Białostoccy radni PiS mają poważny kłopot. Wymyśloną przez siebie nagrodę - "Kulturalnego Gryfa" - w kategorii "mecenas" przyznali znanemu przedsiębiorcy Lechowi Pileckiemu. Tymczasem dokumenty o jego współpracy ze służbami bezpieczeństwa PRL udostępnił IPN.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nagrody Rady Miasta Białystok „Kulturalne Gryfy” przyznane zostały w drugiej połowie kwietnia po raz trzeci Wyróżniani są nimi – z pomysłu radnych PiS – mecenasi kultury, instytucje, organizacje pozarządowe, twórcy oraz animatorzy życia kulturalnego za szczególne osiągnięcia dotyczące szeroko pojętej działalności kulturalnej na terenie Białegostoku. Wnioski o jej przyznanie mogą składać m.in. instytucje kultury, stowarzyszenia, organy administracji publicznej czy indywidualnie mieszkańcy. Wyróżnionych w kategoriach animator, instytucja, organizacja pozarządowa, wydarzenie i mecenas wyłania kapituła – dziewięciosobowa komisja kultury rady miejskiej, w której – proporcjonalnie do reprezentantów innych klubów – przewagę mają radni PiS (Marek Chojnowski, Paweł Myszkowski, Mariusz Gromko, Krzysztof Stawnicki).

Laureatów w tym roku już kapituła wyłoniła, ale nagród jeszcze nie wręczono.

Były prezes, honorowy konsul

Laureaci w każdej kategorii, dostają statuetki i – oprócz mecenasa kultury – 4 tysiące złotych. W kategorii „mecenas” honorowana jest osoba bądź firma, które „w sposób szczególny wspomagają działalność kulturalną na terenie miasta Białystok, wspierają inicjatywy, które bez pomocy zewnętrznych podmiotów nie miałyby szans na realizację, prowadzą szeroko pojętą działalność na rzecz tworzenia materialnych warunków do rozwoju kultury, wspierają i rozwijają współpracę pomiędzy środowiskami gospodarczymi a środowiskiem artystycznym, instytucjami kultury oraz zarządcami obiektów zabytkowych na terenie miasta Białystok”.

W tej kategorii „Gryfa” w tym roku przyznano Lechowi Pileckiemu (73 lata) – przedsiębiorcy, byłemu wieloletniemu prezesowi Podlaskiego Klubu Biznesu, do niedawna jeszcze honorowemu prezesowi tego prestiżowego klubu, a od maja 2014 r. honorowemu konsulowi Mołdawii w Białymstoku.

16 maja portal Bia24 opublikował informację o teczkach wytworzonych przez SB na temat jego współpracy w latach 1975-1986 ze Służbą Bezpieczeństwa. Dwa dni później temat kontynuował „Kurier Poranny”. Informacje o tym, że teczki SB dotyczące Lecha Pileckiego znajdują się w posiadaniu IPN pracownicy Instytutu niedawno opublikowali na stronach internetowych białostockiego oddziału. O fakcie rzekomej współpracy Lecha Pileckiego mówiło się już od lat 90. – także w środowisku białostockich przedsiębiorców. Informacja o tym zyskała „dynamiki” kiedy w przestrzeni publicznej zaczęto mówić, że Lech Pilecki może zostać ponownie prezesem PKB. Prezesem klubu jest obecnie Ryszard Iwaszkiewicz, jednym z wiceprzewodniczących czołowy podlaski biznesmen Wojciech Strzałkowski, a skarbnikiem Robert Żyliński.

Czuje się niewinny

Bia24 opublikował informację o teczkach Pileckiego przy okazji wiadomości o tym, że zrzeka się on funkcji honorowej prezesury PKB. Napisano: „Ponad dwadzieścia lat szefował Podlaskiemu Klubowi Biznesu, ostatnio jako prezes honorowy – dziś rezygnuje ze wszystkiego[...]. Oficjalnie ma „dużo innych obowiązków"; nieoficjalnie – chodzi o ujawnione właśnie dokumenty w archiwach IPN. Dokumenty tajnego współpracownika Służby Bezpieczeństwa PRL o pseudonimie „Bolesław””.

Lech Pilecki mówił portalowi:

– Nie chcę o tym rozmawiać, nie mam żadnego komentarza do tej informacji; czuje się niewinny i to jest wszystko, co mogę teraz powiedzieć. W coś tam zostałem zamieszany. Nie wiem i nie chcę wiedzieć w co, ale wolę zrezygnować z funkcji, żeby nie szkodzić i żeby potem nikt się mnie nie czepiał.

Zapowiedział że wycofuje się z życia publicznego i chce się oddać tylko sprawom biznesowym.

W IPN znajduje się teczka pracy TW „Bolesława” przypisana do Lecha Pileckiego i zaświadczenia pobierania przez niego pieniędzy za współpracę. Z lektury materiałów IPN wynika, że funkcjonariusze SB pozyskiwali od „Bolesława” informacje o rozkradaniu państwowego majątku, łapówkach, personalnych relacjach w „Solidarności” czy księżach kolportujących ulotki.

– Jeśli te teczki są prawdziwe, to mam nadzieję, że mu wstyd – stwierdził o Pileckim w rozmowie z „Porannym” podlaski poseł PiS Dariusz Piontkowski.

Powinien stanąć w prawdzie

Kapituła, przyznając „Gryfa” Lechowi Pileckiemu zauważyła, że wspiera on białostocką kulturę już od lat. 90. W ubiegłym roku wsparł finansowo remont pomieszczeń, w których obecnie mieści się galeria Marszand czy sfinansował wyjazd na Hawaje Kurpi Zielonych i szereg innych inicjatyw. Krzysztof Stawnicki, przewodniczący komisji kultury białostockiej radny miejskiej, członek kapituły w rozmowie z „Wyborczą” podkreśla:

– „Kulturalnego Gryfa” kapituła przyznała panu Pileckiemu wyłącznie za zasługi na rzecz wspierania kultury na terenie naszego miasta. Jakakolwiek działalność nie dotycząca kultury nie była przez kapitułę oceniania, także w tym wypadku. Na trzy edycje, w tym roku zetknęliśmy się z pierwszą sytuacją kiedy aż dwie organizacje [Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Tak” i Stowarzyszenie Miłośników Muzyki Muzyka Sacra rodziny Trojanowskich oraz fundacja Art Hanza Eugeniusza Wiszniewskiego – red.] zgłosiły jednego kandydata w danej kategorii, czyli pana Pileckiego.

Dodaje: – Nie widziałem tych teczek i nie wiem, co w nich jest tak naprawdę. Znam sprawę tylko z doniesień medialnych. Wiem, że pan Pilecki zrobił dużo dla naszego miasta. Poważnie choćby pomógł finansowo szpitalowi onkologicznemu przy ul. Ogrodowej – wykonując modernizację IV piętra oddziału onkologii na kwotę około miliona złotych. To człowiek zasłużony, ale jeśli faktycznie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, powinien stanąć w prawdzie. Regulamin przyznawania „Kulturalnych Gryfów” nie przewiduje odebrania nagrody. Powinniśmy się spotkać w gronie kapituły i przedyskutować tę sprawę.

Przewodniczący Stawnicki zwraca uwagę, że oceniając przeszłość Lecha Pileckiego, nie można jej porównywać np. do przeszłości Lecha Wałęsy. – To inna skala. Nie da się obu przypadków wprost porównać- twierdzi Stawnicki.

Gdyby się wycofali

Radny Stawnicki jest prezesem zarządu Fundacji Ośrodek Wspierania Ekologii (jej partner to m.in. Ministerstwo Środowiska), wydającej pismo „OZEON”, którego jest naczelnym redaktorem (do kolegium redakcyjnego wchodzi m.in. inny radny Wojciech Koronkiewicz). Nie kryje, że redakcja mieści się w Pałacu Hasbacha – siedzibie Podlaskiego Klubu Biznesu, ale od czasów kiedy Lech Pilecki był już tylko jego honorowym prezesem. – Współpracujemy z PKB, ale z obecnym zarządem. Poproszono mnie nawet, żebym przez parę miesięcy pełnił funkcję dyrektora administracyjnego PKB po śmierci Tadeusza Backiela [zmarł w październiku ubiegłego roku – red.].

Przewodniczącym kapituły przyznającej „Gryfy” był przewodniczący rady miejskiej Mariusz Gromko w marcu. Jeszcze przed ogłoszeniem nazwisk tegorocznych laureatów nagrody mówił: – Obserwujemy wiele osób, które są zaangażowane w życie publiczne, organizują cenne wydarzenia i chcielibyśmy te osoby uhonorować.

Teraz powiedział w rozmowie „Wyborczą”:

– To różnorakie białostockie środowiska zgłaszały kandydatów, a kapituła tylko spośród nich wybrała laureatów. W wypadku kategorii „mecenas” kandydatura pana Pileckiego była jedna. Jeśli wnioskodawcy poprosiliby o wycofanie nawet teraz tego zgłoszenia, należałoby to rozważyć.

Członek kapituły, radny Wojciech Koronkiewicz (radny niezależny, wybrany do rady z listy SLD) mówi „Wyborczej”:

– W trakcie obrad kapituły powiedziałem, że się nie podpisuję pod tym werdyktem, ale nie ze względu na pana Pileckiego. Prywatnie bardzo go lubię i nie lubię takiego polowania na czarownice, jakie teraz ma miejsce w jego przypadku. Nie wiem jak się w tym wypadku zachowa kapituła, ja nie zgadzałem się z innymi jej decyzjami.

Z kolei radny PiS Tomasz Madras stwierdza jednoznacznie:

– To jest bardzo poważna sprawa. Nie można jej bagatelizować. Będziemy musieli się nad nią zastanowić.

Szerzej radny Madras nie chciał komentować tego jak kapituła nagrody powinna postąpić, bo – jak przyznał – od tygodnia przebywa zagranicą i nie dotarła do niego medialna informacja o ipn-owskich teczkach dotyczących Lecha Pileckiego.

Niechętni wycofaniu

Wnioskujący o przyznanie „Gryfa” Lechowi Pileckiemu Eugeniusz Wiszniewski przekonuje:

– Lech Pilecki zasługuje na tę nagrodę. Nie mamy zamiaru wycofać się z tego zgłoszenia. Coś tam podpisał, bo chciał zwiedzać świat. Podróże to zawsze był jego żywioł tak, jak i teraz. W czasach PRL każdy, kto chciał jeździć za granicę, musiał coś tam podpisywać. Nie znam osoby, której Lech Pilecki by nie pomógł, kiedy się o nią do niego zwróciła. Znam Lecha Pileckiego od bardzo dawna i wiem, że od dawna udzielał się charytatywnie. Pomagał zawsze każdemu, kto zwracał się o pomoc i to z zamkniętymi oczami. Zawsze był uprzejmy. Jak się dowiedział, że chcemy otworzyć galerię Marszand na Kilińskiego, zadzwonił i zadeklarował remont pomieszczeń za darmo. Nie można go teraz pozostawić samego, kiedy tyle dobrego zrobił dla ludzi i miasta.

Wnioskodawczyni Lidia Trojanowska telefonicznie nie chciała z nami rozmawiać na temat ewentualnego wycofania wniosku o przyznaniu „Gryfa” Lechowi Pileckiemu. Proponowała spotkanie w cztery oczy w przyszłym tygodniu. Teraz tylko stwierdziła:

– Nagrody zostały już przyznane. Nie mieszam kultury do polityki.

Od początku przyznawania Kulturalnych Gryfów, nagroda ta jest wręczana podczas sesji rady miejskiej. Radny Stawnicki zapewnia, że tegoroczna uroczystość nie jest planowana na najbliższej sesji, czyli 29 maja. Być może odbędzie się na czerwcowej sesji – ostatniej przed wakacjami albo już na wrześniowej.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Czy przypadkiem pan radny Stawnicki nie pracował u p.Lecha Pileckiego w Podlaskim Klubie Biznesu?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0