Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O montaż sekundników przy białostockiej sygnalizacji świetlnej zabiegał jeszcze w 2014 r. radny PiS – przewodniczący rady miejskiej obecnej kadencji – Mariusz Gromko.

– Dzięki temu więcej samochodów przejedzie przez skrzyżowanie w czasie trwania jednego światła – pisał wówczas w interpelacji do prezydenta.

Bezskutecznie.

Zmiana rozporządzenia

W czerwcu 2015 r. radni PiS również bezskutecznie apelowali o wprowadzenie sekundników w związku z – ich zdaniem – źle działającym Systemem Zarządzania Ruchem. Przed dwoma laty pomysł, aby je zamontować został też zgłoszony do budżetu obywatelskiego. Przepadł. Magistrat w końcu marca ubiegłego roku nawet ogłosił przetarg na ich zamontowanie na kilku skrzyżowaniach. Sekundniki z elektronicznym System Zarządzania Ruchem miały współpracować. Zarezerwowano na ten cel 50 tys. zł. Ostatecznie do przetargu nie doszło, a magistrat pomysł kwestionował argumentując, że takie urządzenia nie będą współpracowały z Systemem Zarządzania Ruchem obejmującym wówczas aż 119 białostockich skrzyżowań. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przypominało w tamtym czasie, że obowiązujące rozporządzenia dotyczące znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego nie dopuszczają stosowania sekundników (przyznawało jednocześnie, że niektóre samorządy montują takie urządzenia). Według ministerstwa, techniczna możliwość zastosowania sekundników jest ograniczona jedynie do takich sygnalizacji świetlnych, gdzie długość sygnałów jest stała (tzw. stałoczasowych). – Nie jest natomiast możliwe w przypadku skrzyżowań z – coraz powszechniej stosowaną – sygnalizacją świetlną akomodacyjną, dostosowującą długość wyświetlanych sygnałów do warunków ruchu – podawano w ubiegłym roku w komunikacie zespołu prasowego resortu. Tymczasem zgodnie z rozporządzeniem ministra infrastruktury i budownictwa z 24 maja można już sekundniki (wyświetlacze) stosować, ale wyłącznie z sygnalizacją świetlną stałoczasową, której w Białymstoku nie ma.

Temat niewątpliwie istotny

Podczas piątkowej (2.06) konferencji prasowej przy skrzyżowania ulic Czesława Miłosza i Jana Klemensa Branickiego radni PiS Henryk Dębowski (przewodniczący klubu PiS w radzie miejskiej), Jacek Chańko, Piotr Jankowski i Paweł Myszkowski ponownie wrócili do tematu sekundników. Chcą konsultacji społecznych dotyczących ich wprowadzenia. Radny Myszkowski, odnosząc się do uchwały w sprawie takich uzgodnień przyjętej podczas ostatniej sesji rady miasta (nie weszła jeszcze w życie; ma to nastąpić zapewne jeszcze w czerwcu – po opublikowaniu jej w Dzienniku Urzędowym Województwa Podlaskiego, może jeszcze zostać zaskarżona):

– Ponieważ jest już narzędzie i jest już temat jakim jest możliwość wprowadzenia sekundników na skrzyżowaniach, które będą pokazywać czas do zmiany świateł, przygotowaliśmy wniosek o przeprowadzenie konsultacji społecznych w tej sprawie, który złożymy jako grupa pięciu radnych do pana prezydenta, ponieważ ostateczną decyzję o przeprowadzaniu konsultacji to on podejmuje.

Zaznaczał:

– Jest to temat niewątpliwie bardzo istotny, interesujący mieszkańców. Teraz istnieje możliwość montażu takich urządzeń praktycznie na wszystkich drogach w obrębie Białegostoku. Nie ma przeszkody prawnej, na którą wcześniej powoływał się pan prezydent.

Konferencja radnych PiSKonferencja radnych PiS Fot. Maciek Chołodowski

Jak Yeti w Himalajach

W trakcie konferencji, radny Jankowski powoływał się na badania jakie przyprowadzono w Szczecinie w ubiegłym roku, gdzie około 140 sekundników zostało zamontowane na trzydziestu trzech skrzyżowaniach. Z naszych informacji wynika, że (według stanu na kwiecień bieżącego roku) na 37 skrzyżowaniach, łącznie takich urządzeń jest tam 225, a szereg z nich wprowadzało dotąd kierowców w błąd. Radny Jankowski jednak przywoływał dane policji (bez wskazania źródła informacji): – Policja bardzo wyraźnie stwierdziła: o 44 procent spadła kolizyjność na tych skrzyżowaniach. Oznacza to, że sekundniki się sprawdzają i są jak najbardziej potrzebne.

Radni PiS tłumaczą, że ramach konsultacji, co do potrzeby instalowania samych sekundników, znalazłoby się pytanie dotyczące tego, czy białostoczanie w ogóle są zadowoleni z obecnego funkcjonowania systemu sterowania sygnalizacją świetlną.

– Warto, żeby mieszkańcy też się w tej sprawie wypowiedzieli, bo mamy bardzo dużo sygnałów, że ten system nie działa – wyjaśniał radny Myszkowski. – „Zielonej fali” nikt nigdy nie widział w Białymstoku. Jest z nią jak z Yeti w Himalajach. Ponadto system bardzo często nie wykrywa rowerów czy autobusów, które oczekują na czerwonym świetle. Być może więc warto rozważyć przejście na sygnalizację stałoczasową. Wiązało by się to oczywiście z dużymi kosztami [w grę wchodziłoby około 28 mln zł – red.], ale bezpieczeństwo mieszkańców jest ważniejsze.

Radny Jankowski dodawał:

– „Zielona fala” jest wtedy, kiedy chce „fala”, a nie mieszkańcy czy system sterowania sygnalizacją świetlną. System nie pracuje i bardzo dużo kosztuje.

Radny Dębowski podsumował:

– Wielokrotnie dochodzą do nas informacje, że od momentu wprowadzenia obecnego Systemu Zarządzania Ruchem, pogorszył on płynność jazdy na białostockich ulicach.

Konsultacje (przez radnych PiS planowane na lipiec) przeprowadzone miałyby być w formie odpowiedzi na pytania w papierowej ankiecie, dostępnej w wybranych miejscach (np. urzędach czy placówkach oświatowych). Ponieważ w tegorocznym budżecie nie ma środków na wprowadzenie w mieście sekundników, zdaniem radnych PiS „należy je szybko wygospodarować”.

– Ruch jest po stronie pana prezydenta, bo to on może zgłosić taką poprawkę do budżetu i przedłożyć ją radzie miasta – tłumaczył radny Myszkowski

Przestarzale rozwiązanie

W rozmowie z „Wyborczą” rzeczniczka prasowa prezydenta Białegostoku, Urszula Mirończuk odpowiada w jego imieniu na propozycje radnych PiS:

– W Białymstoku sygnalizacji stałoczasowej nie stosuje się od wielu lat. Jest to rozwiązanie uważane za przestarzałe i nie odpowiadające obecnemu natężeniu ruchu. Pierwsze sygnalizacje akomodacyjne pojawiły się w naszym mieście pod koniec lat 90., na wiele lat przed wprowadzeniem Systemu Zarządzania Ruchem. Wspomniany przepis rozporządzenia nie daje możliwości prawnej zainstalowania sekundników przy sygnalizacji zmiennoczasowej. Powrót do stałoczasowej sygnalizacji najprawdopodobniej spowodowałby korki i znaczne utrudnienia w poruszaniu się po białostockich ulicach.

Zwraca uwagę:

– Ponadto, rozporządzenie precyzuje, że, „warunkiem umieszczania w sygnalizacji świetlnej wyświetlacza czasu pozostającego do końca nadawania sygnału zielonego jest zastosowanie na drodze przed sygnalizatorem z wyświetlaczem czasu rozwiązań ograniczających możliwość przekraczania prędkości dopuszczalnej przez kierujących pojazdami”. Rozwiązaniem takim mogą być fotoradary, które w świetle obowiązujących przepisów nie mogą być montowane i obsługiwane przez gminy. To wynika ze wstępnej analizy treści rozporządzenia z 24 maja. Oczywiście będziemy je jeszcze dokładnie analizować.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.