Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Paryski koloryt, emocje, cudownie napisane arie i duety. Opera Pucciniego ma w sobie lekkość, ma też zgrabne libretto. Lekkość nie oznacza jednak: „łatwość”. Bez doborowego zestawu artystów, którzy w muzycznej materii włoskiego kompozytora umieliby poruszać się z młodzieńczą gracją i z wokalnym talentem, wrażenie lekkości znikłoby szybko. Na białostockiej scenie nie tylko nie znika, a zachwyca – za sprawą muzycznych osobowości. Fantastyczne wykonania wielu duetów i arii to jeden z największych atutów premierowego wykonania „Cyganerii” w reż. Marii Sartovej.

Choć początkowo tego nie słychać.

Wesoła gromadka

Historia zaczyna się od sceny w domostwie zamieszkałym przez młodych artystów. Towarzystwo to wesołe, skore do psot i wygłupów, biedujące, ale biedujące radośnie. Przekrzykują się, dowcipkują, dogryzają sobie wzajem, żyją chwilą. To, co minęło – furda, ważne jest to, co za moment. Zimno? Spalmy rękopisy. Obrazy w sumie też, ale nie, zapach będzie nie do wytrzymania. Wesoła gromadka zdąży wspomnieć kochanki, zaplanować sobie wieczór, wyciągnąć butelkę, wyśmiać sprytnie właściciela domu, gdy przyjdzie po komorne. Czas płynie, słów pada wiele, w tle brzmi pięknie frywolna muzyka oddająca ów klimat męskich pogaduszek. Aktorsko to wstęp ciekawy, wokalnie jednak popisać się trudno. I tak płyną muzyczne krótkie frazy, recytatywy, słowa przerzucane czym prędzej. Choć to zadanie dla artystów niełatwe, to jednak w tym miejscu trudno dostrzec jeszcze skalę głosu głównych bohaterów.

Ale niech hałaśliwe towarzystwo wreszcie sobie pójdzie, niech poeta Rodolfo zostanie wreszcie sam ze swym natchnieniem, a raczej brakiem tegoż, niech zastuka do drzwi piękna sąsiadka Mimi, niech rejwach ustąpi kameralnej scenie... I za chwilę już wiadomo, że między tym dwojgiem coś się właśnie wydarza, a to, co się wydarza, tak pięknie zamknięte w nutach Pucciniego – znajdzie ujście i uniesie wszystkich wysoko.

To fantastycznie skomponowany duet, i fantastycznie wyśpiewany przez Andrzeja Lamperta i Iwonę Sobotkę (obsada premierowa). On ma w sobie – i w tej kreacji – dużo łobuzerskiego wdzięku; do roli bohemisty, jak znalazł. Ona – jest skromna, delikatna, ale i silna. A za chwilę okaże się jak wielką dysponują też siłą głosu. Niech tylko Rodolfo zaśpiewa o trwonieniu rymów i duszy biedaka, która staje się duszą milionera. Niech Mimi odpowie pieśnią o haftowaniu róży i tworzeniu poezji za pomocą igły. I oboje mają słuchaczy u stóp. To już nie przerzucanie się żartobliwymi kwestiami, to miłosna opowieść o tym, jak „dusza drży czułością”. Para kochanków patrzy sobie w oczy, ma czas dla siebie, właściwie go zatrzymuje. I oczarowuje słuchaczy.

AGNIESZKA SADOWSKA

Miłość razy dwa

By za chwilę, wraz z resztą towarzystwa znaleźć się w ulicznym rejwachu paryskiej Dzielnicy Łacińskiej.

Taka jest właśnie „Cyganeria” – tu nie ma miejsca na odpoczynek, akcja toczy się wartko, zmieniają się tonacje i relacje. Puccini kontrastuje sceny, zmienia tempo, kameralność przeciwstawia scenom zbiorowym. A to, co eksponuje w kompozycji i muzyce, eksponuje też w miłosnej historii, która tak naprawdę ma tu dwa oblicza. Jest miłość delikatna i czuła, jest burzliwa, zapalczywa i wybuchowa. Mimi i Rodolfo to dla Pucciniego za mało. Wprowadza na scenę Marcella i Musettę – temperamentną i namiętną parę, która rozstaje się i schodzi, żyć bez siebie nie może, i ze sobą też nie, tak jest niezależna i zazdrosna.

I taka właśnie jest Musetta (znakomita Ewa Vesin). Prawdziwa kusicielka, zmysłowa kobieta, nieobliczalna, temperamentna i pewna siebie. Ma świetne wejście. Gdy pojawia się w kawiarni Momus, oczy wszystkich kierują się na nią. A ona sama – jak zresztą za chwilę zaśpiewa – rozkoszuje się tymi spojrzeniami i pożądaniem tłumu. Gdy to śpiewa, wierzy jej się w stu procentach. Odziana w seksowną czerwoną suknię (świetny zabieg kostiumowy) na tle przydymionej szarości Momusa błyszczy jak róża. A że przybywa ze swoim kolejnym utrzymującym ją kochankiem – starowina Alcindoro (w tej roli przekonujący Piotr Nowacki) i doprowadza do furii swojego poprzedniego kochanka – Marcella (ciekawy Szymon Komasa), to i scena dramatyczna gotowa.

To zresztą jedna z najtrudniejszych scen – nie tylko dla wykonawców, lecz także dla odbiorców. Wiele kwestii dzieje się równolegle, czasem trudno wręcz o pełną orientację kto i do kogo właśnie się zwraca: frazy się krzyżują, Musetta i Marcello się kłócą, odrzucony Alsindoro też próbuje zaistnieć, postronni komentują na boku, kompania bohemistów zaśmiewa się do łez, a zagubiona w tym wszystkim Mimi, dopiero wprowadzona do towarzystwa, próbuje się rozeznać w relacji łączącej kłócącą się spektakularnie parę.

Przełamanie tonacji

Dostajemy istny tygiel emocji, intensywny, skrzący feerią barw – zarówno w warstwie wokalnej, aktorskiej, jak i instrumentalnej. Tej emocjonalnej scenie towarzyszy cały czas frywolna, pełna lekkości i humoru muzyka Pucciniego wykonywana przez białostockich filharmoników (w premierowym spektaklu prowadził ich Grzegorz Berniak w ostatniej chwili zastępujący Pawła Kotlę, który rozchorował się tuż przed premierą). Całość niełatwa, w ostateczności wypada ciekawie i bardzo filmowo.

AGNIESZKA SADOWSKA

Choć jednak pod względem muzycznym zdecydowanym czarnym koniem białostockiej inscenizacji są sceny kameralne.

Nim dotrzemy do dramatycznego, poruszającego finału – w którym nieustępujący przez długi czas klimat młodzieńczej beztroski nagle zniknie i już nic nie będzie takie, jak było – takich wyciszonych kameralnych scen będzie jeszcze kilka. Jak ta, której zgnębiona Mimi przychodzi do Marcella, przyjaciela Rodolfa, by się go poradzić. Czy ta scena, w której Mimi, już w objęciach ukochanego, decyduje się podjąć trudną dla siebie decyzję.

To moment, w którym opera Pucciniego wydaje się jakby przełamywać i zmierzać ku czemuś innemu, niż była na początku. Ton błahej zabawy, lekkości, niestałości znika. A historia zaczyna być czymś więcej – opowieścią o wewnętrznych przemianach zachodzących w bohaterach. Marcello potrafi powiedzieć coś mądrego o naturze miłości. Mimi, w poczuciu godności, ma siłę zrezygnować z czegoś dla niej ważnego. Niestała Musetta w obliczu tragedii okaże się dojrzałą kobietą. A Rodolfo poczuje, jak wiele stracił.

O tym też mówi „Cyganeria”: o nieuchronnym wkraczaniu w dojrzałość. Białostocka inscenizacja siłami wykonawców znakomicie potrafiła stworzyć wrażenie młodzieńczej beztroski, feerię najrozmaitszych emocji wibrujących w muzyce, w powietrze, w gestach i głosie aktorów. A w finale – przejście z beztroskiej młodości w poczucie, że coś się skończyło.

Pszczeli ul

Wszystko to pięknie wybrzmiewa w intrygującej ażurowej scenografii Mariusza Napierały. Scenę wypełnia kilkupiętrowa mobilna budowla, która w jednej chwili z domostwa bohemistów potrafi zamienić się w kabaret i restaurację Momus. Zaokrąglone przeszklone ściany z powybijanymi szybami kryją zarówno pracownie, jak i wnętrze restauracji. Budowla ma powybijane szyby, jest w niej coś schyłkowego, ale nadal ma w sobie majestat i intrygujące zakamarki. Życie toczy się w niej nieustannie, na kilku poziomach. A na tle niszczejącej industrialnej przestrzeni emocje dają wrażenie intensywniejszych.

AGNIESZKA SADOWSKA

To miejsce symboliczne, bardzo konkretne, mające swój odpowiednik we francuskiej przestrzeni – swoista mekka artystów w Paryżu lat 30. Inspiracją dla białostockiej dekoracji stał się powystawowy budynek – La Ruche (pszczeli ul), w którym tętniło życie artystyczne nieformalnej grupy zwanej École de Paris. W obiekcie bez wody, bez ogrzewania, działającym poniekąd w stylu współczesnego squatu, pracowali artyści najróżniejszych grup artystycznych, a wśród nich także Chagall, dzieląc się każdym zarobionym groszem. Budynek istnieje do dziś.

Maria Sartova postanowiła go przywołać w swojej inscenizacji. A jednocześnie paryskiemu klimatowi „Cyganerii” nadać nieco inny wymiar – akcja dzieła Pucciniego chronologicznie została przesunięta o blisko sto lat do przodu. Czyli z okresu balzakowskiego w czas dwudziestolecia międzywojennego. Po co? Sartova – reżyserka i wieloletnia śpiewaczka operowa, jedna z ostatnich uczennic wybitnej Ady Sari, od 40 lat mieszkająca w Paryżu – uznała, że nieprawdopodobnie twórczy okres lat 30. będzie zdecydowanie bliższy czasom współczesnym. Że dzięki temu białostocka „Cyganeria” nie zamknie się w ciężkości kostiumów ani w patosie, a zyska lekkość.

I miała rację.

W „Cyganerii” grają też kostiumy nawiązujące do lat 30. pieczołowicie przygotowane przez Agatę Uchman. Kostiumolog inspirowała się zdjęciami Brassaia fotografującego codzienność Paryża lat 30., we mgle, w deszczu, w mroku, co powodowało, że jego zdjęcia charakteryzowały się złagodzonymi kontrastami, zyskiwały inne światło, dając iluzję filmowości. Ta iluzja jest zresztą dość wyraźna w całym spektaklu – widać tu nawiązania wizualne do klasyki francuskiego kina lat 30. Wszystko sprawia wrażenie, jakby było z lekka przydymione, przymglone, w miękkim światłocieniu.

Na takim tle – wyrazistym, a jednocześnie pozbawionym nachalności, podwójna historia miłosna zyskuje jeszcze bardziej intensywny wymiar.

***

Spektakl wykonywany jest w języku włoskim z polskimi napisami. Czas trwania – trzy godziny, w tym 2 przerwy po 25 minut. Premiera – 24 marca, godz. 19.

GIACOMO PUCCINI – CYGANERIA (LA BOHÉME)

Libretto: Luigi Illica i Giuseppe Giacosa (na podstawie „Scen z życia cyganerii” Henri Murgera)

Premiera w Operze i Filharmonii Podlaskiej – 24 marca 2017;

Prapremiera: 01/02/1896, Teatro Regio, Turyn; Premiera polska: 1898, Warszawa

Twórcy:

Dyrygent: Paweł Kotla/Grzegorz berniak

Reżyseria – Maria Sartova

Scenografia – Mariusz Napierała

Kostiumy – Agata Uchman

Choreografia – Jarosław Staniek

Reżyseria świateł – Maciej Igielski

Kierownik chóru – Violetta Bielecka

Kierownik chóru dziecięcego – Ewa Barbara Rafałko

Współpraca muzyczna / II dyrygent – Grzegorz Berniak

Współpraca choreograficzna – Katarzyna Zielonka

Asystent reżysera – Justyna Schabowska

Pianista-korepetytor / Opieka wokalna – Tetyana Dranchuk

Producent – Damian Tanajewski oraz Opera i Filharmonia Podlaska

Przekład polski libretta – Maria Sartova

Autor plakatu – Tomasz Bogusławski

Obsada

Rodolfo – Rafał Bartmiński | Andrzej Lampert

Mim? – Iwona Sobotka | Marcelina Beucher

Marcello – Szymon Komasa | Tomasz Rak

Musetta – Ewa Vesin | Ewa Majcherczyk

Colline – Remigiusz Łukomski | Wojtek Gierlach

Schaunard – Arkadiusz Anyszka | Patryk Rymanowski

Parpignol – Paweł Cichoński | Wojciech Ziółkowski

Alcindoro – Piotr Nowacki | Bogdan Kordy

Benoit – Grzegorz Szostak | Krzysztof Szyfman

Celnik – Dominik Kujawa | Krzysztof Szyfman

Sierżant – Bartłomiej Łochnicki | Bogdan Kordy

Chór i Orkiestra Opery i Filharmonii Podlaskiej

Chór Dziecięcy Opery i Filharmonii Podlaskiej

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.