Po raz trzeci ulicami centrum Białegostoku przeszedł w niedzielę (23.04) Podlaski Marsz Cieni upamiętniający i rozpowszechniający wiedzę o Polakach zamordowanych przez Sowietów w 1940 r. Nad grupami rekonstrukcyjnymi i innymi maszerującymi - w tym patronem marszu wojewodą podlaskim i przedstawicielami IPN - powiewały szturmówki ONR.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podlaski Marsz Cieni od trzech lat jest organizowany przez Stowarzyszenie „Rodzina Katyńska”, rekonstrukcyjne Stowarzyszenie „Grupa Wschód” i oddział IPN w Białymstoku. W tym roku patronat honorowy nad nim objął wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski. Jego uczestnicy w niedzielę dokładnie w południe w strugach mokrego śniegu wyruszyli sprzed białostockiej archikatedry.

Na jego czele sunął „cziornyj woron” („czarny kruk”) – replika wozu (więźniarki), którym NKWD dowoziła polskich oficerów na miejsce kaźni m.in. w Katyniu. Został wypożyczony z Muzeum Motoryzacji i Techniki w Otrębusach. To jeden z dwóch, które można było zobaczyć w filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy.

Wojewoda za ONR

W kilka minut po wyruszeniu marszu zza chmur wyjrzało słońce. W jego trakcie odczytywano nazwiska osób pochodzących z Białostocczyzny, którzy zostali zamordowani w Charkowie, Katyniu, Kalininie i Twerze. Za „cziornym woronem” kroczyła grupa około czterdziestu rekonstruktorów w mundurach polskich jeńców – oficerów Wojska Polskiego, Korpusu Ochrony Pogranicza oraz Policji Państwowej pomordowanych przez Sowietów w 1940 r. Eskortował ich rekonstruktor w mundurze funkcjonariusza NKWD.

– Nu Paliaki, dawat' bystriej!- wydawał rozkaz jeńcom.

Grupę rekonstrukcyjną zamykało kilku oenerowców z organizacyjnymi szturmówkami powiewającymi wysoko nad pochodem, z szefem brygady podlaskiej Mateuszem Magnuszewskim. Zaraz za nimi kroczył wojewoda podlaski Bohdan Paszkowski, przedstawiciele IPN, kilkoro harcerzy i uczniów z Zespołu Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jana Krzysztofa Kluka w Rudce, kilku reprezentantów służb mundurowych oraz około dwudziestu białostoczan. Jeden z rekonstruktorów próbował oenerowcom zwrócić uwagę na niestosowność manifestowania przez nich obecności na marszu. Na co od nacjonalistów usłyszał:

– Mamy prawo tu być. Naszych też zamordowali Sowieci.

Żeby współodczuć

Maszerujący przeszli Rynkiem Kościuszki, Lipową, Grochową, Kalinowskiego, Marii Skłodowskiej-Curie pod Pomnik Katyński, gdzie złożono kwiaty. Jeden mężczyzn przebrany w mundur przedwojennego funkcjonariusza Wojsk Ochrony Pogranicza przyznał:

– Jestem emerytowanym funkcjonariuszem podlaskiego oddziału straży granicznej. Traktuję udział w tym marszu i w tym mundurze jako swego rodzaju kontynuowanie tradycji naszej formacji.

Ojciec pani Małgorzaty Markiewicz (matki Agnieszki Markiewicz-Cybulskiej, prezeski stowarzyszenia „Rodzina Katyńska” w Białymstoku) został zamordowany w Charkowie. Maszerując mówiła „Wyborczej”:

– Takie marsze rekonstrukcyjne są potrzebne, żebyśmy wszyscy, a zwłaszcza młodzi mogli sobie uświadomić jakiego okrucieństwa Sowieci dokonali, mogli odczuć jak ich prowadzono do grobów, w których spoczywali często od strzałów w tył głowy, przeczuwając co ich czeka. Jak ludzie prowadzili na śmierć ludzi, którzy w niczym im nie zawinili.

Oczekiwanie na listę bialoruską

Idący w Podlaskim Marszu Cieni dr Marcin Markiewicz z Biura Badań Historycznych białostockiego oddziału IPN przyznał, że pełna wiedza o liczbie i nazwiska osób, które w 1940 r. zostały zamordowane przez Sowietów, a które pochodziły z Białostocczyzny, możliwa będzie, gdy władze Rosji wreszcie zgodzą na udostępnienie Polsce tzw. białoruskiej listy katyńskiej.

– Tej sprawy nie da się rozgrywać na poziomie naukowo-historycznym, ale wymaga decyzji na szczeblu politycznym – powiedział „Wyborczej”. – Aby te archiwa zostały dla badaczy polskich, ale i rosyjskich otwarte, musi być sprzyjający klimat. Od czasów powojennych jest opór ze strony rosyjskiej, żeby do końca tę sprawę wyjaśnić. Wśród ofiar pochodzących z naszych terenów byli nie tylko oficerowie różnych formacji, ale i lekarze, urzędnicy ludzie kultury – cały przekrój przedwojennej elity Polski. Zidentyfikowano dotąd około 450 ofiar zbrodni katyńskiej – osób, które miały związek z przedwojennym województwem białostockim (obejmującym też m.in. Grodno i Wołkowysk). To osoby albo urodzone na tych terenach, albo zawodowo związane z nim np. poprzez przydział mobilizacyjny.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Mikołaj Chrzan poleca
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem