Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przewodniki jeszcze na początku tego tygodnia były dostępne zwłaszcza w centrach informacji turystycznej na terenie Białegostoku. Przewodnik w tłumaczeniu na białoruski ukazał się w maju w nakładzie pięciuset sztuk na zamówienie departamentu kultury, promocji i sportu białostockiego urzędu miejskiego. Wydała go jedna z firm, z którą magistrat współpracuje od dawna – zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych. Zajmuje się na zlecenie urzędu miasta tłumaczeniami.

– Do tej pory nie mieliśmy żadnych problemów z tłumaczeniami zlecanymi tej firmie – podkreśla Urszula Mirończuk, rzeczniczka prasowa prezydenta Białegostoku.

Żenujące niechlujstwo

Błąd rzuca się w oczy już na okładce. Do słowa „Białystok” po białorusku niepotrzebnie dodano literkę „i”. Na ten i innych ponad 250 błędów zareagowała w liście do prezydenta Tadeusza Truskolaskiego białoruska poetka z Białegostoku, tłumaczka, wieloletnia dziennikarka "Tygodnika Białorusinów" w Polsce Mirosława Łuksza.

– To żenujące, niechlujne i skandaliczne. Na przykład: ktoś zamiast „schronisko” przetłumaczył „schron” czy zamiast „puszcza dziewicza” – „puszcza dziewczęca”. W wielu wypadkach można odnieść wrażenie, że ktoś tłumaczył z języka rosyjskiego na białoruski za pomocą tłumacza Google – mówi o publikacji Mirosława Łuksza.

W liście do prezydenta wspomina o całych fragmentach tekstu napisanych nie po białorusku, ale po rosyjsku lub po polsku, przekręconych informacjach, tłumaczeniach spowodowanych nieznajomością języka białoruskiego.

Magistrat przeprasza

Mirosława Łuksza w liście poinformowała prezydenta Truskolaskiego: – Uważam, że takie tłumaczenie przez „fachowców” jest po prostu skandaliczne i warte ukarania za źle wykonaną pracę, więc firma, która się jej podjęła, powinna zwrócić wszelkie opłaty za pracę i z pewnością zapłacić odszkodowanie za zmarnowane materiały i druk. Wypadałoby także zerwać jakieś inne kontrakty z brakorobami.

Rzeczniczka prezydenta zapowiedziała:

– Przepraszamy, szczególnie społeczność białoruską, za tę sytuację. To nie powinno się zdarzyć. Już podjęliśmy działania, by naprawić ten błąd. Będziemy też wyciągać konsekwencje wobec podmiotu, który odpowiedzialny był za tłumaczenie. Oczywiście wycofaliśmy przewodnik z obiegu. Na szczęście rozeszło się niewiele jego egzemplarzy. Zamierzamy wydać kolejny taki przewodnik po białorusku, już bez błędów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.