Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Swój dekalog prezydent ogłosił w końcu czerwca 2015 r. podczas sesji rady miejskiej. Zgodnie z nim, w ramach oszczędności ograniczył liczbę zastępców z czterech do trzech. Zapowiedział wówczas m.in., że w najbliższym czasie nie będzie ich nagradzał. Odwołał wszystkich doradców. Premii nie otrzymywali prezesi i członkowie zarządów spółek miejskich, a liczba osób zasiadających w zarządach i radach nadzorczych tych spółek uległa ograniczeniu. O połowę zostały obcięte wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek komunalnych. Spółki miejskie ograniczyły wydatki reprezentacyjne. Wprowadzono moratorium na zatrudnienie nowych pracowników w urzędzie miejskim. Ponadto prezydent do końca kadencji wstrzymał się z zakupem nowych samochodów służbowych, mieszkańcy od tamtej pory mają szansę na zaparkowanie auta przed siedzibami urzędu miejskiego.

Częściowe odwołanie dekalogu

Prezydent Truskolaski podczas uroczystości powołania ponownie czwartego zastępcy – od ponad dziesięciu lat jego bliskiego współpracownika Przemysława Tuchlińskiego z Nowoczesnej – w ubiegłą sobotę (29.04) oświadczył: – To powołanie ma też pewien charakter polityczny. Pan Przemysław Tuchliński będzie reprezentował w urzędzie partię Nowoczesna pana Ryszarda Petru.

Nawiązując do dekalogu sprzed blisko dwóch lat stwierdził:

– To nie jest całkowite odejście od zasad, które przyjąłem. Ale przyjąłem je w lipcu 2015 r., aby dać sygnał, że ograniczamy wydatki w sferze publicznej, aby lepiej współpracować z większościowym klubem PiS w radzie miasta. Moja wyciągnięta dłoń, poczynione w tym okresie duże oszczędności spotkały się [ze strony PiS – red.] jedynie z krytyką, z brakiem uznania, a już kuriozum było obniżenie prezydentowi miasta poborów. Dzień wczorajszy [kiedy na nadzwyczajnej sesji zdjęto głosami PiS z porządku obrad jedyny punkt – o przywróceniu wysokości prezydenckiego wynagrodzenia – red.] potwierdził tę tezę, że radni PiS nie dążą do kompromisu, nie dążą do współpracy. Dlatego powinniśmy pracować dla dobra naszej małej ojczyzny w towarzystwie tych sił politycznych, które dobrze życzą naszemu miastu i naszemu krajowi.

To nie miejsce na koalicje

Podczas konferencji prasowej zwołanej w holu urzędu miasta w czwartek (4.05) radni PiS Henryk Dębowski (niebawem przewodniczący klubu tego ugrupowania w białostockiej radzie miejskiej), Tomasz Madras (przewodniczący komisji budżetu i finansów) oraz Paweł Myszkowski odnieśli się do niektórych punktów dekalogu, których prezydent już nie stosuje. Na pierwszy ogień poszła obietnica o zredukowaniu do trzech liczby zastępców. Radny Dębowski w formie zarzutu mówił o nominacji Przemysława Tuchlińskiego:

– To jest mianowanie polityczne. Pan prezydent wcześnie w swoim dekalogu zaznaczył, że chce przede wszystkim dokonać zmian, które usprawnią zarządzanie miastem, obniżą koszty jego funkcjonowania tak, abyśmy mogli jeszcze skuteczniej walczyć z deficytem budżetowym, a przede wszystkim pokażemy, że jeśli chcemy oszczędzać, to musimy te oszczędności zacząć od siebie. Przytoczyłem tu słowa pana prezydenta. Jak to się ma do powołania czwartego zastępcy, który do niedawna był jego asystentem. Zawsze służył dla dobra mieszkańców i nie ma takiej potrzeby żeby teraz pełnił funkcję zastępcy prezydenta.

Radny w kontekście mianowania Przemysława Tuchlińskiego i Zbigniewa Nikitorowicza zaznaczył:

– Mamy tu więc jakąś większą koalicję, jak mówi pan prezydent, przeciwko PIS-owi.

I podkreślił:

– Urząd nie powinien być miejscem do zawierania takich koalicji. Pan prezydent przede wszystkim powinien służyć mieszkańcom, dbać o ich dobro, a nie tworzyć koalicje polityczne za pieniądze podatników. Te pieniądze [związane z powołaniem czwartego zastępcy – red.] można było spożytkować o wiele bardziej korzystnie dla mieszkańców naszego miasta.

PiS: urząd zakładnikiem

Odnosząc się do innego punktu prezydenckiego dekalogu z 2015 r. radny Dębowski wspominał o – jak utrzymywał – niespełnionej zapowiedzi prezydenta dotyczącej nie przyznawania nagród współpracownikom, w tym zastępcom. Przy okazji poinformował, że radni PiS wystosowali odpowiednie zapytanie do Regionalnej Izby Obrachunkowej w sprawie tego, czy została naruszona dyscyplina finansów publicznych przy przyznawaniu dodatków prezydenckim współpracownikom (RIO po kontroli doszła tylko do wniosku, że dokonano tego niezgodnie z należytą podstawą prawną). Radny Madras z kolei zwracał uwagę:

– Jeżeli prezydent w jakimś sensie oszukuje mieszkańców w tej sprawie z dekalogiem, to przed mieszkańcami będzie za to odpowiadał, ale tu chodzi o interes miasta. Prezydent wprost powiedział, że w urzędzie miasta pan Tuchliński będzie reprezentował Nowoczesną. Apeluję do prezydenta: niech urząd miasta nie będzie zakładnikiem politycznych koalicji prezydenta Truskolaskiego.

Odnosząc się do hasła z wyborów samorządowych prezydenta Truskolaskiego („Nie obiecuję, ale gwarantuję”), radny Dębowski stwierdził:

– Pan tylko gwarantuje, że będzie pan walczył o swoje partykularne interesy [chodzi o walkę prezydenta w sprawie obniżenia mu przez PiS wynagrodzenia – red.]. Pan prezydent upolitycznił urząd za pieniądze podatników[..]. Działania pana prezydenta są chaotyczne, nie przemyślane. Widać po poczynaniach pana prezydenta, że już się zmęczył na tym stanowisku. Naszym zdaniem takie sprawy jak powołanie czwartego zastępcy konsultować też z radnymi [prezydent tego robić nie musi – red.].

I radny Wasilewski przemówił

Tymczasem jeszcze przed długim weekendem – obecnie niezależny radny, jeszcze niedawno wchodzący w skład klubu Tadeusza Truskolaskiego – rozesłał mediom oświadczenie, w którym także odnosi się do nominacji Przemysława Tuchlińskiego. Zrzucił prezydentowi Truskolaskiemu „konsekwentne realizowanie planu upartyjnienia Białegostoku”. Stwierdził: „Powołując kolejnego „aparatczyka partyjnego”, tym razem z partii Nowoczesna na funkcję zastępcy prezydenta, nie tylko buduje liberalno-lewicowy obóz, ale pokazuje, że jest osobą niewiarygodną. Na ołtarzu własnych interesów pozostawił obietnice, oszukując tych, którzy mu zaufali. Wielu wyborców, zwyczajnych, uczciwych ludzi, którzy pracowali na Jego sukces, którzy na szali kładli swój autorytet, przekonując do głosowania na niezależnego, odważnego prezydenta, mogą czuć olbrzymi zawód. Większość Komitetu to były osoby, które zgodziły się wejść do czynnej działalności samorządowej wierząc, że uczciwość, niezależność jest wręcz niezbędna w polityce. Prezydent, niestety, złamał po raz kolejny te podstawowe zasady”.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.