Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Międzynarodowa organizacja działająca na rzecz wolności mediów prezentuje tę listę w formie ponurej galerii portretów "drapieżników", wyliczając ich preferowane "techniki polowania", ofiary, oficjalne sposoby maskowania zbrodni. Jedni torturują i zabijają, inni aresztują i wtrącają do więzień, a jeszcze inni mają metody bardziej wysublimowane - np. sankcje finansowe.

Christophe Deloire, sekretarz generalny RSF, powiedział, że sposobem na przerwanie błędnego koła bezkarności mogłoby być powołanie przez ONZ specjalnego przedstawicielstwa strzegącego dziennikarzy.

Park Jurajski sowietów

Większość nazwisk na liście to dobrze znani prezydenci i premierzy takich krajów, jak: Singapur, Tajlandia, Kuba, Erytrea, Burundi, Kongo czy Sudan Południowy. Ale są i nowi. Do grona dołączył np. turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan, który kontroluje większość mediów w kraju.

Przygotowana przez RSF wizytówka prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki przedstawia go jako drapieżnika od 1994 roku, co pięć lat wygrywającego wybory miażdżącą większością głosów. Zdaniem obrońców praw człowieka jego technika to sowiecki styl oskarżenia, a Białoruś pod jego rządami uważana jest za "Park Jurajski ery sowieckiej". Co prawda teraz już nie dochodzi do takich kryzysów jak w 2011 roku, kiedy zatrzymano około 100 dziennikarzy (zostali już uwolnieni), ale tak naprawdę niewiele się zmieniło. Zagranicznym dziennikarzom odmawia się akredytacji, przedstawiciele mediów nękani są przez usłużny system - podporządkowaną władzy prokuraturę i sądownictwo. Cała para władzy idzie teraz w próby kontrolowania internetu - blokowane są niezależne witryny, użytkownicy - monitorowani, a konta opozycjonistów w mediach społecznościowych - likwidowane.

Według organizacji broniącej wolności prasy w 2015 roku władze Białorusi nałożyły 28 grzywien na niezależnych dziennikarzy za "nielegalne produkowanie i rozpowszechnianie treści". W więzieniu nadal przebywa jeden dziennikarz. To Eduard Palchys, bloger, który siedzi za kratami od 23 stycznia 2016 roku. Organizacje broniące praw człowieka uznały go za więźnia sumienia.

Ze względu na te wszystkie naruszenia Białoruś została sklasyfikowana na 157. miejscu na 180 państw w międzynarodowym Rankingu Wolności Prasy za 2016 rok. To najgorsze miejsce wśród krajów europejskich.

Niektórym dyktatura nie przeszkadza

Część polskich polityków przymyka na to oko. W sierpniu tego roku do Mińska pojechała delegacja parlamentarzystów na czele z wicemarszałkiem Ryszardem Terleckim z PiS. Nawiązała kontakty z Izbą Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego Białorusi nieuznawanej przez kraje UE od 1996 r. Było to tuż przed wyborami, w trakcie których - zdaniem niezależnych obserwatorów - znowu doszło do wielu nadużyć i nieprawidłowości. Choć nie były one w pełni demokratyczne, tym razem do Izby Reprezentantów weszły dwie opozycyjne deputowane.

Także pochodzący z Podlasia poseł PSL Mieczysław Baszko nie stroni od wizyt na Białorusi. Jeździł tam i "nawiązywał kontakty" jeszcze jako marszałek województwa podlaskiego, wtedy, gdy białoruskie władze były bojkotowane za łamanie zasad demokratycznych. W ostatnich miesiącach ten klimat zmienił się za sprawą większej otwartości na Białoruś PiS, w co podlaski poseł PSL włącza się chętnie. Niedawno np. uczestniczył w Mińsku na XX Jubileuszowym Białorusko-Polskim Forum Gospodarczym "Dobrosąsiedztwo - 2016", które otworzył m.in. wicepremier Mateusz Morawiecki.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.