Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W jej reportażu znalazł miejsce skrywany przez wiele lat temat tabu – przymusowych ewakuacji ludzi przerażonych nadejściem wojsk niemieckich i uciekających w głąb Rosji. Choć wcześniej pojawiały się publikacje na ten temat, to tak naprawdę dopiero Aneta Prymaka-Oniszk wydobyła exodus z niebytu – jej książka jest pierwszą publikacją wydaną przez wydawnictwo ogólnokrajowe.

Białostocką nagrodę literacką - statuetkę i 25 tys. zł (brutto) laureatka odebrała w piątkowy wieczór (24.03) w Centrum im. Zamenhofa - z rąk prezydenta Tadeusza Truskolaskiego. Nagrodę otrzymała "za pionierskie opracowanie tematu bieżeństwa oraz za doskonały reportaż historyczny, który łączy perspektywę lokalną z uniwersalnym doświadczeniem uchodźstwa".

- Ta książka została nominowana nie tylko za opowieść o utracie, ale też za cudowną i piękną, także przerażającą lekcję, jaką nam Pani dała w tym zmiennym, nieprzewidywalnym dzisiejszym świecie- mówił Marek Kochanowski, przewodniczący Kapituły Nagrody.

Aneta Prymaka-Oniszk jest dziennikarką, publikowała m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Polityce”, „National Geographic”, kwartalniku „Karta”. Współuczestniczyła w tworzeniu Centrum Nauki Kopernik; była rzeczniczką prasową podczas budowy i otwierania instytucji. Od 2014 roku prowadzi stronę internetową biezenstwo.pl.

 W tym roku do nagrody zgłoszono 22 publikacje. Z tej liczby ostatecznie nominowano jej książkę oraz „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk, „13 sztuk” Piotra Janickiego i „Eteromankę” Szymona Teżewskiego.

AGNIESZKA SADOWSKA

A więc to się naprawdę zdarzyło!

Bieżeństwo nie dawało jej spokoju – to część jej rodzinnego dziedzictwa. Nie zdążyła o wszystko zapytać babci.

– Zmarła, gdy miałam 7 lat. Jej opowieści gdzieś zapadały mi w pamięć. Mieszała mi się historia rzeczywista z nierzeczywistą. Jakaś podróż do Rosji. Jakieś olbrzymie arbuzy. Cudowne krajobrazy - opowiadała Aneta Prymaka-Oniszk kilkanaście dni wcześniej na na spotkaniu z nominowanymi do Nagrody.

Ale przez takie historie przebijały się też obrazy, których nie rozumiałam

- Trupy wynoszone z pociągu, zboże płynące rzeką. Te dziwne opowieści wzbudzały jednak mój zachwyt. Bo to była trochę taka mroczna baśń. Moje własne kilkuletnie córki chcą, bym czytała im tę książkę. W tym wieku takie historie tak się właśnie odbiera. W baśniach jest groza, księżniczce też przecież ucina się palce. Taka jest natura baśni i ja tych babcinych opowieści też słuchałam jak baśń. Przez lata to gdzieś we mnie było - mówiła Aneta Prymaka-Oniszk. -  Pamiętam jaki przeżyłam szok, gdy na studiach, w bibliotece zobaczyłam słowo „bieżeństwo” na piśmie. To był szok. I pierwszy znak, że to, o czym słyszałam, było jednak czymś rzeczywistym. A więc to się naprawdę zdarzyło! Okazało się, że takich ludzi, którzy, jak ja, nie chcą o bieżeństwie zapomnieć, jest naprawdę dużo. Zastanowiło mnie jak to jest, że takie myśli wracają w najmniej oczekiwanym momencie. W moim przypadku wątek osobisty był motorem napędowym. Świadomość, że moja historia wpisała się w historię milionów ludzi – opowiadała Aneta Prymaka- Oniszk.

Historia niesłychanie aktualna

Początkowo pisała dla siebie. Spisywała opowieści potomków bieżeńców, udostępniała na rozrastającym się ciągle portalu biezenstwo.pl, a po kilku latach – zamieniła w książkę.

– Bieżeńcy uciekali w panice i strachu, z myślami: co dalej. Ci, którzy słyszeli, że bieżeńcy nadchodzą – też byli przestraszeni. Gdy się patrzy na bieżeństwo z perspektywy historii, widać, jak bardzo wiele współczesnych lęków było już wtedy, sto lat temu – uważa Aneta Prymaka-Oniszk. Wydawnictwo choć otrzymało gotowy tekst, którego wcześniej nie zamówiło – postanowiło książkę wydać również i z tego powodu. – Redaktorzy stwierdzili, że kompletnie tej historii nie znali, a jest ona bardzo ważna i niesłychanie aktualna w dzisiejszych czasach, w kontekście kryzysu uchodźczego. Faktycznie jakoś tak jest, że model uchodźcy jest uniwersalny.

Niezależnie od czasu, w którym żyje uchodźca – jest nadal przestraszonym człowiekiem, przeżywa trudy, niedostatki, nie czuje się bezpiecznie.

Temat bieżeństwa dotyka głęboko nawet współczesnych mieszkańców Białostocczyzny – to nasza wspólna historia, historia pogranicza, Podlasia, tylko przez ostatnie stulecie spychana gdzieś głęboko. A przecież wpływająca na nas i współtworząca tożsamość współczesnej Białostocczyzny.

Jedną ze zgłoszonych do nagrody książek jest  'Bieżeństwo 1915' Anety Prymaki-OniszkJedną ze zgłoszonych do nagrody książek jest 'Bieżeństwo 1915' Anety Prymaki-Oniszk Fot. czarne.com.pl

Opowieści

Przez lata Prymaka-Oniszk zbierała opowieści potomków bieżeńców.

Skrzętnie notowała. Jak po wioskach we wschodniej części Polski zaczęła się nieść wieść, że nadchodzący niemieccy żołnierze będą gwałcić głównie prawosławne kobiety i zabijać mężczyzn.

Jak przestraszeni mieszkańcy zaczęli ładować na wozy co się da, zostawiali domy i zaczynali ucieczkę w głąb Rosji – w sumie z Polski wyjechać mogły nawet dwa miliony ludzi. Jak wędrowali razem z wycofującymi się wojskami rosyjskimi – katolicy, prawosławni, Żydzi, chłopi, ale panowie też.

Jak wybuchały epidemie, masowo umierały dzieci, a na poboczach przemierzanych dróg zostawały ich ciała. Jak na wsiach gdzieś na Syberii, w okolicach Kirgizji i Turkmenistanu, uciekinierzy próbowali budować na nowo swoje życie.

I jak nic z tego budowania nie wyjdzie, bo przecież kilka lat później wybucha rewolucja i trzeba znów uciekać/wrócić do Polski. Która też jest już innym miejscem, bo przecież odradza się na nowo i całkowicie przeformatowuje. Więc choć wracają, to powrót jest kolejnym dramatycznym przeżyciem.

Bieżeniec. A może to szpieg?

Jak tłumaczy fakt, że temat bieżeństwa dopiero po stu latach trafił do szerokiej świadomości?

– Czynników jest wiele. Po pierwsze: bieżeństwo to czas I wojny światowej, o której u nas mówi się w kontekście odzyskania przez Polskę niepodległości. A w tę historię bieżeństwo w ogóle się nie wpisuje. Po prostu nie ma znaczenia. Po drugie – bieżeństwo to historia chłopów. A chłopów wtedy nikt nie zauważał. Dopiero po długim czasie zaczęto spoglądać na nich jak na osoby, które mogą mieć w ogóle jakąś historię. Dopiero gdy z tułaczki wrócili, odbudowali swoje życia, gdy potomkowie migrowali do miast, zaczynali się kształcić – dopiero pytają o historię. A że to historie chłopskie, ludowe, to i nie spisane. Trzeba szukać, pytać – mówiła na spotkaniu z nominowanymi do nagrody Aneta Prymaka-Oniszk. – Dodatkowo bieżeńcy byli najczęściej prawosławnymi chłopami, co też komplikowało mówienie o historii. W PRL nie było miejsca na mniejszości. Z różnych powodów ten temat nie był dobrze przyjmowany. A więc o nim nie mówiono. Z kolei czas wcześniejszy – lata 20.-te – to też lęk przed komunizmem. Zdarzało się, że o osobach, które wróciły z Rosji, mówiono: a może to szpieg? Wszystkie te czynniki sprawiały, że do świadomości publicznej bieżeństwo przeniknęło bardzo późno, właściwie dopiero po stu latach. Choć trzeba pamiętać, że moja książka nie jest pierwszą publikacją na ten temat. Wcześniej, chyba w 2000 roku, materiał na ten temat wydała Niwa. Moja książka to reportaż i pierwsza publikacja na ten temat wydana przez wydawnictwo ogólnokrajowe.

***

Laureata Nagrody Literackiej im. Kazaneckiego wytypowała kapituła Nagrody w składzie: Halina Kazanecka, Dariusz Kiełczewski, Jarosław Klejnocki, Marek Kochanowski, Katarzyna Sawicka-Mierzyńska, Justyna Sobolewska, Danuta Zawadzka oraz Anna Pieciul – sekretarz kapituły.

Jedną ze zgłoszonych do nagrody książek jest  'Bieżeństwo 1915' Anety Prymaki-OniszkAGNIESZKA SADOWSKA

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.