Szafirowy ikonostas z Orzeszkowa i ikony z Klejnik - cenne dzieła profesora Jerzego Nowosielskiego po pół wieku nieobecności znowu na Podlasiu
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tym razem za sprawą Muzeum Ikon w Supraślu, gdzie trwa prezentacja prac prof. Nowosielskiego. Można byłoby powiedzieć, że  historia zatoczyła koło i prace Nowosielskiego stworzone dla podlaskich cerkwi, nieprzyjęte przez środowisko wiernych, znowu są na Podlasiu obecne.

Skąd?

Nowosielski – artysta o wyjątkowym znaczeniu w sztuce polskiej, bezkompromisowy w swojej malarskiej estetyce, zrodzonej z zapatrzenia „w”, a właściwie „przesiąknięcia ikoną”. Jak twórca tego formatu, urodzony w Krakowie wieloletni profesor krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych, niezwykła osobowość związana z awangardą, podejmuje się wykonania prac na rzecz Cerkwi prawosławnej tutaj, na Podlasiu? W latach 50. i 60. zdawałoby się oddalonych o zaledwie kilkadziesiąt lat, ale z dzisiejszej perspektywy raczej o lata świetlne, rzeczywistości PRL-u? W tej naszej sielskiej, ale często niedocenianej „Polsce B”? Chciałoby się powiedzieć w pierwszym momencie, że przecież naturalnie, że przecież był prawosławny, że Podlasie zamieszkuje największa społeczność prawosławna w Polsce, ale czy to wszystko rzeczywiście jest takie proste? Skąd zatem ta cała, nawet po latach dość bulwersująca, historia z ikonostasem i ikonami namalowanymi do dwóch podlaskich cerkwi? Zawsze jest jakaś podszewka, na której trzymają się różne zdarzenia sumujące się w powierzchowną całość.

„Po naszemu”

Żeby zrozumieć, kim był Nowosielski, skąd i dokąd zmierzała jego droga artystyczna, trzeba spojrzeć na wyjątkową osobę z wyjątkową historią. Urodził się w 1923 roku w Krakowie, w rodzinie, jak byśmy to powiedzieli „po naszemu” – z perspektywy podlaskich realiów - „mieszanej”. Matka – katoliczka z przemyskiej dość znaczącej rodziny o austriackim rodowodzie, ojciec grekokatolik – Stefan Nowosielski, do dziesiątego roku życia wychowywał się w łemkowskiej wsi – Odrechowej pod Sanokiem. Osierocony Stefan trafił pod opiekę wuja, do Krzeszowic pod Krakowem. W Krakowie kontynuował naukę, zaczął pracę na kolei i poznał matkę Jerzego – Hannę Harländer. Choć matka starała się o katolicką formację syna, to właściwie ojciec ukształtował czy może obudził w synu umiłowanie cerkwi, gdzie w tajemnicy przed żoną zabierał go na nabożeństwa. Liturgie w greckokatolickiej - unickiej cerkwi św. Norberta przy ul. Wiślnej w Krakowie odprawiane w rycie wschodnim przez charyzmatycznego kapłana, jakim był biskup przemyski Jozafat, wywarły na małym chłopcu ogromne wrażenie. Jerzy był dzieckiem trochę wyizolowanym, jako trzeci syn urodził się wiele lat po śmierci swoich braci. Rodzice, a zwłaszcza matka, przesadnie o niego dbali.

Sam wspominał siebie następującymi słowami:

„Wychowywałem się jako jedynak [...] Trochę samotnik, trochę odludek [...] bałem się rówieśników, bo moi koledzy [...] lubili się bić... Wolałem być sam”

[za: K. Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego, Znak, Kraków 2011, s. 37]

W wieku nastoletnim zaczyna spędzać z ojcem wakacje w jego rodzinnych stronach, chłonie tamtejszy krajobraz. Czas międzywojenny to trudny okres narastania napięcia w stosunkach ludności ukraińskiej i polskiej. W Krakowie sytuacja jest jednak o wiele bardziej normalna niż we Lwowie. Jednak to właśnie we Lwowie Nowosielski przeżyje coś, co na zawsze ukierunkuje jego twórczość.

Fot. Ewa Zalewska

Poza rzeczywistością

W 1941 roku Jerzy kończy 18 lat. Rzeczywistość wojenna implikuje kolejne zdarzenia mające niesamowity wpływ na Nowosielskiego. Zostaje studentem polsko-niemieckiej Staatliche Kunstgewerbeschule (Państwowej Szkoły Sztuki Stosowanej), utworzonej przez okupanta z połączenia krakowskiego Instytutu Sztuk Pięknych i ASP. Środowisko w szkole jest wyjątkowe. Kształcą się na jednym roku z Nowosielskim wybitne osobowości, którym w powojennej przyszłości nie wystarczy bezpieczna przestrzeń sztuki – nadadzą ton polskiej awangardzie (m.in.: Janina Kraupe, Kazimierz Mikulski, Tadeusz Brzozowski, Jerzy Panek, Jan Szancenbach, Mieczysław Porębski). Szkoła mieści się w budynkach ASP przy placu Matejki, a jej kadra pod pozorem nauki rzemiosł artystycznych prowadzi właściwie normalny kurs akademicki. O wyjątkowości miejsca decyduje również grono profesorskie, wraz z będącym na jego czele Karolem Homolacsem, teoretykiem sztuki, malarzem. Szkoła ma bardziej charakter miejsca, gdzie spotykają się ludzie oddani sztuce, trochę „odjechani”, wyjęci z realnego świata okupacji. Właściwie to sztuka pozwala im żyć w innym wymiarze. Tutaj zawierają się przyjaźnie na całe życie. Pośród tego grona jest również utalentowana malarka Zofia Gutkowska, przyszła żona Nowosielskiego. Pomimo wojennej rzeczywistości w tym środowisku kwitnie życie kulturalne i towarzyskie. Przyjaźń z Tadeuszem Kantorem zaowocuje w powojennej przyszłości asystenturą Nowosielskiego w prowadzonej przez niego pracowni malarstwa w krakowskiej Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych.

Szkoła nie dotrwała do końca okupacji. Została zamknięta na początku 1943 roku, ale w tym czasie, bo od jesieni ubiegłego roku, Nowosielski jest już we lwowskim unickim monasterze studytów „na posłuszaniju” [w nowicjacie]. Tutaj obowiązują ścisłe reguły. Doba podzielona jest po równo na czas modlitwy, pracy i odpoczynku. Sam artysta jednak przyznał, że liturgia i modlitwa dla kogoś, kto widzi w niej również swego rodzaju teatrum i przeżycie nie tylko duchowe, ale i estetyczne, to przyjemność. Czas pracy to działalność w przymonasterskich warsztatach ikonograficznych – dla artysty idealne. Warsztaty przy lwowskiej ławrze św. Jana Chrzciciela mają ambitny wymóg pracy według starych bizantyjskich wzorców.

W przymierającym głodem pod niemiecką okupacją Lwowie zdarza się sytuacja zupełnie bezprecedensowa. Ławra zaczyna posyłać Nowosielskiego do dyrektora lwowskiego muzeum ze wsparciem żywnościowym. Każda z wizyt umożliwia mu kilkugodzinne obcowanie z ikonami. Doznaje wtedy wrażeń, które na zawsze zostaną w głębi jego duszy artysty, staną u podstaw drogi twórczej. To był estetyczny zawrót głowy, wzruszenie ikonami:

„Wrażenie było takie, że jak przechodziłem z jednej sali do drugiej, to tchu nie mogłem złapać, myślałem, że mnie szlag trafi z wrażenia. Rzadko człowiek spotyka się z tak wielką sztuką w takim stężeniu i takiej ilości.”

[za: K. Czerni, Nietoperz..., s. 86]

Ale są też inne wydarzenia. Straszne. One również odcisnęły swe piętno na wrażliwości artysty. Będzie je wspominał słowami: „To był najgorszy okres, bo to był okres likwidacji wszędzie getta i Żydów. Nasz monaster był wśród takich wzgórz w okolicach Lwowa, z których było widać dzielnicę żydowską, i ja widziałem te dymy. [...] Likwidacja getta była potworna [...]. Jeszcze wcześniej, jak wchodziłem do Lwowa – była zima i widziałem wozy ze sztywnymi, nagimi ciałami Żydów, przykryte plandeką, która się usuwała”. [za: K. Czerni, Nietoperz..., s. 86-87]. W tym czasie Nowosielski zaczyna chorować na zapalenie stawów. Nieskuteczne leczenie w szpitalu kończy się powrotem do domu.

Wyzwolenie – w meandrach zwątpienia

Po powrocie do Krakowa ogarnia artystę utrata wiary, nagle. Niewątpliwie wydarzenia we Lwowie, których był świadkiem, mogły mieć wpływ na ten stan świadomości – być może to styczność z potwornościami i okrucieństwem wojny implikuje wątpliwość istnienia Boga.

Od 1944 roku Nowosielski włącza się w działalność skupionych wokół Kantora twórców. Wraz z nimi angażuje się w aktywność artystyczną, którą cechuje awangardowe podejście do sztuki. Swoje odejście od wiary Nowosielski wspomina również jako swego rodzaju wyswobodzenie – wyzwolenie, tak istotne z punktu widzenia wolności artystycznej. By w pełni wypowiedzieć się w sztuce, potrzebna jest ta swoista mieszanka niepodległości i konsekwencja. Przez ponad dekadę deklaruje się jako ateista, jednocześnie uważając, że zaprzeczenie istnieniu Boga jest niesłychanie metafizycznym przeżyciem, zjawiskiem z zakresu teologii negatywnej. Nie zrezygnuje jednak z uczestnictwa w nabożeństwach cerkiewnych ze względu na ich nadzwyczajny charakter.

Od 1950 roku pracuje i mieszka w Łodzi. Jest to czas spotkań z łódzkimi artystami awangardowymi pokroju Strzemińskiego. Nowosielski szuka z nim kontaktu i tak jak pochlebnie wypowiada się na temat jego malarstwa, tak jego teorię widzenia uważa za „produkt uboczny” tej twórczości. Początkowo jego prace malarskie będą to głównie abstrakcyjne kompozycje, zatytułowane jednak w odniesieniu do prawdziwych wydarzeń, jak choćby bitwa o Addis Abebę. Ale kontekst miejsca przebywania artysty również działa inspirująco – tematem prac stają się także industrialne pejzaże fabrykanckich osiedli z charakterystycznie, „nowosielsko” ujętą perspektywą. Oczywiście niepowtarzalny, nie do pomylenia styl będzie natychmiast rozpoznawalny również w martwych naturach i aktach. Oddanie cielesności będzie zawsze miało ów ikonowy rys wyjścia od ciemności do nadrealnego światła, ale drugim znakiem rozpoznawczym pozostanie szczególne kadrowanie sylwetek.

W okresie odwilży po śmierci Stalina znowu jest zielone światło dla awangardy. Łódzkie środowisko artystyczne skupia się wokół salonu Teresy Tyszkiewicz, artystki, niezwykłej osobowości. Nowosielski zostaje w końcu dostrzeżony, a Muzeum Narodowe w latach 50. [1954] kupuje jego abstrakcyjną kompozycję zatytułowaną „Dom gołębi”[1947]. Sam artysta tak nagle, jak utracił wiarę, tak za sprawą nagłego olśnienia do niej powraca, tylko jak sam to określa – „innymi drzwiami” [za: K. Czerni, Nietoperz..., s. 186]. Wybiera prawosławie.

Anastasis - Zstąpienie do otchłani (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Anastasis - Zstąpienie do otchłani (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku  Fot. Ewa Zalewska

Podlaskie wątki. Początki

W latach 50. Adam Stalony-Dobrzański proponuje Nowosielskiemu udział w malowaniu polichromii zarówno w kościołach, jak i cerkwiach. Na Podlasiu pracują wspólnie nad polichromią cerkwi w Gródku. Właściwie to Stalony-Dobrzański nadaje ton całości, a Nowosielski, Krystyna Zwolińska, Teresa Rudowicz i Marian Warzecha są wykonawcami jego projektu. Powstała polichromia po dziś dzień jest imponująca. Sylwetka Pantokratora wpisana w sklepienie absydy robi niesamowite wrażenie. Spójna kompozycja, kolorystyka całości, układ świętych postaci ujętych zarówno w całej postaci, jak również w medalionach, stanowią o wyjątkowości dekoracji malarskiej wnętrza tej cerkwi. Widać w tej polichromii rękę różnych wykonawców, ale obraz całości jest wyjątkowy. Odbiór estetyczny jednak wcale nie był tak oczywisty od samego początku. Ludziom trudno było przyzwyczaić się do tak „inaczej” namalowanych postaci świętych. Dzisiaj powiedzielibyśmy pięknie – kanonicznie. A wtedy? Ludzie wychowani od dziecka na estetyce dziewiętnastowiecznych ikon w neorosyjskiej manierze, które wypełniały ikonostasy i kiwoty wielu podlaskich cerkwi parafialnych, nie byli wykształconymi odbiorcami kanonicznej ikony. Bardziej od wysublimowanych sylwetek świętych oczekiwali „ładnych”, realistycznie odmalowanych postaci. Tutaj pomogło błogosławieństwo metropolity Bazylego, który popierał wizję malarzy.

Jeszcze kilkukrotnie Nowosielski będzie pracował na Podlasiu. Ze Stalony-Dobrzańskim wykonają szalenie efektowną polichromię drewnianej cerkwi w Michałowie [1954], gdzie właściwie nasuwa się analogia wrażenia wyniesionego z polichromowanych kościołów Małopolski. Szczególnie nagromadzenie i połączenie różnorodnych fryzów dekoracyjnych, mających zupełnie wyjątkowy, mocny wydźwięk estetyczny. Zestawione wprawdzie w wielkim natłoku, ale w uporządkowanych sekwencjach z wykorzystaniem rytmu desek oszalowanych ścian. Bizantyjski w zamyśle rysunek sylwetek świętych i niezwykły dobór intensywnych kolorów, nawet w partiach karnacji, czy też zestawienie pokrytych wzorami szat, których dekoracje, jak przystało na kanoniczną ikonę, nie podążają za składkami szat – wszystko to tworzy obraz zgodny z kanonem przedstawieniowym i jednocześnie jest szalenie odważnym potraktowaniem tematu – niesamowicie autentyczne i jednocześnie kompletnie odrealnione wnętrze.

Wspólna będzie również praca nad polichromią zdobiącą wnętrze nieistniejącej już cerkwi Przemienienia Pańskiego na świętej górze Grabarce. Malowidła zostały wykonane w latach 1961-63 pod kierunkiem Stalony-Dobrzańskiego. Nowosielski pracował z Bolesławem Oleszko. Niestety, nie zobaczymy już polichromii na Grabarce – dawna cerkiew spłonęła w 1990 roku [nową konsekrowano w 1998].

Nowosielski ze Stalony-Dobrzańskim wykonali również polichromie pierwszej cmentarnej cerkwi pw. św. Eliasza w Dojlidach. W 1953 roku artysta samodzielnie wykonał wizerunki w kaplicy grobowej Rydygierów. Tych polichromii już nie zobaczymy – zostały zamalowane w trakcie prac nad przebudową architektury cerkwi w latach [1963-70].

Deesis (fragment wizerunku), 1982, Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Deesis (fragment wizerunku), 1982, Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku  Fot. Ewa Zalewska

Praktyk – teolog i malarz

Twórczości Nowosielskiego nie sposób odrzeć z teologii. Jego przyjaźń z ks. Jerzym Klingerem owocuje nie tylko dyskursem teologicznym, ale i zaproszeniem artysty do wykonania pierwszej samodzielnej polichromii w kętrzyńskiej cerkwi [1954], której ks. Klinger był proboszczem. Nim niewielkie wnętrze zapełni polichromia, toczą się wpierw długie rozmowy na temat programu ikonograficznego wnętrza. Również późniejsze realizacje Nowosielskiego charakteryzuje harmonia rozwiązana na wielu poziomach: spójny program teologiczny, wyobraźnia i umiejętność realizacji monumentalnych form, wrażliwość na oddziaływanie koloru.

Staje się tak, że malarz ukształtowany w dobie awangardy artystycznej sięga do bizantyjskiego kanonu, by go przefiltrować poprzez swoją wrażliwość i świadomość współczesnego człowieka. Ikona oparta na kanonie już wcześniej była tak odważnie traktowana – przez wielkich.

W świecie tak – u nas nie

Na Podlasiu jest kilka miejsc, w których znajdują się realizacje Nowosielskiego. Do dziś można w cerkwi cmentarnej pw. Wszystkich Świętych w Hajnówce zobaczyć ikonostas jego autorstwa [1966], a w baptysterium cerkwi pw. św. Archanioła Michała w Bielsku Podlaskim polichromie wykonane według projektu artysty [1985].

Jednak realizacja, która miała szansę być całkowicie wyjątkowa, została zniweczona.

W latach 60. ojciec Leoncjusz Tofiluk [twórca Policealnego Studium Ikonograficznego w Bielsku Podlaskim] zaprasza mistrza do zaprojektowania wystroju wnętrza i wykonania ikonostasu w cerkwi prawosławnej pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w Orzeszkowie. [O. Leoncjusz uważał się za ucznia Nowosielskiego – odwiedzali się, rozmawiali, o. Leoncjusz mógł liczyć na prowadzenie artysty w swoich pracach malarskich].

Nowosielski podejmuje się zorganizowania wnętrza tej niewielkiej drewnianej cerkwi. Według jego wskazówek ściany miały być pokryte szarym płótnem, pomalowane w błękitnowrzosowej tonacji, a lamperia na granatowo w charakterystyczny dla Nowosielskiego „marmurkowy” wzór, a sufit na biało, w gwiazdki. Sam zaś ikonostas dźwięcznie rozgrywały dwie barwy: dominujące błękity, poprzez głębokie szafirowe tony, po jaśniejsze odcienie oraz intensywna, nasycona czerwień. Ikonostas nie został zaakceptowany przez parafian. Rzeczywiście ikony Nowosielskiego nie przystają do wizerunków spotykanych w większości świątyń na terenach Podlasia. Nie miały one nic wspólnego z ikonami powszechnie spotykanymi w cerkwiach: obrazami dalekimi od kanonu, w uładzonym realistycznym opracowaniu, w których nomen omen widać duży wpływ estetyki malarstwa zachodniego. Paradoksalnie powszechnych zarówno w czasach latynizacji [XVIII w.], ale i delatynizacji [XIX w.], kiedy to w cerkwi powszechnie panowała estetyka stylu neorosyjskiego – kompletnie oddalonego od kanonicznego opracowania ikon. Czy w takich warunkach ikony Nowosielskiego mogły się spotkać ze zrozumieniem? O. Leoncjusz tak wspomina to, co się wydarzyło wtedy w Orzeszkowie:

„Profesor jest Profesor i wie, że droga przez prawdę jest bardzo trudna. W Orzeszkowie to była moja wina, byłem zbyt pewny, że ludzie to przyjmą, przywiozłem, postawiłem na próbę – i niektórzy powiedzieli: – Jak będą takie ikony, to my nie pójdziemy do cerkwi! I wszystko zniweczyli... [...] Wystrój całej cerkiewki też miał być według projektu Profesora. [...] Było bardzo pięknie! A teraz to na nowo zabili płytami pilśniowymi, a ikonostas... jest, jaki jest”. [za: K. Czerni, Nowosielski w Małopolsce. Sztuka sakralna, Kraków 2015, s. 124]

Chrystus Pantokrator z 'szafirowego ikonostasu' (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Chrystus Pantokrator z 'szafirowego ikonostasu' (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku  Fot. Ewa Zalewska

Z pewnością parafianie nie byli przygotowani na taką wizję sacrum. Wykraczała poza to, z czym spotykali się dotychczas, z czym byli zżyci. Zażądali usunięcia ikonostasu. Podobny los spotkał dwie ikony przeznaczone nad wielkie wejście w ikonostasie podlaskiej cerkwi w Klejnikach [hist. Kleniki] – Ostatnią Wieczerzę i Deesis [1982] – nie spotkały się z akceptacją. Artysta tak zapamiętał tę sytuację:

„Na prawosławnym Podlasiu, wszędzie, gdzie usiłowałem coś zrealizować, spotykałem się i spotykam z generalną dezaprobatą".

"Ostatnio np. proboszcz z Klejnik zwrócił się do mnie o namalowanie ikon do nowego ikonostasu. Ostrzegałem, uprzedzałem, że moje malarstwo na tym terenie nie jest przez ludzi aprobowane. Nie pomogło, proboszcz nalegał dalej. Zacząłem więc malować. I stało się tak, jak przewidziałem – dwie ikony, które wykonałem, spotkały się na miejscu z dezaprobatą, otrzymałem od proboszcza telefon, by przerwać pracę. Jest to jeszcze jeden dowód, że lokowanie mych ikon na tych terenach jest przedwczesne. Ludzie nie są na nie przygotowani. [...] Najbardziej boli mnie to, że w prawosławnych cerkwiach w Polsce nie mogę nic zrobić (z małymi wyjątkami), a na tym najbardziej mi zależy. Natomiast na obcym kościelnie terenie chcą mego malarstwa i tych prawosławnych wartości, które reprezentuję”. [za: K. Czerni, Nowosielski..., s. 132]

W 1970 roku „Szafirowy ikonostas” ostatecznie znalazł miejsce w krakowskiej prawosławnej parafii Zaśnięcia Matki Bożej – w kaplicy-refektarzu pw. Wszystkich Świętych, której wnętrze pokrywa polichromia wykonana przez Nowosielskiego.

Chrystus Pantokrator z 'szafirowego ikonostasu' (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku
Chrystus Pantokrator z 'szafirowego ikonostasu' (fragment wizerunku), 1966 (1967), Jerzy Nowosielski, własność parafii prawosławnej pw. Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, obecnie ekspozycja Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku  Fot. Ewa Zalewska

Awangarda i ikona – ryzykowne połączenie?

Prawdę mówiąc, nawet po latach, można powiedzieć, że tak. Ale warto dodać, że po dziś dzień prace Nowosielskiego są świeże, odważne i wyjątkowe. Odbiorcy reagują bardzo żywo. Od zachwytu do, już może nie ostentacyjnego sprzeciwu, ale czegoś w rodzaju strachu czy niezrozumienia „takiej” ikony – pomimo uznania i sławy artysty.

W Hajnówce profesor opracował koncepcję bryły architektonicznej soboru Świętej Trójcy [1979-1981], według której Aleksander Grygorowicz wykonał projekt architektoniczny. Gdyby polichromie wnętrza powierzono, tak jak było to w pierwotnym zamyśle Nowosielskiemu [projekt 1981], powstałaby komplementarna realizacja. Jednak nie doszło do pomalowania wnętrza w korelacji do architektury budowli. Ówczesny proboszcz o. Antoni Dziewiatowski zrezygnował z udziału Nowosielskiego w dalszych pracach. Wybitna osobowość ceniona nie tylko w środowisku polskich artystów spotyka się po raz kolejny z niezrozumieniem.

Po pół wieku – na pół roku

„Odrzucone” dzieła Nowosielskiego można oglądać na ekspozycji w Muzeum Ikon w Supraślu. Prace artysty w zamyśle przeznaczone do podlaskich cerkwi – „szafirowy ikonostas” oraz ikony Deesis i Ostatniej Wieczerzy – zostały wypożyczone z parafii prawosławnej Zaśnięcia Matki Bożej w Krakowie, której są własnością.

W muzealnej sali świątyni Ostatnia Wieczerza olśniewa lekkością koloru i harmonią kompozycji. Imponujące wrażenie robi ikonostas. Zwiedzający supraskie muzeum teraz, z perspektywy półwiecza, są zaskoczeni skomplikowaną historią obiektu. I może obudzić się wyobraźnia, która prosto z muzealnej sali przenosi do wnętrza niewielkiej drewnianej cerkwi, gdzie ściany pokrywa pomalowane na błękitnowrzosowo płótno, ale wzrok przyciągają płonące żywą czerwienią nimby świętych postaci w szafirowej przegrodzie – niewysokim, skromnym ikonostasie. Półmrok rozpraszają płomyki świec.

Prezentacja dzieł Nowosielskiego w Muzeum Ikon w Supraślu potrwa do 14 października – symbolicznie zakończy się w Święto Opieki Matki Bożej – Pokrow.

Fot. Ewa Zalewska

* Ewa Zalewska jest pracownikiem Muzeum Ikon w Supraślu, Oddział Muzeum Podlaskiego w Białymstoku

Wątki dotyczące życiorysu artysty zostały opracowane na podstawie książki K. Czerni, Nietoperz w świątyni. Biografia Jerzego Nowosielskiego [wydawnictwo Znak, Kraków 2011].

Jerzy Nowosielski [1923-2011], urodził się i zmarł w Krakowie, wieloletni profesor Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie [1962-93], doktor honoris causa Uniwersytetu Jagiellońskiego. Artysta, teolog, filozof. Odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”.

Szczegółowy wykaz prac prof. Jerzego Nowosielskiego opracował Marek Mariusz Tytko w 2011 – jest dostępny na stronie internetowej Instytutu Polskiego w Łucku na Ukrainie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Piekna kolekcja malowideł kościelnych - Droga Krzyżowa w Kościele MPNMP Kraków -Azory ( kościół Franiszkanów Reformatów )
    już oceniałe(a)ś
    0
    0