Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maciej Chołodowski: Co się w istocie wydarzyło tuż przed, zaraz po i samego 25 marca na Białorusi?

Uładzimir Niaklajeu: Jestem pewien: nadszedł ostateczny czas, żeby Łukaszenka ustąpił! I to z każdego względu: politycznego, ekonomicznego, moralnego. Do tego powinien się sprowadzać dialog między Unią Europejską a białoruskimi władzami. Łukaszenka jednak nie zamierza tego robić i w związku z tym jeszcze raz zademonstrował swoją determinację w walce o władzę, nie patrząc na dialog z UE i wszystkie monologi, jakie prowadzi naród białoruski. Występując ostatnio w polskim Sejmie, powiedziałem, że nie jestem przeciwko dialogowi UE z władzą na Białorusi. To instrument, którym bez wątpienia trzeba się posługiwać, ale bardziej jestem za monologiem białoruskiego dialogu – naród powinien mieć bezwzględne prawo do wypowiadania swojego stanowiska, swojej woli. Monolog narodu białoruskiego jest tym, co pozwoli wypełnić warunki do dialogu. Bez nacisku na władzę, bez żądania wolnych wyborów, bez domagania się politycznych i ekonomicznych reform przez samych Białorusinów, żaden dialog nie pomoże w zmianie sytuacji na Białorusi. W Dzień Wolności, 25 marca, Łukaszenka wystąpił właśnie przeciw monologowi białoruskiego narodu.

Protest w Mińsku z okazji Dnia Wolności, nieuznawanego przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę święta upamiętniającego proklamowanie niepodległej Białorusi w 1918 r.Protest w Mińsku z okazji Dnia Wolności, nieuznawanego przez prezydenta Aleksandra Łukaszenkę święta upamiętniającego proklamowanie niepodległej Białorusi w 1918 r. Sergei Grits (AP Photo/Sergei Grits)

Do czego zmierza Łukaszenka?

– Całe życie zmierzał po władzę i teraz chce ją za wszelką cenę utrzymać. Żaden inny cel i zadanie przed nim nie stoją. Ze względu na swoje cechy, jako polityka i człowieka, nie jest zdolny do takich czynów, do jakich zdolni są byli politycy, w tym w Polsce, ale i w Rosji, którzy zdolni byli unieść się nad fotelami, w których przypadkiem posadziła ich historia, do poziomu odpowiedzialności za losy kraju i narodu. Łukaszenka nie jest do tego zdolny i dlatego konieczny jest na niego nacisk, żeby w końcu zrozumiał, że nie ma innego wyjścia - tylko ustąpić.

"Lepiej być dyktatorem niż pedałem" - mówi Łukaszenka i rządzi tak Białorusią od 23 lat

Co więc konkretnie trzeba zrobić, żeby Łukaszenka ustąpił?

– Poza naciskiem ze strony narodu białoruskiego powinna mu zostać dana gwarancja bezpieczeństwa dla niego samego i jego rodziny. To bezpieczeństwo mogą mu zaproponować UE i USA. I ta właśnie kwestia powinna być istotą dialogu między władzą, na której czele stoi Łukaszenka, a demokratycznym Zachodem. Łukaszenka popełnił przestępstwo przeciwko swojemu państwu: zniszczył język białoruski jako język państwowy (takich prześladowań tego języka nie było nawet w czasach sowieckich), zniszczył białoruską kulturę narodową, niszczy białoruską historię i pamięć narodową. Już tylko za to należałoby go sądzić. Do tego trzeba dodać prześladowania, złamane ludzkie losy, więzienia niewinnych. I tego się boi, że za to wszystko będzie sądzony. W imię przyszłości, w imię tego, abyśmy jak najszybciej wyszli z tego ciemnego okresu historii, trzeba mu i jego rodzinie dać gwarancje bezpieczeństwa i niech jedzie, gdzie tylko sobie zechce. Niech odpowiada przed sądem Bożym, choć w Boga nie wierzy. Sam kiedyś mówił, że jest prawosławnym ateistą.

A jak pan ocenia to, jak zachowują się w kontekście ostatnich wydarzeń na Białorusi UE i USA?

– UE i USA przysyłają na Białoruś swoje delegacje na poziomie rządowym, zapraszają Łukaszenkę do siebie w gości jako niby-liberalnego polityka. Oceniając działania, nie słowa, Zachód przyjął wobec dyktatora sprzyjającą mu pozycję. Poszedł na ustępstwa, nie zważając na swoje pryncypia na poziomie nie tylko politycznym, ale także odnośnie do praw człowieka. Łukaszenka więc bawi się z zachodnimi politykami, którzy nawet nie podejrzewają, jak im śmieją się za plecami ci wszyscy ludzie z jego otoczenia, którzy te spotkania, dialogi i inne imprezy dwustronne z nim organizują.

Jak w pana odczuciu zachowuje się sama Polska? Mam na myśli nie tylko wydarzenia ostatnich dni, ale także działania w ciągu ostatniego roku.

– Nie tylko ja, ale też przedstawiciele całego ruchu demokratycznego na Białorusi jesteśmy wdzięczni za to, co zostało zrobione dla podtrzymania naszych demokratycznych sił i w ogóle procesu demokratyzacji Białorusi. Jednak ostatnie działania Polski mnie zasmucają. Przykładowo, przyjeżdża niedawno na Białoruś wiceminister spraw zagranicznych Polski pan Marek Ziółkowski i podpisuje umowę o współpracy w sferze informacji z kierującą przedstawicielstwem totalnego kłamstwa białoruskiego reżimu – ministerstwem informacji - panią Lilią Ananicz. Umowa ta podpisywana jest w czasie, kiedy we wszystkich białoruskich państwowych środkach masowej informacji prowadzona jest kampania totalnego okłamywania, totalnej dyskredytacji opozycyjno-demokratycznego ruchu na Białorusi, kiedy oficjalna propaganda pomaga władzy sądzić niewinnych ludzi, sadzać ich do więzień [15 marca]. I to wszystko robi polska strona, która znakomicie zna sytuację na Białorusi – jak nie zna chyba żaden inny kraj europejski. Takie działania wprowadzają zamęt nie tylko wśród tych, którzy zajmują się na Białorusi polityką, ale także wśród zwykłych Białorusinów. Jeszcze raz powtarzam: nie jestem za brakiem dialogu, za brakiem kontaktów, ale powinny one być przemyślane. Tak, trzeba rozmawiać, ale dostatecznie stanowczo, aby nie dawać odczuć białoruskiemu reżimowi, że jest gospodarzem tych politycznych sytuacji.

Czyli powinni obecni polscy posłowie, ministrowie, marszałkowie Sejmu czy Senatu przyjeżdżać z oficjalnymi wizytami na Białoruś?

Opozycja: Wicemarszałek Terlecki z PiS legalizuje reżim na Białorusi

– Tak, ale powtarzam – jestem za monologiem narodu. Polska powinna podtrzymywać nie tylko proces dialogu, ale też tego monologu. Jeśli strona polska stawia sprawę tak, że te wystąpienia anyłukaszenkowskie, jakie mają miejsce w ostatnim czasie, przeszkadzają w dialogu, to tak samo mówi reżim Łukaszenki. Czyli: siedźcie, Białorusini, w domu i wszystko z wami będzie dobrze. Ale przy dyktaturze nic nie może być dobrze. Nie może być wszystkim dobrze, jeśli z założenia dobrze ma być tylko Łukaszence i jego sługusom. Polska powinna być za polityką dialogu, ale też podtrzymującego demokratyczne białoruskie społeczeństwo.

Jak pan zareagował na stanowisko polskiego MSZ w sprawie ostatnich wydarzeń na Białorusi?

– Wyrażam wdzięczność, że było przynajmniej choćby takie. To jednak nie ta tonacja, w jakiej powinno było zostać napisane. To było zwykłe, formalne oświadczenie, którego po prostu nie wolno było nie wydać. Tymczasem na Białorusi doszło do jeszcze gorszych wydarzeń, niż to miało miejsce w 2010 r. [represje po wyborach prezydenckich]. Wtedy decydowały się losy władzy. Po obu stronach, naprzeciw siebie, stały „męskie” siły, które się ze sobą starły. Teraz OMON, milicja, oddziały specjalne biegały po ulicach jak psy spuszczone ze smyczy i wyłapywały ludzi, w tym niewinne dzieci, starców i kobiety. Sadzali ich do wozów i wieźli do sądów na rozprawy w trybie doraźnym. To była po prostu jednodniowa wojna reżimu z narodem w procesie ucisku narodu przez reżim. Niedopuszczalny jest więc brak stanowczej reakcji ze strony Polski.

Jaką rolę w tym monologu, o którym pan mówi, odgrywać mogą niezależne media docierające z Polski na Białoruś? Mam na myśli choćby telewizję Biełsat.

– We wszystkich swoich wystąpieniach podczas pobytów Polsce i we wszystkich wywiadach dziękowałem Polsce za wspieranie środków masowej informacji skierowanej na Białoruś. Jeśli zdarzyłoby się tak, że wsparcie to zostałoby przerwane – nie byłoby Biełsatu czy Radia Racja – świat słowa by nie usłyszał o tym, co wydarzyło się i dzieje się na Białorusi, a nawet samo białoruskie społeczeństwo nie wiedziałoby, co tak naprawdę się dzieje. Te media w istocie są tym, co pozwala trwać białoruskiemu ruchowi demokratycznemu. Bez nich Białoruś w pełni utopiłaby się w kłamstwie reżimowej propagandy. Mam nadzieję, że to wsparcie państwa polskiego zostanie utrzymane. Inaczej to będzie śmiertelny cios dla białoruskiej demokracji.

Istnieje w pana ocenie jakiś związek między wydarzeniami ostatnich dni na Białorusi a ostatnimi protestami w Rosji?

– Jestem przekonany, że na Zachodzie zdają sobie sprawę z tego, że Łukaszenka całkowicie zależał i zależy od Rosji: politycznie, ekonomicznie, kryminalnie. Myślenie, że da się oderwać jakoś Białoruś spod wpływów Putina, jest naiwnością. W tym czasie, kiedy Zachód zabawia się z Łukaszenką, Putin z nim nie ma nawet zamiaru zabawy. Bez żadnych konsultacji z Łukaszenką Putin samodzielnie podjął decyzję o przerzuceniu 28 marca na Białoruś pododdziału iwanowskiej elitarnej dywizji. Są podejrzenia, że już wcześniej znaleźli się na naszym terytorium. I to nie są jeszcze przygotowania do jesiennych, rosyjskich manewrów „Zachód 2017”, którym w rozmowach z Zachodem Łukaszenka jakoby miał się sprzeciwić. Putin mu jednoznacznie powiedział: gra w liberalizację, demokratyzację na Białorusi to twoje gry, a kwestie militarne to tylko nasze sprawy. W tym względzie nic się nie zmieniło od czasów, kiedy Łukaszenka został prezydentem Białorusi.

Jednak pytam o powiązania samych wydarzeń na Białorusi i w Rosji.

– Nie wolno przesadzać z twierdzeniami, że Rosja ma wpływ na wszystko, co odbywa się na Białorusi. Mówiło się, jakoby prowokacje z 2010 r., które w efekcie doprowadziły do izolacji Białorusi na arenie międzynarodowej, były inspirowane przez Rosję. To nieprawda. To wszystko robił reżim Łukaszenki i on sam. Tym bardziej Rosja nie ma nic wspólnego z tym, co zaszło w Mińsku teraz, 25 marca. To wszystko wina wyłącznie Łukaszenki, który panicznie boi się utraty władzy i odpowiedzialności za dopuszczenie się dotychczasowych przestępstw. Jego kompulsywne działania – jak nienormalnego człowieka – powodowane są wyłącznie tym strachem. Na Białorusi i w Rosji sytuacja jest jednakowa. Nie może być inna, o ile struktury siłowe, otoczenie obu politycznych liderów są jednorodne. Nasze narody przeciwko temu protestują paralelnie, to protesty od siebie niezależne. W obu krajach panuje system policyjny. W obu rządzą siła i dyktatura oraz KGB. Różnica jest tylko w rozmiarach.

Potrzebna jest Białoruś Europie?

– Dla takich krajów jak Niemcy, Anglia czy Francja, dla których Białoruś nie jest politycznie ważnym strategicznie obiektem, nie warto psuć stosunków z Rosją w imię Białorusi. Polska znajduje się w zupełnie innej europejskiej sytuacji. Mamy wspólną historię, wspólną pamięć o tym, co zdarzyło się w bliższej i dalszej przeszłości, łączy nas zwykła wspólnota międzyludzka. Dla Polski Białoruś nie tylko jest z tego punktu widzenia potrzebna, ale też niezbędna.

Zatrzymany białoruski opozycjonista

* Uładzimir Niaklajeu – białoruski działacz społeczno-polityczny, wybitny poeta i prozaik. Od 25 lutego 2010 r. był przewodniczącym kampanii społecznej „Mów prawdę!”. Startował jako jeden z kandydatów opozycji na prezydenta Białorusi w wyborach 2010 r., po których nastąpiły liczne represje. W dniu wyborów został pobity do nieprzytomności, a następnie porwany ze szpitala przez nieznanych sprawców. Jest członkiem Białoruskiego Kongresu Narodowego. Wraz z opozycjonistą Mikałajem Statkiewiczem był organizatorem nielegalnego protestu w Mińsku w Dniu Woli (Wolności), czyli 25 marca, kiedy niezależne środowiska na Białorusi obchodzą ogłoszenie Białoruskiej Republiki Ludowej w 1918 r. Przed wydarzeniami 25 marca w Mińsku – w minioną sobotę rano – w drodze powrotnej z polskiego Sejmu został zatrzymany przez służby bezpieczeństwa w Brześciu. W środę (29.03) opuścił szpital, do którego trafił z aresztu, i wrócił do Mińska, gdzie mieszka. Po jego zatrzymaniu nie sporządzono protokołów, a w areszcie był przetrzymywany bezpodstawnie. Przez kilkanaście godzin odmawiano jego rodzinie informacji na temat miejsca jego pobytu, nie miał również możliwości kontaktu z adwokatem. Rozmowę przeprowadziliśmy podczas jego pobytu w brzeskim szpitalu. Protest 25 marca w Mińsku (odbywały się też w innych miastach Białorusi) nie był uzgodniony z władzami, w jego trakcie aresztowano ponad 700 osób, a następnie blisko 150 z nich wymierzono kary aresztu i grzywien.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.