Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przy jednostce straży pożarnej przy ul. Warszawskiej w Białymstoku wywieszone są czarne kiry, w oknie stoi znicz. Wszyscy strażacy przeżywają śmierć swoich kolegów – to pierwsze śmiertelne ofiary, które oddały życie na służbie od 25 lat istnienia Państwowej Straży Pożarnej w regionie, bardzo młodzi ludzie. Dotąd nie wiadomo, co spowodowało wybuch ognia, ale po raz pierwszy poinformowano, jak doszło do wypadku podczas akcji.

Pożar przy PoziomejPożar przy Poziomej AGNIESZKA SADOWSKA

Jak doszło do tragedii?

Strażacy zgłoszenie o pożarze przy ul. Poziomej 2 dostali w czwartek przed godz. 19. Paliła się hala po dawnych zakładach mięsnych, w której funkcjonowała hurtownia sztucznych kwiatów. Opanowanie ognia zajęło ponad trzy i pół godziny, a w akcji ratowniczo-gaśniczej uczestniczyło w sumie ponad 100 strażaków i 31 pojazdów ratowniczych.

Tragicznie zakończył się pożar przy Poziomej. Dwóch strażaków nie żyje

W środku nie było żadnych pracowników, ale podczas akcji doszło do tragicznego wypadku, w którym zginęli dwaj strażacy z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej nr 1 w Białymstoku.

W piątek w południe zwołano w tej sprawie konferencję prasową z udziałem Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej, generała brygadiera Leszka Suskiego, zastępcy Komendanta Głównego PSP st. bryg. Tadeusza Jopka, a także komendanta podlaskiego i miejskiego straży pożarnej w Białymstoku.

– Wczorajszy dzień dla strażaków był dniem tragicznym. Około godz. 18.40 wybuchł pożar w Białymstoku w budynku magazynowym, jednokondygnacyjnym, z podwieszanym sufitem w części obiektu, którego łączna powierzchnia to około 350 metrów kwadratowych. Dwóch strażaków, którzy stanowili rotę, udało się na rozpoznanie i stracili życie – relacjonował Leszek Suski, Komendant Główny PSP.

Pożar przy PoziomejAGNIESZKA SADOWSKA

Jak doszło do tragedii?

– Strażacy weszli na piętro po stalowych schodach – stałym elemencie tego budynku. Następnie dostali się na podest i z tego podestu podobnymi stałymi schodami zeszli niżej. Podczas pożaru jest wysoka temperatura, duże zadymienie i ograniczona widoczność. Nie widzieli prawdopodobnie, że znajdują się na części sufitu podwieszanego, którego w takim budynku magazynowym nie powinno być. Ten sufit pod nimi się zawalił. Jeden ze strażaków spadł i zginął. Drugi próbował się wydostać – nie spadł razem, ale to, że ten sufit się zawalił, spowodowało, że wydzieliła się bardzo wysoka temperatura i nie zdołał się uratować, również zginął – relacjonuje Suski.

Taka temperatura w środku to nawet 700-800 stopni Celsjusza. Sufit od spodu ocieplony był styropianem, który podczas pożaru topi się. Dodatkowo, jak mówi komendant, w środku było poprowadzonych wiele instalacji elektrycznych. Sprawdzone będzie, czy zostały wykonane zgodnie z przepisami.

Okoliczni mieszkańcy mówili o wybuchu, ale był to huk właśnie spadającego z wysokości 4-5 metrów sufitu, co spowodowało falę uderzeniową.

Pożar przy PoziomejPożar przy Poziomej AGNIESZKA SADOWSKA

Zginęli na służbie

Jedna z ofiar to 26-letni strażak, drugi miał 29 lat. Przyszli do służby w czerwcu 2013 roku. Mieli wszystkie przeszkolenia, skończyli kurs podstawowy, kurs pierwszej pomocy kwalifikacyjnej, bhp i inne dodatkowe szkolenia.

– Wśród kolegów i przełożonych cieszyli się bardzo dobrą opinią. Nie mówię tak nie dlatego, że ich już nie ma z nami, po prostu tak było. Byli dobrymi strażakami, także sprawnymi fizycznie. Jeden z nich osierocił kilkumiesięczne dziecko i zostawił żonę, drugi w ciągu najbliższego miesiąca miał być ojcem – mówił komendant Suski.

Okoliczności całej operacji ma zbadać komisja przy Komendzie Głównej PSP, sprawą zajmują się także prokuratura i policja, które podejmą decyzję, czy dojdzie do sekcji zwłok. Jak mówił komendant, na ogół tak jest.

– Wszyscy strażacy ślubują chronić życie, zdrowie i mienie. W ciągu ostatnich 25 lat w całej Polsce zginęło łącznie 19 strażaków podczas działań ratowniczych, 15 zostało ciężko rannych. Powołałem zespół, który będzie analizował prowadzone działania w tym obiekcie i jest to procedura standardowa. Wszystkie okoliczności tego zdarzenia będą wyjaśnione – zapewniał Komendant Główny PSP.

Ostatnia ofiara śmiertelna podczas akcji była w 2011 roku.

Pożar przy PoziomejPożar przy Poziomej AGNIESZKA SADOWSKA

Komendant PSP: nie powinno tam być magazynu

Stwierdził, że dopiero ta analiza wykaże, czy wszystkie podjęte działania były przeprowadzone prawidłowo.

– Ja nie widziałem tu żadnych nieprawidłowości. Nie znamy przyczyny pożaru. Wezwał nas właściciel tego magazynu, w którym składowane były sztuczne kwiaty, ale też opony i trochę więcej innego materiału palnego. Sam obiekt nie spełniał wymagań magazynowych. Państwowa Straż Pożarna nie kontrolowała go nigdy. Nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkich obiektów w naszym kraju, o niektórych nawet nie wiemy. Może dlatego doszło do tego nieszczęścia. Gdyby tego sufitu nie było, ci strażacy by na niego nie wpadli – dywagował komendant. – Ten sufit był w znacznej części palny, w związku z czym nie powinien się tam znajdować.

Nasuwa się pytanie, dlaczego – skoro była informacja od właściciela, że w budynku nie ma pracowników – strażacy weszli do środka i przeszukiwali halę.

– Każda akcja wygląda inaczej. Gaszenie takich pożarów może być z zewnątrz, może też być od wewnątrz. Często szybko musimy zlokalizować źródło pożaru. Kierownik działań podjął taką decyzję, by wysłać rotę i tak się stało. Nie oceniam tych działań, zrobi to specjalny zespół – mówił komendant. Zaznaczał, że zawsze prowadzone są działania w kierunku poszukiwania osób. Nieraz zdarzało się, że była informacja od właściciela, że w środku nikogo nie ma, a osoby znajdowano.

– Muszą być dokonane pewne ustalenia, a więc potrzebne są rozmowy z ratownikami, oględziny – a więc wizja lokalna. Na podstawie tych dokumentów będą wypracowane wnioski i podsumowanie całych działań ratowniczych – wylicza zastępca Komendanta Głównego PSP st. bryg. Tadeusz Jopek, szef powołanego zespołu.

Pytany przez „Wyborczą” o to, czy w tym miejscu po zakładach PMB dochodziło już do wcześniejszych pożarów, odpowiada:

– Ten budynek był w gestii syndyka, także nie podlegał kontroli, bo był jakby wyłączony z użytkowania. Na chwilę obecną trudno nam stwierdzić, czy były tam pożary, takich informacji jeszcze nie otrzymaliśmy – komentuje Jopek.

Na razie nie wiadomo, kiedy będzie raport.

Pomoc psychologiczna i pogrzeb z honorami

Jednorazowo podczas akcji w obiekcie uczestniczyło około 50 strażaków, ale ci, podczas działań których doszło do wypadku, zostali z niej wycofani. Zarówno rodziny ofiar, jak i strażacy, którzy bardzo przeżywali śmierć swoich kolegów, dostali pomoc psychologiczną psychologów z PSP i policji.

– Śmierć tych strażaków jest dla nas dużym cierpieniem. Jest olbrzymi żal, nie ma takich słów, byśmy mogli go opisać. Szkoda, że tak się stało. Przygotowujemy się na taką ewentualność, ale lepiej, żeby do niej nie dochodziło. Jak widać, przed wszystkim uchronić się nie możemy – komentował Leszek Suski.

Podczas akcji ranny został jeszcze jeden ze strażaków, który trafił do szpitala ze zwichnięciem nogi.

Rodzinom zmarłych została zaoferowana pomoc przez wojewodę podlaskiego. Straż pożarna zapewniła natomiast pomoc związaną z pochówkiem.

– Każdy strażak, który zginął podczas akcji ratowniczo-gaśniczej, jest pochowany na koszt Państwowej Straży Pożarnej. Zgodnie z ustawą rodzinie należą się też pewne świadczenia. Każdej pomocy, o jaką poproszą rodziny, udzielimy – zapewnia komendant Suski.

Pożar przy PoziomejAGNIESZKA SADOWSKA

Syndyk nie komentuje

Strażacy podkreślają, że być może do wcześniejszych funkcji budynek był dostosowany odpowiednio, ale na pewno nie do funkcji magazynowych. Zapytaliśmy więc syndyk masy upadłościowej PMB, która wynajmowała lokal pod hurtownię kwiatów, dlaczego wprowadzona została tam taka działalność.

– Nie chcę komentować tej sytuacji z takich przyczyn, że obecnie prowadzone jest postępowanie przez policję i prokuraturę. Mogę jedynie złożyć wyrazy współczucia rodzinom strażaków, jestem bardzo tym wstrząśnięta – mówi syndyk Alina Sobolewska.

Dodaje, że obecnie budynek, w którym doszło do pożaru, poddawany jest ekspertyzie eksperta budowlanego co do jego stanu technicznego i pod jego okiem jest zabezpieczany, by nie dopuszczać tam osób postronnych.

– Wzmożona została ochrona fizyczna, wyznaczono tam strefy. Swoją działalność w pozostałych obiektach normalnie prowadzą pozostali najemcy nieruchomości – wyjaśnia Sobolewska.

Udało nam się też porozmawiać ze współwłaścicielem hurtowni sztucznych kwiatów Pan Zielony. Nie wiedział, że sufit może być zagrożeniem.

– Działaliśmy tam od dwóch lat i straciliśmy cały towar, zostało tylko to, co było załadowane na samochodach. Dotąd nie słyszałem o żadnym pożarze na tym terenie i nie znam przyczyn, z jakich mogło dojść do wybuchu ognia. Wyjaśnienia w tej sprawie składałem już w czwartek wieczorem na policji – mówi nam współwłaściciel hurtowni Pan Zielony, chce pozostać anonimowy.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.