?

– Na płaszczyźnie psychologicznej w pewnym sensie wydaje się to zrozumiałe: to jest wstydliwa i trudna karta historii. Ludzie chcieliby o niej zapomnieć. Z punktu widzenia życia religijnego nie można zacierać pamięci o przeszłości. Natomiast żeby ją właściwie przeżyć, zrozumieć i odnieść się do niej, trzeba żyć w prawdzie, umieć przyznać się do błędów i umieć przebaczać i prosić o przebaczenie. Bez przebaczenia nie ma drogi do pojednania, zrozumienia, do stanowienia jedności. Dramat eksterminacji narodu żydowskiego był straszny, dlatego, że z punktu historii Objawienia stanowimy wszyscy jedną wielką rodzinę ludzką i jej cząstką jest naród żydowski, niezbywalną. A jak w każdej rodzinie, jeśli pojawią się trudne sytuacje, to jej wielkość pojawia się w momencie przebaczenia i potem podjęcia na nowo rzeczywistości życia. Mam nadzieję, że i w tym wypadku kwestia przebaczenia będzie realna, jest realna, bo to jest ten punkt, w którym możemy budować nową rzeczywistość.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.