Barania skóra, złączone kciuki, imam śpiewający tekbiry rozpoczynające się od słów Allahu Akbar. W tatarskiej ceremonii ślubnej czuć tchnienie Orientu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tak było przed laty, prawie dokładnie tak samo jest i dziś. Polscy Tatarzy, jedna z najmniejszych grup etnicznych, stoją na straży tradycji. Ale tradycji pojemnej, łączącej zasady islamu ze zwyczajami polskimi czy białoruskimi, bo przecież mieszkają na tych ziemiach od ponad 600 lat.

Kopalnią wiedzy o niej jest album wydany przez Muzułmański Związek Religijny.

– Mamy dzisiaj wyjątkową okazję, aby w swoisty sposób, wizualnie i duchowo potowarzyszyć tatarskim ślubom, spojrzeć w twarze wybranków, zadumać się nad ludzką historią utrwaloną na fotografiach. Oto nasi krewni, znajomi, bliscy, znani i nieznani, poważni i uśmiechnięci, spokojni i zdenerwowani, wszyscy wkraczający na nową drogę życia – pisze w słowie wstępnym Tomasz Miśkiewicz, mufti Rzeczypospolitej Polskiej, przewodniczący Najwyższego Kolegium Muzułmańskiego MZR w RP. Dodaje, że album powstał z pragnienia zachowania dla potomnych obrazu tatarszczyzny w tym właśnie wyjątkowym momencie.

Podczas środowej promocji albumu w Muzeum Historycznym Musa Czachorowski, poeta, dziennikarz i redaktor wydawnictw MZR podkreślał, że ten album to dowód na istnienie społeczności tatarskiej w Polsce i ważny dokument kulturoznawczy, religioznawczy, etnologiczny.

Skolko posahu, stolka nikahu

Powstał dzięki staraniom trzech autorek: Barbary Pawlic-Miśkiewicz, Anny Mucharskiej i Lilli Świerblewskiej, i dzięki tym wszystkim, którzy otworzyli przed nimi albumy rodzinne. Znaczna część wydawnictwa stanowią bowiem fotografie – wybrane spośród ponad dwustu, zgromadzonych podczas pracy nad albumem. Najstarsze pochodzą z lat trzydziestych XX wieku, najnowsze – z 2012 roku.

Ze wzruszeniem oglądały swoje ślubne zdjęcia pary małżeńskie obecne podczas promocji albumu. Przypominały, jak razem z małżonkiem „brały sobie cały świat”. I pewnie jeszcze z dumą będą książkę pokazywać wnukom.

Ale oprócz emocji, zawiera ona dokładny opis ceremonii, i to według dwóch wzorców – imama Stefana Mustafy Jasińskiego oraz muftiego Tomasza Miśkiewicza. Rzecz nie do przecenienia.

Zgodnie z islamem małżeństwo nie jest sakramentem, ale formą umowy międzyludzkiej. Do jej zawarcia potrzebni są świadkowie, i z nimi młodzi stają przed imamem lub osobą uprawnioną do udzielania ślubów. Imam pyta, czy obie strony z własnej woli pragną zawarcia umowy małżeńskiej. Wygłasza kazanie, następuje przysięga i wymiana obrączek. Całość zaślubin, w języku arabskim zwanych nikah, kończy recytacja sury al-Fatiha oraz modlitwa intencyjna dua. W czasie spisywania umowy pan młody podaje wysokość podarunku małżeńskiego, wiana, które ofiaruje narzeczonej. Mufti Miśkiewicz opowiada, że często mężczyzna na pytanie imama, ile przekazuje mahru, odpowiadał żartobliwie: – Skolko posahu, stolka nikahu [tyle, ile narzeczona wniesie sama do małżeństwa – red.].

Wśród swoich

Tatarzy trzymali się niegdyś zasady endogamii, w której chodzi o zawieranie małżeństw wewnątrz własnej grupy. Przed wojną w jej ścisłym przestrzeganiu pomocna była instytucja swata – były nawet ich dwie kategorie: wojewódzki i powiatowy. Później stopniowo od niej odchodzono, bo wielu Tatarów pozostało na terenach obecnej Litwy i Białorusi, część osiedliła się w rozproszeniu na Ziemiach Odzyskanych i Pomorzu, a i trudno było znaleźć w niewielkiej liczebnie grupie niespokrewnionego partnera. Dziś czasy się zmieniły, ale zdarza się, że starsze pokolenie ubolewa nad tym, że młodzi biorą sobie kogoś „obcego”, spoza grupy. Halina Szahidewicz przyznaje: – Z mego pokolenia były takie przypadki, gdy rodzice kategorycznie sprzeciwiali się małżeństwu, łącznie z przekleństwem syna.

A jak działał niegdyś swat? Spotykał się z rodziną wybranki i sprawdzał szanse mężczyzny. Dopiero wtedy, gdy wszystko było dogadane, chłopak mógł prosić rodziców o rękę dziewczyny. Dzień i godzinę ślubu wyznaczał imam, posługując się zapisami ze starych chamaiłów, sprawdzał, które dni są „niechsiowe” (od arabskiego słowa nahs, czyli nieszczęście). Współcześnie Tatarzy nie są aż takimi fatalistami.

Proszę zaharemić pannę młodą

W domu pana młodego spotykają się mężczyźni: ojciec, bracia, dwóch świadków (wekilów), imam. Zbierają się wokół stołu nakrytego białym obrusem, na którym powinny być ustawione: Koran, chleb, sól i szklanka z wodą. Imam w prawej dłoni trzyma chamaił lub Koran, a lewą dłonią ujmuje rękę młodego. Pozostali dołączają do nich, tworząc korowód. Okrążają stół co najmniej trzy razy, a imam recytuje sury.

Potem wyprowadzają pana młodego z domu (lepiej, by nie zawracał) i kiedyś zmierzali razem do domu narzeczonej, gdzie odbywał się ślub (dziś jest to raczej urząd stanu cywilnego, a potem sala weselna, albo meczet w Bohonikach lub Kruszynianach). Wchodzącego młodego witano chlebem i solą, obsypywano ziarnem (to zwyczaj białoruski). Było żartobliwe targowanie o oddanie panny i błogosławieństwo rodziców.

Oddajecie? Oddajemy! Bierzecie? Bierzemy!

Wiele zwyczajów nie zmieniło się ani na jotę.

Podczas ślubu młodzi stoją na baraniej skórze (symbolizuje bogactwo i pomyślność), ułożonej tak, by byli skierowani w stronę Mekki. Po kazaniu splatają prawe dłonie, łącząc ze sobą kciuki. Jeśli żaden nie będzie wystawał, żaden z małżonków nie będzie dominował. Imam zwraca się do jednej z drużek: – Proszę zaharemić pannę młodą [zasłonić jej twarz welonem – red.]

Mufti wspomina, że kiedyś imam pytał świadków ze strony panny młodej:

– Oddajecie?

Oni odpowiadali: – Oddajemy!

A do świadków ze strony pana młodego: – Bierzecie?

– Bierzemy!

Dziś świadkowie po prostu potwierdzają, że słyszeli oświadczenia woli. Można wymienić obrączki, wypowiadając słowa przysięgi o wierności i prawdomówności, o miłości i troszczeniu się przez całe życie.

Na stole cały czas leży – oprócz Koranu, chleba, soli i wody – sadoga, słodki poczęstunek np. w postaci cukierków. Przykryta jest chusteczką, żeby – jak mówi mufti Miśkiewicz – nie wniknęły w nią złe duchy, dżiny. Właśnie teraz powinna być rozdana sprawnie i bez ociągania wszystkim gościom. Tak kończy się ceremonia zaślubin i może zacząć weselisko, z ludowymi oczepinami o północy. Na stołach nie ma rzecz jasna wieprzowiny, za to np. pierekaczewniki z mięsem, albo serem i rodzynkami, kołduny lub bułki drożdżowe.

Suknie ślubne zmieniają się zgodnie z modą, podobnie jak i garnitury, jednak u pana młodego i świadków jeden element jest stały – obowiązkowe nakrycie głowy. Jeśli nie były to kapelusze, to chociażby chusteczka z zawiązanymi rogami, a teraz zazwyczaj są to małe czapeczki zwane tiubietiejkami.

***

Korzystałam z książki „Tatarskie love story. Rytuały przejścia Tatarów polskich. Ślub”, wydanej przez Muzułmański Związek Religijny w Białymstoku, dzięki dotacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Powstaną jeszcze dwie kolejne publikacje z cyklu rytuałów przejścia: na temat azanu (ogłoszenia imienia nowonarodzonego dziecka) oraz pogrzebu.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem