Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Robert Biedroń gościł w Białymstoku przy okazji promocji książki „Pod prąd”, wywiadu rzeki, jaki z nim przeprowadziła Magdalena Łyczko. W dniu przyjazdu do podlaskiej stolicy furorę zrobił jego primaaprilisowy wpis na Facebooku: „Ponieważ namawiacie mnie, żebym się zaangażował i wrócił do polityki ogólnopolskiej, podjąłem decyzję. Najbardziej wpływowe stanowisko polityczne w kraju to nie prezydent RP, ale funkcja prezesa PiS. Dlatego wczoraj zostałem członkiem koła PiS w Słupsku i w najbliższych wyborach partyjnych będę kandydował na funkcję szefa tej partii. A kuku, panie prezesie! Trzymajcie kciuki”. Dowcipnie słupski prezydent zachowywał się i podczas spotkania w wypełnionej po brzegi Zmianie Klimatu, co chwilę wywołując śmiech i gromkie brawa jego uczestników. Bez zbędnej napinki opowiadał o wielu poważnych problemach.

AGNIESZKA SADOWSKA

Język nadziei

Spotkanie rozpoczął od wyznania:

– Białystok podoba mi się, bo jestem esperantystą. Całe swoje życie kojarzyłem Białystok z Zamenhofem i esperanto i jak chodziłem dzisiaj po Białymstoku, ze zdumieniem, ale i z dumą odkrywałem, że Białystok prawie pamięta o Zamenhofie. Niestety są pewne – choć nie chcę ich oceniać – momenty, kiedy zaczyna zapominać, jak w przypadku ustanowienia Roku Zamenhofa, który w Słupsku stał się jako w  jedynym mieście w Polsce rzeczywistością, a w Białymstoku, niestety, nie stał się [głosami radnych PiS]. Trochę szkoda. Ale wiem, że władze miasta dużo robią, żeby Zamenhofa promować.

Dodawał w tym kontekście:

– Nie wierzę, że esperanto ożyje jako język i ludzie nagle, powszechnie zaczną porzucać angielski i mówić w esperanto, ale duch, idea tego języka nadziei jest czymś ważniejszym, bo ta idea pojednania, otwartości, dialogu dzisiaj szczególnie w Europie, w Polsce, w Białymstoku szczególnie by się przydała

Miasto mieszkańcom

Pytany przez prowadzącego – Marka Kochanowskiego z Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu w Białymstoku – co szczególnie zwróciło jego uwagę, kiedy chodził po mieście, odparł:

– Zwróciłem uwagę na wasz fajny mural przy cerkwi św. Mikołaja, zrobiłem nawet zdjęcie i wysłałem do Słupska do swoich współpracowników, żeby pokazać, jaki fajny, i tego wam zazdroszczę. No i zazdroszczę wam Zamenhofa. Jak jesteś włodarzem miasta i przyjeżdżasz do innego miasta, to je oglądasz przede wszystkim okiem gospodarza. Po przyjeździe tutaj oglądałem chodniki, ulice, zwracałem uwagę, czy ludzie są uprzywilejowani. Trzeba oddawać miasto mieszkańcom, pieszym, nie utrudniać im życia. Dzisiaj jest tak, że samochody dominują, ale warto by się zastanowić, czy to jest zdrowe dla miasta. W mojej ocenie nie do końca.

Poziom żenady

Prezydent Słupska oczywiście sporo czasu poświęcił szeroko pojętym kwestiom samorządowym. Opowiadał:

– Parlamentarzyści, ponieważ nie mają bezpośredniego kontaktu z ludźmi na co dzień, stają się bardzo mało konkretni, a samorządowcy – nawet jeśli narzekacie na nich – muszą być cholernie praktyczni.

Podkreślał, że problemy miasta przeciętnych ludzi generalnie interesują, ale bardzo powierzchownie:

– Jakbym zapytał, czy się interesujecie samorządem, to okazałoby się, że niewiele wiecie o samorządzie. Wydałem w Słupsku komiksowy budżet miasta, ponieważ zauważyłem, że ludzie nie mają zielonego pojęcia, jak wyglądają finanse miasta. Są jakieś straszne stereotypy, że prezydent nie wiadomo ile zarabia, a obecnie chyba tylko wasz prezydent mnie przebił w tym względzie. To jest jakaś paranoja, wstyd, współczuję, to jest jakiś kompletny idiotyzm, co zrobiono waszemu prezydentowi. On dziś zarabia mniej niż wójtowie okolicznych gmin. Jest pewien poziom żenady, którego nie można przekroczyć. Wasi radni [radni PiS niedawno ograniczyli zarobki prezydenta Tadeusza Truskolaskiego] przekroczyli pewne granice. Wasze miasto jest kilkakrotnie większe od Słupska, jest stolicą województwa, a wasz prezydent zarabia mniej niż handlowiec w firmie. To jest po prostu nie fair.

AGNIESZKA SADOWSKA

Czerwona sofa

Kontynuując wątek samorządowy, prezydent Biedroń przekonywał:

– My, włodarze miasta, jeśli np. mieszańcy nie chcą czytać budżetu, powinniśmy go przygotować w atrakcyjnej formule, żeby to było przyswajalne, musimy wychodzić na ulicę. Mam taką czerwoną sofę, którą wystawiam na ulicy w różnych częściach naszego miasta, siadam na niej i po prostu rozmawiam z ludźmi. Nie przyjechałem do państwa limuzyną, bo nie jeżdżę limuzyną. Jeżdżę na rowerze albo komunikacją miejską, bo dzięki temu mogę spotkać ludzi. Jak byłem parlamentarzystą i stanąłem pierwszy raz na ulicy, ludzie mnie pobili kilka razy, pluli na mnie, ale nie miałem wyboru. Wiedziałem że muszę zmierzyć się z jakimiś uprzedzeniami na mój temat. Wiedziałem, że jeśli się z nimi nie skonfrontuję, to ich nie zmienię. Płaciłem za to cenę, ale dzisiaj wiem, że warto było. Jak tu jechałem pociągiem czy chodziłem po Białymstoku, ludzie się do mnie uśmiechali, mówili "dzień dobry", robili ze mną zdjęcia i to jest bardzo miłe. Czasem warto iść pod prąd.

Podkreślał:

– Dzisiaj chcemy postawić na jakość naszego życia, na to, żeby w mieście żyło się po prostu dobrze i wygodnie. Ta jakość życia nie jest mierzona tym, że ma się jakąś wypasioną operę czy wypasiony aquapark. Ludzie najczęściej oczekują tego, że będzie im się dobrze żyło w takich codziennych sytuacjach. Oceniam komfort życia mojego miasta przez to, jak żyje się najbardziej wykluczonym grupom, nie średnim czy najbogatszym.

Powołując się na Hillary Clinton i prof. Zygmunta Baumana, stwierdził:

– Powinniśmy mierzyć jakość rozwoju społeczeństwa poziomem życia tych, którzy są najbardziej wykluczeni. Średnia klasa nas fałszuje w tym myśleniu o społeczeństwie. I takie miasto chcę tworzyć w Słupsku.

Mam jedno swoje życie

Robert Biedroń kilkakrotnie wracał do tematów bardziej prywatnych. Wyznawał:

– Życie godne i na swoich warunkach oznacza to, że nikt nigdy nie będzie pisał scenariusza na moje życie. Nie miałem łatwego dzieciństwa. Każdy miał pomysł na moje życie. Wychowałem się w rodzinie sceptycznej religijnie. Kiedy odkryłem, że jestem gejem, wszyscy, łącznie z moją mamą, podpowiadali mi, żebym nikomu o tym nie mówił, bo na tym stracę. Mama powiedziała, że moi koledzy i koleżanki zrobili już kariery, a ja przez to, że powiedziałem, że jestem gejem, tej kariery nie zrobię i że zmarnowałem sobie życie. Każdy taki moment utwierdzał mnie w przekonaniu, że ich nie mogę słuchać, ponieważ mam jedno jedyne życie. Jestem ateistą, nie wierzę, że będę kiedyś aniołkiem bujającym w obłokach albo diabeł mną będzie mieszał w kotle, że będę kwiatem lotosu albo pędzącą gazelą. Wierzę, że mam jedno jedyne swoje życie i chcę je przeżyć godnie. Nie jestem w tym swoim życiu, żeby być prezydentem Słupska czy posłem na Sejm. Dlatego robię rzeczy niestandardowe. Takie, które sprawiają, że nikt nigdy nie ubierze mnie w swój garnitur. Ludzie nie muszą mnie wybierać na posła czy na prezydenta. Mogą się mną inspirować, jak ja się nimi inspiruję, ale nie chcę, żeby mi pisali scenariusz na nie moje życie.

Zaufanie leży

Prezydent Słupska m.in. wspomniał, dlaczego zdjął portret papieża w swoim gabinecie:

– Dla mnie konstytucja jest najważniejszym dokumentem w naszym państwie. Jako prezydent muszę świecić przykładem. Jeśli oczekuję od mieszkańców mojego miasta, które jest wielokulturowe – podobnie jak Białystok – różnorodne, mieszkają ludzie różnych religii, należący do różnych kultur, że będą się nawzajem szanowali, to ja muszę ten szacunek mieć do nich. Zdjąłem ten portret papieża i przekazałem do katedry, ale też dlatego, że nie chciałem uprawiać pewnej hipokryzji.

Pytany o sytuację lewicy w Polsce przyznał, że dla niego równoznaczna jest z życiem w nowoczesnym postępowym, otwartym i tolerancyjnym społeczeństwie. Jako człowiek o poglądach lewicowych nie chciałby jednak być kojarzony np. z Leszkiem Milerem.

– Leszek Miler to nie jest moja bajka. Leszek Miller to polityk, który zawierał sojusze z Kościołem, który mówił, że szkoda czasu na związki partnerskie, który doprowadził do problemu z alimentami, zamykał bary mleczne – argumentował.

Zastrzegł przy okazji:

– W polityce powinniśmy więcej rozmawiać o wartościach.

Zaraz potem wyliczał:

– Jeżeli sami nie szanujemy dobra publicznego, to nie oczekujmy, że inni będą szanowali (...). To my oddaliśmy to państwo i chyba nam za bardzo nie zależy. Tylko 20 procent Polek i Polaków uczestniczy w takich spotkaniach. 9 procent należy do organizacji pozarządowych. Nie angażujemy się w wolontariat, jesteśmy drudzy w Europie po Albanii. 10 procent Polaków ufa sobie – ufamy tylko najbliższym, rodzinie. Obywatelskość, otwartość, zaufanie – to leży. To jak chcemy budować tę wspólnotę? Bardzo łatwo w tej sytuacji jest budzić demony. Bardzo łatwo jest Kaczyńskiemu straszyć sobą nawzajem, bo sobie nie ufamy. To oczywiście też wynika zaborów, PRL-u, zostaliśmy tak pokiereszowani, ale musimy to zmienić. Jeżeli chcemy żyć w lepszym społeczeństwie, musimy zacząć od siebie.

AGNIESZKA SADOWSKA

Nie czekajcie na mesjasza

Oklaskami białostoczanie przyjęli stwierdzenie prowadzącego spotkanie, że wielu ludzi oczekuje, że zostanie prezydentem Polski. Robert Biedroń, przyznając, że jest mu miło, jednak skomentował:

– Nie lubię, kiedy ludzie biją mi brawo i mówią, że mam być prezydentem Polski. Nie czekajcie na mesjasza. Gdybym czekał na mesjasza i liczył, że przyjdzie i zmieni moje życie, że ludzie nie będą robili mi krzywdy za to, że jestem gejem, nie pluli na mnie na ulicy i nie rzucali we mnie kamieniami, tobym się pewnie nie doczekał. Ja zacząłem zmieniać świat od siebie. Łatwiej oczekiwać, że prezydent coś zmieni, że Biedroń zmieni Polskę. Jacek Kuroń miał rację: nie palcie komitetów, budujcie własne. Nie narzekajcie na prezydenta Białegostoku, stwórzcie własny komitet, pokażcie, że macie alternatywę na miasto. Obiecuję wam, że jeśli Kaczyński mnie wkurzy już tak, że nie będę mógł wytrzymać, to stworzę własny komitet i ruszę w Polskę, wystartuję w wyborach i zostanę tym prezydentem.

Będę oddawał

Nawiązał też do działań obecnie rządzących w kraju:

– Ten rząd jeżeli przegra, to nie ze względów merytorycznych, ale dlatego, że stanie się całkowicie groteskowy i śmieszny. Ludzie odsuną PiS od władzy przede wszystkim dlatego, że przekroczy granice jakiegoś absurdu. Ludzie nie głosują merytorycznie, ale emocjami i te emocje, ten obciach, jaki robi obecna władza, będzie tak silny, że ta władza się zmieni. Jestem optymistą: zostało jeszcze tylko trochę ponad dwa lata. Spokojnie przeżyjemy.

Prezydent Biedroń stanął także w obronie samorządów, na które zamach przygotowuje PiS:

– Żadna reforma w Polsce się tak nie udała jak samorządowa. Apeluję o obronę swoich małych ojczyzn.

W trakcie spotkania przewinęło się wiele wątków. Jego bohater m.in. był pewien:

– Nadchodzą czasy kobiet. Emancypacji kobiet się nie powstrzyma. Tak jak się nie powstrzyma emancypacji gejów i lesbijek, czarnoskórych itd.

Zdecydowanie także zadeklarował:

– Nie zamierzam życia spędzić w szafie, pozostać w narożniku, do którego zapędzani są kobiety, geje czy czarnoskórzy. Będę wychodził i będę oddawał. Nieważne, czy to będzie Jarosław Kaczyński, czy Zbigniew Ziobro, czy Krystyna Pawłowicz, czy ktokolwiek inny. Będę oddawał. Mam swoją godność i nie pozwolę by ktokolwiek ją niszczył.

Po spotkaniu Robert Biedroń chętnie robił sobie selfie z jego uczestnikami. Natychmiast obiegły internet.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.