Władze Białegostoku odmówiły podpisania umowy partnerskiej ze Stowarzyszeniem Europartner dotyczącej realizacji projektu "Model lokalnego programu przeciwdziałania dziedziczeniu biedy", który miał być realizowany na osiedlu socjalnym obejmującym ulice Klepacką i Barszczańską. Jednym z głównych powodów odmowy jest udział radnego PiS Pawła Myszkowskiego w zarządzie tego stowarzyszenia.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Program opiewał na 3 mln zł i miał być realizowany ze środków Ministerstwa Rozwoju. Podczas czwartkowej (11.05) konferencji prasowej zastępca prezydenta Białegostoku Zbigniew Nikitorowicz uzasadniał decyzję o odmowie podpisania umowy faktem, że władze stowarzyszenia nie usunęły zawartych w niej wad formalno-prawnych. Jej podpisanie – jak twierdził Nikitorowicz – stanowiłoby istotne naruszenie przepisów ustaw o samorządzie gminnym oraz o działalności pożytku publicznego i wolontariacie.

Zobowiązania bez kontroli

Uchwałę intencyjną, na podstawie której przystąpiono do prac nad projektem białostoccy radni podjęli w czerwcu ubiegłego roku. Liderem projektu miało być Stowarzyszenie Europartner Akademicki Klub Integracji Europejskiej. Umowa przewidywała szereg działań na rzecz poprawy warunków życia i zapobieganiu wykluczeniu mieszkańców ulic Klepackiej i Barszczańskiej.

– Niestety za sprawą powodów leżących po stronie lidera projektu nie możemy podpisać stosownych dokumentów – móił Nikitorowicz. Jeden z nich to ten, że dołączone do umowy pełnomocnictwo jest zbyt ogólnie i zbyt szerokie.

– Panowie prezesi [stowarzyszenia Europratnter – red.] Krzysztof Mnich i Paweł Backiel bez żadnej możliwości kontroli ze strony miasta mogliby zaciągać zobowiązania, w tym zwłaszcza finansowe. Mogłoby to narazić mieszkańców Białegostoku na niekontrolowane zaciąganie zobowiązań finansowych i tym samym zagrozić realizacji budżetu gminy – tłumaczył Nikitorowicz.

Ponadto uchwala intencyjna z ubiegłego roku jednoznacznie określiła, że koszty związane z realizacją umowy mają być sfinansowane ze środków stowarzyszenia.

– Tymczasem w projekcie umowy [przedstawionej przez stowarzyszenie – red.] na miasto zostało nałożone twarde zobowiązanie w wysokości ponad 800 tys. zł, które gwarantowałoby trwałość projektu w 2019 r. Takie rozwiązanie stoi w kolizji z uchwałą rady miasta – zaznaczał zastępca prezydenta.

Niedozwolony radny

Co ważne w tej sprawie – i co podkreślił Zbigniew Nikitorowicz – Europartner prowadzi działalność gospodarczą, a jednym z członków zarządu tego stowarzyszenia jest białostocki radny PiS Paweł Myszkowski, co zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym jest niedozwolone, bo radni nie mogą prowadzić działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia gminy, w której uzyskali mandat.

– W tym wypadku doszłoby do wykorzystania zarówno pomieszczeń, sprzętu, a także zasobów ludzkich Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Białymstoku [instytucji gminnej – red.]. Podpisanie tej umowy naraziłoby radnego Myszkowskiego na wygaszenie mandatu. Z przyczyn oczywistych nie możemy podpisać umowy, która stałaby w sprzeczności z zapisami antykorupcyjnymi ustawy o samorządzie gminnym – przekonywał Nikitorowicz.

Powodem, który doprowadził do niepodpisania umowy był również fakt, że wyłonienie w trybie pozakonkursowym podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą mogłoby skutkować nieważnością umowy ze względu na naruszenie ustawy o organizacjach pożytku publicznego i wolontariacie.

Pełnomocnictwa za szerokie

Zastępca szefowej MOPR Agnieszka Górska tłumacząc, dlaczego jej instytucja nie mogła pozytywnie zarekomendować umowy, stwierdziła m.in. :

– Nie można wykorzystać zasobów MOPR, bo przechowujemy dane osobowe, w tym wrażliwe. Stąd nie mogliśmy wyrazić zgody ani na udostępnienie pomieszczeń, ani dostęp do sprzętu komputerowego podczas realizacji tego projektu. Pełnomocnictwo, które miało być częścią tego projektu, jest bardzo szerokie. Ustawa o finansach publicznych o udzielaniu takiego pełnomocnictwa osobie trzeciej tego nie przewiduje. Ponadto moglibyśmy się narazić na zarzut podwójnego finansowania tego projektu.

Adam Kurluta, dyrektor departamentu spraw społecznych białostockiego urzędu miejskiego wyliczył szereg działań prowadzonych już w rejonie ulic Klepackiej i Barszczańskiej, w tym działalność dziewięciu-dziesięciu pracowników socjalnych i realizację pięciu projektów w ciągu ostatnich dwóch lat, którą prowadzili z lokalną społecznością. Wspomniał m.in. o dwóch świetlicach i klubie osiedlowym funkcjonujących tu przy wsparciu pracowników MOPR oraz o siedmiu punktach pomocy prawnej.

Radny Myszkowski skonsultował

Konferencji prasowej przysłuchiwał się prezes stowarzyszenia Europartner Krzysztof Mnich. Potem przekonywał dziennikarzy:

– Miasto nie jest podmiotem, który wkłada jakiekolwiek środki na etapie realizacji tego projektu. Żadne zasoby ludzkie czy lokalowe też nie będą wykorzystywane w jego ramach. Nie zachodzi żadna kolizja związana z radnym Myszkowskim – są opinie radców prawnych urzędu wojewódzkiego [kierowanego przez wojewodę Bohdana Paszkowskiego z PiS – red.], że nie widzą kolizji prawnej ze względu właśnie na to, że zasoby gminy będą wykorzystywane do tego projektu. Nie my tym będziemy zarządzać.

Argumenty prezentowane przez zastępcę prezydenta, prezes Mnich określił jako wymysł. Dodał:

– Odcięliśmy te zasoby także ze względu na potencjalną kolizję dotyczącą radnego Myszkowskiego. Radny Myszkowski wyłączył się z głosowania, poszedł po opinię do urzędu wojewódzkiego. Nowy wiceprezydent [Zbigniew Nikitorowicz – red.] być może nie chciał się zagłębić w dokumenty i te informacje i chciał po prostu podjąć negatywną decyzję.

Zaznaczył, że stowarzyszenie miało zgodę wstępną dotyczącą podpisania umowy wyrażoną przez zastępcę prezydenta Rafała Rudnickiego, a wcześniej naniosło do umowy wszystkie sugerowane przez niego poprawki po konsultacjach z Ministerstwem Rozwoju.

– Aby trwałość tego projektu utrzymać na koniec, trzeba dołożyć tylko 300 tys. zł w ciągu roku, a nie 900 tys. zł. Te dzieci przez trzy lata nie będą miały przedszkola, rodzice nie skorzystają kursów, nie będą miały staży płatnych – podkreślał prezes Mnich.

Elżbieta Dallemura ze stowarzyszenia „Szansa”, które miało bezpośrednio odpowiadać za realizację projektu, stwierdziła, że był on szansą na prowadzenie na ul. Klepackiej i Barszczańskiej spójnych działań na rzecz przeciwdziałania wykluczeniu miejscowej społeczności – na osiedlu socjalnym, które robi się gettem z nagromadzeniem szeregu społecznych problemów, w tym wynikających głównie z biedy. Osoby tam mieszkające, którym w ramach projektu udzielana pomoc, nie byłyby przede wszystkim cały czas w zamian za nią poddani kontroli.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Aleksandra Sobczak poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem