Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przed Sądem Rejonowym w Białymstoku zaczął się proces w sprawie najgłośniejszego przekrętu ostatnich lat. Oszuści podszyli się pod firmę B będącą wykonawcą jednej z inwestycji drogowych w regionie, podali PZDW fałszywe konto, zarząd im zapłacił – w dwóch ratach wiosną 2015 roku – niebagatelną kwotę.

Kto ukradł pieniądze? Do dziś nie wiadomo. Złodzieje rozpłynęli się w powietrzu. Śledztwo trwało półtora roku, aż zostało zawieszone, bo śledczy z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku czekają na pomoc prawną z zagranicy (prawdopodobnie pieniądze przeszły przez banki w Rumunii i Wielkiej Brytanii).

Każdy odpowiada za jakiś wycinek

– Nie można znaleźć sprawcy i dlatego to moja klientka została pociągnięta do odpowiedzialności – uważa mecenas Juliusz Kołodko, obrońca oskarżonej byłej księgowej PZDW. Nie ma wątpliwości, że jest ona kozłem ofiarnym.

Anna F. straciła pracę, a teraz jest już na emeryturze. Nie przyznaje się do winy. Odmówiła składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Mówi, że przez stres związany z tą sprawą bardzo pogorszył się jej stan zdrowia.

Sędzia Andrzej Kochanowski odczytał wyjaśnienia składane przez nią na etapie postępowania przygotowawczego.

Wynika z nich, że kobieta jest co najmniej zdziwiona, że to ją obarcza się odpowiedzialnością, podczas gdy „nie jest możliwe sprawdzenie wszystkiego przez jedną osobę”. Podawała nawet przykład – że przecież nie jedzie sama w teren i nie sprawdza, czy dany odcinek drogi faktycznie został wykonany, tylko opiera się na pracy stosownego wydziału.

W śledztwie kobieta tłumaczyła, jak wyglądała procedura związana z wykonywaniem przelewów. Jej podstawowym zadaniem było sprawdzanie kompletności na fakturze podpisów uprawnionych pracowników poszczególnych wydziałów. Ufała informacjom, które trafiały do jej podpisu, że zostały merytorycznie sprawdzone.

Fałszywy mail i telefon

Według prokuratury pierwszy trefny przelew poszedł na konto oszustów w marcu 2015 roku, było to około 640 tys. zł. Była księgowa opowiadała, że teczkę z przelewami przyniosła do niej pracownica wydziału finansowego i przekazała, że jest w niej m.in. oświadczenie spółki B o zmianie numeru konta bankowego. Dodała, że naczelniczka wydziału dostała także z tej firmy telefon z potwierdzeniem o zmianie.

– Przyjęłam informację jako sprawdzoną przez wydział. Nie mogłam przewidzieć, że coś jest nie w porządku... – mówiła prokuratorowi Anna F.

Następnie w kwietniu sytuacja się powtórzyła, tyle że oszuści zażyczyli sobie o wiele większą wypłatę – ponad 3 mln 100 tys. zł. Oskarżona przekonywała w śledztwie, że gdy przyszła do niej w tej sprawie pracownica wydziału i zapytała: „A co z tą drugą fakturą, przelewać na nowy rachunek?”, ona odpowiedziała jej: „Skoro został zmieniony, to chyba tak”.

Wszystko wydało się niebawem, gdy pracownik B zadzwonił z pytaniem, dlaczego nie mają jeszcze pieniędzy na koncie. Przysłano mu dowody przelewów, a on na to: – To nie nasz rachunek!

Przerażona Anna F. pobiegła do naczelniczki wydziału finansowego, dowiedziała się, że nie ma oryginału oświadczenia o zmianie rachunku, tylko e-mail, który przyszedł na adres naczelniczki, i na dodatek różnił się szatą graficzną od innych z tej firmy. W załączniku była informacja wraz ze skanem oświadczenia o zmianie rachunku do rozliczeń. W treści maila dane teleadresowe tej firmy, NIP, REGON, KRS i nowy numer rachunku bankowego.

Niech emerytka odda

– Wprowadzenie do obiegu falsyfikatu skutkowało wprowadzeniem mnie w błąd – oskarżona jest przekonana, że to ona jest pierwszą ofiarą oszustów.

Wyłudzone na podstawie fałszywej dyspozycji pieniądze – dokładnie kwota 3 749 598 zł – zostały przetransferowane na inne, zagraniczne konta. Tymczasem samorząd województwa podlaskiego (któremu podlega PZDW i który jako poszkodowany ma status oskarżyciela posiłkowego w tej sprawie) domaga się w procesie orzeczenia naprawienia szkody. Czyli chce, by oskarżona emerytka zwróciła mu całą sumę.

Oprócz tego Annie F., która ma zarzut niedopełnienia obowiązków, działania na szkodę interesu publicznego i nieumyślnego wyrządzenia szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, grozi do dwóch lat pozbawienia wolności.

Na kolejnej rozprawie, wyznaczonej na początek maja, zeznawać mają kluczowi świadkowie, m.in. była już naczelniczka wydziału finansowego (straciła pracę) oraz wciąż ten sam dyrektor PZDW.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.