W niedzielę (23.04) spod Teatru Dramatycznego alejkami Plant z czworonogami czarnej maści przeszli wolontariusze opiekujący się psami w białostockim Schronisku dla Zwierząt. Pogoda jednak nieco pokrzyżowała szyki uczestnikom akcji i skończyła się szybciej niż planowano.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jak mówili organizatorzy akcji „Czarny PSIE-marsz” nie był to protest, ale przedsięwzięcie propagujące miłość. Spacer centrum Białegostoku miał trwać dwie godziny, ale nagłe sążniste opady mokrego śniegu przyspieszyły powrót około trzydziestoosobowej grupy wolontariuszy ze schroniska dla zwierząt – którzy przybyli z psami czarnej maści – i białostoczan ze swoimi psiakami do ich ciepłych schronień. Akcja miała wskazać na kłopoty ze znalezieniem stałego domu zwłaszcza przez psy ciemnej maści – nie są chętnie adoptowane.

Jak mówił Robert Andraka, koordynator wolontariatu w schronisku dla zwierząt w Białymstoku, akcja miała być sprzeciwem wobec dyskryminacji właśnie ze względu na kolor sierści.

– Czarny nie znaczy gorszy – zdecydowanie przekonywał.

Jedna z wolontariuszek z białostockiego schroniska Sylwia Żurawska powiedziała „Wyborczej”:

– Wielu ludzi uważa, że psy czarnej maści są bardziej pospolite. Wobec nich panują przesądy podobne jak wobec czarnych kotów. Ludzie, wybierając psy do adopcji, wolą te kolorowych maści i włochate.

Celem niedzielnego marszu była także promocja wśród mieszkańców podlaskiej stolicy idei wolontariatu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem