Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W podlaskim urzędzie wojewódzkim zaprezentowano dziennikarzom informacje o kolizjach komunikacyjnych, liczebności łosi w regionie oraz uszkodzeniach lasu powodowanych przez łosie w północno-wschodniej Polsce i w całym kraju. W konferencji prasowej – ewidentnie służącej usprawiedliwieniu zniesienia moratorium na odstrzał łosi – brali udział: wiceminister środowiska Andrzej Konieczny, wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski, komendant wojewódzki policji w Białymstoku Daniel Kołnierowicz oraz zastępca dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku Andrzej Gołembiewski.

Bo łosi bardzo dużo

Jak zaznaczył wojewoda, sprawa bardzo dużego pogłowia łosia jest szczególnie paląca w województwie podlaskim. Przywoływał fakt sporej liczby wypadków na podlaskich drogach, do których dochodzi z powodu tych zwierząt, a skutkiem których są ofiary śmiertelne. Stwierdził, że jego urząd „zmaga się z kwestią odszkodowań w uprawach rolnych za szkody, które były spowodowane przez łosie”.

– W zeszłym roku wypłaciliśmy prawie milion trzysta tysięcy złotych – alarmował. – W roku 2015 ta kwota sięgała prawie dwóch milionów trzystu tysięcy złotych. Te wydatki idą ze środków skarbu państwa.

Całoroczne moratorium ustanowione przez ministra środowiska dotyczące ochrony łosi obowiązuje na terenie całego kraju od 2001 r.

– Ta populacja na przestrzeni tego okresu ochronnego nam bardzo wzrosła. Szacuje się, że sięga na trenie kraju 28 tysięcy sztuk, z tego jedna trzecia w naszym województwie.

Powoływał się na wystąpienia w sprawie szkód wyrządzanych przez łosie, jakie kierowały pod jego adresem samorządy podlaskie czy Podlaska Izba Rolnicza.

Rolnicy chcą odstrzału łosi. Proszą ministra o zniesienie moratorium

Policyjne dane bez łosia

Szef podlaskich policjantów dzielił się z dziennikarzami spostrzeżeniem:

– Nasze województwo oczywiście jest predysponowane do tego, aby różne gatunki zwierząt występowały tutaj w ilości bardzo dużej, większej niż w innych województwach ze względu na specyfikę, obszary zielone, lasy itd., i to jest dla nas oczywiste.

Zaznaczył:

– Nie prowadzimy jakichś odrębnych statystyk dla zdarzeń drogowych z udziałem łosia, wilka, jelenia, sarny itd. Te wszystkie zdarzenia, jakie mamy u siebie odnotowane, kwalifikujemy jako najechanie na zwierzynę, kolizję ze zwierzyną, zdarzenie ze zwierzyną, bez rodzaju zwierzyny. Tych zdarzeń z łosiem jednak są setki.

Przed prezentacją statystyk zastrzegał, że nie ujęto w nich wszystkich zdarzeń z udziałem zwierząt, w tym łosi, a tylko takie, w wyniku których ktoś został zabity czy ranny.

– Dużo takich zdarzeń, zwłaszcza drobnych, nie jest zgłaszanych – dodał.

Łoś wyszedł z lasu, rozejrzał się i wrócił [WIDEO]

Z zaprezentowanych statystyk wynika, że od 2011 r. do 2017 następuje tendencja zwyżkowa, jeśli chodzi o zdarzenia na podlaskich drogach w związku z najechaniem na zwierzęta (w roku 2015 było ich 735, a w 2016 roku ponad 800). W tym roku w ich wyniku śmierć poniosły cztery osoby, ale z posiadanych przez policję danych – jak zresztą zastrzegł sam nadinspektor Kołnierowicz – nie wynika, że to wynik „spotkania” właśnie z łosiami. Jak się zdaje, prezentacja miała wytworzyć obraz zagrożeń dla bezpieczeństwa drogowego (policja prezentowała podział na lata, gminy, godziny zdarzeń, zdjęcia z wypadków itp.), jakie stanowią łosie, ale dotyczyła generalnie udziału zwierząt w wypadkach i kolizjach w Podlaskiem. Przy okazji jeden z przedstawicieli policji przypomniał, że na obszarach, gdzie można napotkać łosie, od dawna stoją przy drogach znaki informujące o tym, że mogą wejść na drogę.

Lasy nie mają sposobu

Andrzej Gołembiewski z kolei przedstawił dane Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku (podlegają jej 22 nadleśnictwa w Podlaskiem i 9 w Warmińsko-Mazurskiem) dotyczące liczby łosi, począwszy od 2000 r., sporządzone po wiosennych inwentaryzacjach.

– Populacja stale roście. Od tysiąca stu na początku tego okresu do ponad ośmiu tysięcy na dzień dzisiejszy – wyliczał zastępca dyrektora RDLP. – Z tym że do 2010 r. liczyliśmy łosie w oparciu o całoroczną obserwację, a od 2010 r. robimy próbne pędzenia. W 2010 r. próbowaliśmy wprowadzić strategię gospodarowania łosiem. Sugerowaliśmy, że nadszedł taki czas, kiedy w północno-wschodniej Polsce istnieje konieczność zajęcia się łosiem, nie tyle ze względu na to, co dzieje się na drogach, ale na to, co dzieje się w środowisku leśnym.

Tu zastrzegł:

– Nasza wiedza na temat łosia jest raczej ogólna, bo ten gatunek bytuje raczej wśród pól i lasów i stan jego populacji wydaje się dużo większy.

Wyliczał szkody, jakie łosie wyrządzają w lasach: połamane pędy wierzchołkowe na 20 procentach sadzonek, kompletne zniszczenia na 3,5 tysiąca hektarów upraw, łamanie sosen, zrywanie kory na starych drzewostanach: na gatunkach liściastych, ale też na świerku (masowo wycinanym przez leśników w Puszczy Białowieskiej).

– Te szkody są makabryczne – twierdził.

Z jego wypowiedzi jasno wynikało, że Lasy Państwowe nie opracowały żadnych skutecznych sposobów „radzenia sobie” z łosiami (np. grodzą tereny, na których łosie masowo występują, ale ogrodzenia są łatwe do przeskoczenia przez te zwierzęta). Stąd zastępca dyrektora RDLP postuluje:

– Nie może tego [łosi] być tak dużo. Dojrzała sytuacja do tego, żeby w sposób rozsądny gospodarować tą populacją. To jest duży zwierz, który praktycznie nie ma przeciwnika. Stwarza problemy również w miastach.

Racjonalne użytkowanie łosia

Łoś w Białymstoku. Kadr z filmu Maćka MetrowieckiegoŁoś w Białymstoku. Kadr z filmu Maćka Metrowieckiego Fot. screen z filmu Maćka Metrowieckiego

Wiceminister Konieczny, powołując się na krajowe statystyki policyjne z lat 2010-15, informował, że doszło w tym okresie w całej Polsce do 115 tysięcy kolizji zakwalifikowanych jako najechanie na zwierzę (czyli nie tylko z udziałem łosi), takich wypadków było tysiąc sto, z czego 49 ze skutkiem śmiertelnym.

– Te dane pokazują, w jaki sposób populacje dzikich gatunków, poruszając się swoimi naturalnymi ciągami, wchodzą na trasy, autostrady. Mamy również skargi administratora autostrady [nie wskazał której].

Nawiązując do obwiązującego moratorium na odstrzał łosi (pozostają na liście zwierząt łownych, ale obowiązuje ich całoroczna ochrona), powiedział:

– Łoś wchodzi w konflikt z człowiekiem, z gospodarką, zapewnieniem bezpieczeństwa, a władze publiczne zobowiązane są do tego, żeby bezpieczeństwo zapewnić. Założenia ochrony łosia zostały wypełnione [liczba łosi wzrosła]. Zgodnie z opracowaną strategią dla łosia, kiedy mamy minimum pięć sztuk łosia na tysiąc hektarów powierzchni leśnej i bagiennej [a tak jest zgodnie z danymi Ministerstwa Środowiska], można rozpocząć racjonalne użytkowanie łosia, czyli można rozpocząć polowania na ten gatunek. Ostatnie informacje, które napływają – zwłaszcza odnośnie do zagrożenia bezpieczeństwa ze strony łosi – zobowiązują nas do działań. Nieuchronne jest podjęcie zdecydowanych i odważnych decyzji.

Dopytywany wprost, czy chodzi o zniesienie moratorium, a za tym od kiedy i jaką liczbę może objąć odstrzał łosi, wiceminister Konieczny uniknął odpowiedzi. Stwierdził:

– Prowadzimy głębokie analizy. Giną ludzie, niszczone jest mienie, władze muszą podjąć odpowiednie działania. W tej chwili jesteśmy bardzo mocno zaniepokojeni sygnałami, które otrzymujemy od społeczeństwa.

Jak można było zrozumieć z wypowiedzi wiceministra Koniecznego, decyzja o odstrzale łosi – w drodze rozporządzenia ministra środowiska – jest przygotowywana, a spotkanie u wojewody podlaskiego miało potwierdzić planowaną decyzję.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.