Zawiadomienie o niedopełnieniu obowiązków i popełnieniu przestępstwa przez policjantów, którzy spacyfikowali jeden z protestów ekologów w Puszczy Białowieskiej, mają w tym tygodniu skierować do Prokuratury Rejonowej w Hajnówce dwaj uczestnicy akcji. Komendant podlaskiej policji uważa, że interwencja przebiegała zgodnie z prawem, a siła musiała być użyta.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zawiadomienie składają Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska i jej wolontariusz Tomasz Skowroński. Dotyczy ono popełnieniu przestępstwa oraz niedopełnienia obowiązków przez policjantów, którzy dokonali pacyfikacji akcji protestacyjnej na parkingu nieopodal Czerlonki, gdzie w minionym tygodniu aktywiści organizacji ekologicznych (Greenpeace Polska i Fundacji Dzika Polska) i przedstawiciele lokalnej społeczności blokowali ciężki sprzęt do wyrębu lasu.

Adama Bohdana i Michała Książka (przyrodnika i poetę) policjanci, brutalnie przytrzymując na ziemi, skuli kajdankami i z miejsca protestu odprowadzili do radiowozu. Zraz potem innych protestujących siłą odciągnęli od blokowanego harvestera.

Włączał i wyłączał

Tomasz Skowroński i Adam Bohdan powołują się na artykuł Kodeksu Karnego, zgodnie z którym funkcjonariusz publiczny przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego i podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Domagając się wszczęcia postępowania, przypominają w piśmie do prokuratury, że funkcjonariusze policji nie zareagowali w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia uczestniczek i uczestników pokojowego protestu.

Zaznaczają:

– Uczestnicy i uczestniczki protestu w pokojowy sposób – w sytuacji wyższej konieczności – protestowali przeciwko bezprawnym wycinkom drzew (kwestionowanym przez m.in. Komisję Europejską i Rzecznika Praw Obywatelskich), wykonywanym przez pracowników obsługujących ciężkie maszyny – harvestery oraz forwardery.

Dalej opisują przebieg zdarzenia: "Uczestnicy i uczestniczki protestu sprzeciwiali się w pokojowy sposób przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej z użyciem harvesterów oraz forwarderów poprzez stanie lub siedzenie obok maszyn, aby uniemożliwić wyruszenie przez nie w teren. Niektóre z osób blokujących swoimi ciałami przypięte były do tnącej głowicy maszyny za pomocą łańcuchów, jak również splecionych rąk. Mimo pokojowego podejścia uczestników protestu oraz obecności dużej grupy osób tuż obok maszyny, pracownik obsługujący jedną z maszyn wchodził kilkakrotnie do kabiny maszyny, włączając i wyłączając jej silnik, służący między innymi do zasilania tnącej głowicy. Takie zachowanie skutkujące drganiami silnika, które powodowały ruchy poszczególnych elementów ciągników, do których przytwierdzeni byli aktywiści – zagrażało życiu lub zdrowiu uczestników i uczestniczek protestu”.

Autorzy zawiadomienia podkreślają, że sytuacja ta nie spowodowała reakcji funkcjonariuszy policji, którzy – zgodnie z ustawą o policji – powinni byli zareagować na niebezpieczne zachowanie operatora maszyny, pracownika zatrudnionego przez miejscowe nadleśnictwo.

Rzucano ich o ziemię

Przypominają przebieg zdarzenia: „Jedna z osób protestujących zawieszona była na około ośmiometrowym trójnogu, blokującym maszyny, była przyczepiona linami na wysokości, a jeden z operatorów maszyn kopał urządzenie nogami, poruszał nim, powodując zagrożenie życia i zdrowia osoby zawieszonej na trójnogu. Zachowanie operatora maszyny nie wywołało reakcji funkcjonariuszy policji, mimo, że zagrażało ono życiu i zdrowiu osoby, a funkcjonariusze wzywani byli o interwencję”.

Dalej oddają obraz kolejnych zdarzeń: "Wobec dwóch osób (Adam Bohdan, Michał Książek), które zastosowały bierny opór nie podporządkowując się poleceniom opuszczenia sąsiedztwa harvestera nadużyto środki przymusu bezpośredniego rzucając je na ziemię, zakuwając w kajdanki oraz przetrzymując przez około godzinę w radiowozie. Znamienne jest, że potraktowano w ten sposób tylko dwie spośród kilkudziesięciu osób. Inne osoby jedynie odciągano na parę metrów od urządzeń. Zgodnie z ustawą [..] środków przymusu bezpośredniego używa się lub wykorzystuje się je w sposób niezbędny do osiągnięcia celów tego użycia lub wykorzystania, proporcjonalnie do stopnia zagrożenia, wybierając środek o możliwie jak najmniejszej dolegliwości.

Policjanci mogą stosować wymienione środki przymusu bezpośredniego jedynie w takim zakresie, aby osiągnąć efekt w postaci podporządkowania się wydanym poleceniom. Przy użyciu środków przymusu bezpośredniego funkcjonariusz powinien się kierować zasadą minimalizacji skutków oraz dostosowywać odpowiedni środek przymusu do zaistniałej sytuacji[..].

Ponadto należy podkreślić, że działaniami policji kierował nadleśniczy Zenon Bielecki, wydając funkcjonariuszom polecenia”.

Dodają:

„Obowiązkiem władz publicznych jest zagwarantowanie nam możliwości korzystania z konstytucyjnych i ustawowych praw”.

Komendant wymijająco

Komendant podlaski policji generał Daniel Kołnierowicz w rozmowie z „Wyborczą” odniósł się do przedstawianych funkcjonariuszom zarzutów.

W odpowiedzi na nasze pytania, czy zasadne było użycie siły wobec protestujących i dlaczego policjanci nie reagowali na sygnały dotyczące włączenia silnika przez obsługującego jedną z maszyn, odparł wymijająco:

– Policja została poproszona o interwencję przez Generalną Dyrekcję Lasów Państwowych zarządcę i właściciela sprzętu. Doszło do sytuacji kiedy właściciel sprzętu nie mógł nim dysponować. Nas, policjantów w tym wypadku nie interesowało czy ten sprzęt miał brać udział wycince drzew. Jeszcze na dwie godziny przed interwencją policji były prowadzone rozmowy z ekologami. Policjanci namawiali ich żeby odeszli od sprzętu i umożliwili właścicielowi skorzystanie z niego. Informowali o możliwych konsekwencjach. Te rozmowy nie przyniosły rezultatów.

Dlaczego więc tylko wobec dwóch osób zastosowano środki bezpośredniego przymusu: skuto ich w kajdanki, przytrzymując w pozycji leżącej na ziemi, a potem odprowadzono do radiowozu?

– Te dwie osoby nie zostały zatrzymane, ale tylko odprowadzone do radiowozu. Były sprawdzone i wypuszczone – znów ominął odpowiedź komendant.

Ale dlaczego tylko te dwie i tylko te dwie akurat?

– Nie wiem. Być może właśnie te stawiały jakiś opór. Być może były jakieś przesłanki do tego. Gdyby nie stawiały oporu to by tam nie siedziały pod maszyną, nie trzeba by było ich odciągać. Jakby nie stawiały oporu to na wezwania policji wstałyby i poszły. Stosowanie kajdanek jako środka przymusu bezpośredniego może być stosowane w każdej sytuacji. Wszystkie osoby po wylegitymowaniu zostały wypuszczone.

Na nasze pytanie, jakie dalsze konsekwencje czekają uczestników czwartkowego protestu, szef podlaskie policji odparł:

– W normalny trybie badamy czy zostało popełnione wykroczenie. Jeśli dojdziemy do wniosku, że tak, skierujemy wnioski o ukaranie. Z tego co wiem, właściciel sprzętu złożył już zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa.

Nie nasz parking

Tymczasem dyrektor Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Andrzej Józef Nowak przysłał „Wyborczej” pismo, w którym domaga się sprostowania informacji odnoszącej się do tekstu o inauguracji 4 czerwca Akademii na Zrębie. Przed wykładem jaki zaplanowano w jej ramach, ponad sto osób wyruszyło z parkingu w głąb puszczy. Uczestnicy tego spaceru byli przez straż leśną wyłapywani i spisywani.

Dyrektor Nowak wyjaśnia, że nieprawdziwa jest podana przez nas informacja, jakoby parking między Białowieżą a Budami był zarządzany przez Lasy Państwowe i sugestia, że to Lasy Państwowe zablokowały do niego dostęp 4 czerwca rano. „Nadleśnictwo Białowieża oddało ten parking w dzierżawę podmiotowi zewnętrznemu 4 września 2012 r. i od tego czasu zarządza nim prywatna firma i to jej właściciel podejmuje decyzje o udostępnianiu lub zamknięciu parkingu. To również podmiot zewnętrzny odpowiada za utrzymanie parkingu w stanie zapewniającym bezpieczeństwo i wygodę uczestników” – stwierdza dyrektor RDLP w Białymstoku.

Tymczasem w odpowiedzi na nasze pytania, które dotyczyły gróźb podczas spacerów-protestów kierowanych przez strażników leśnych pod adresem matek z dziećmi (były przypadki straszenia ich skierowaniem do sądów wniosków o pozbawieni lub ograniczenie praw rodzicielskich), rzecznik prasowy RDLP w Białymstoku Jarosław Krawczyk odpowiedział:

– Z informacji uzyskanych od strażników leśnych, wykonujących swoje obowiązki służbowe w Puszczy Białowieskiej w dniu 4 czerwca, wynika, że nie było przypadków informowania kobiet z dziećmi o pozbawieniu praw rodzicielskich. Nikt takiego zalecenia strażnikom leśnym nie wydawał.

I dodał: – Straż Leśna legitymowała osoby, które weszły na teren objęty zakazem wstępu do lasu i pomimo upomnień nie opuściły go. Jest to naruszenie artykułów: 151 i 157 kodeksu wykroczeń. Przeciwko osobom naruszającym zakazy wstępu do lasu prowadzone są postępowania o wykroczenie. Obecnie nie jesteśmy w stanie określić, ile takich wniosków do sądu będzie. Strażnicy legitymowali tylko część osób, ponieważ fizycznie nie byli w stanie wylegitymować wszystkich. Jak widać na nagraniach i zdjęciach, osób łamiących zakaz wstępu było zdecydowanie więcej niż strażników.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
"Aktywiści" dajcie lasom i leśnikom spokój!
@aagaj Puszcza dla puszczyków, a nie dla leśników!!!!
już oceniałe(a)ś
0
0