W tym roku, nieco wcześniej niż zwykle, rozpoczęła się szósta edycja Nagrody im. dr. Krzysztofa Kanigowskiego. Rodzina i przyjaciele nieżyjącego chirurga kolejny raz poszukują medyka, który leczy nie tylko za pomocą wiedzy, ale też dobrym słowem, empatią i uśmiechem. O tym, czy było warto i jak po tych sześciu latach wygląda służba zdrowia, mówi w rozmowie z "Wyborczą" Ewa Kanigowska-Gedroyć, córka patrona
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Agnieszka Domanowska: Kolejny rok, kolejna edycja nagrody. Czy mogłaby pani podsumować sześć lat poszukiwań następcy ojca?

Ewa Kanigowska-Gedroyć: - Gdy zaczynaliśmy przed sześciu laty, nie spodziewaliśmy się, że społeczny odbiór naszego przedsięwzięcia będzie tak pozytywny. Okazało się, że wśród pacjentów jest wielka potrzeba wyrażenia wdzięczności tym lekarzom, którzy oprócz tego, że dobrze leczą, odnoszą się do pacjentów ze szczególną wrażliwością, troską i empatią. Jak się popularnie mówi: leczą człowieka, nie tylko chorobę. Za sprawą nagrody powstał i ugruntował się zwyczaj wyróżnienia takich lekarzy. Wielu z nich traktuje swój zawód jako misję, są oddani pracy i ludziom. Nagroda im. dr. K. Kanigowskiego pokazuje jasną stronę zawodu lekarza, pokazuje lekarzy, którzy - mimo rozmaitych trudności - mogą być wzorem postępowania. Pokazuje, jak można poprawić relacje lekarze - pacjenci.

Czy widzi pani jakieś zmiany w polskiej służbie zdrowia? Czy nie jest pani przykro, kiedy co chwilę pojawiają się takie informacje jak śmierć dziecka, któremu szpital odmówił pomocy czy pijany ordynator na dyżurze?

- To przypadki smutne i skrajne. Dramatycznie pokazują, jak ważny i delikatny jest to obszar, z jaką uwagą należy podchodzić do każdego pacjenta. Większość lekarzy wie o tym. Niestety, większość to nie wszyscy. Ofiarami takich wypadków są przede wszystkim pacjenci, ale to również całe środowisko medyczne, na które pada cień "złych lekarzy". Jest wiele przyczyn proceduralnych, które sprzyjają złym praktykom medycznym: na przykład brakuje całościowej oceny skuteczności leczenia w wykonaniu konkretnego lekarza; dopuszcza się, aby lekarz pracował na wielu etatach, co skutkuje pośpiechem i sprzyja niedbałości; uznana jest za normalną czasami niejasna sytuacja, gdy lekarz przyjmuje w gabinecie prywatnym, leczy w szpitalu państwowym. Do tego dochodzi jeszcze praca pozostałego personelu medycznego - pielęgniarek, obsługi administracyjnej. Często pacjent widzi lekarza tylko na obchodzie, a potem bywa, że jest narażony na niemiłe kontakty z pielęgniarkami i pielęgniarzami. Proszę mnie źle nie zrozumieć - wśród nich jest także wiele świetnych osób, oddanych swemu zawodowi pomimo złych warunków zatrudnienia. Ale niestety, przypadki złego traktowania, niemiłego, są jednak dość częstym zjawiskiem. Sama byłam w takiej sytuacji, kiedy zmarł mój tata. Najpierw lekarz na OIOM-ie, gdzie ojciec zmarł, nakrzyczał na mnie, że przyszłam po kartę zgonu na oddział, a potem byłam traktowana jak natrętny intruz, odsyłana od pokoju do pokoju. Pytam, jak to możliwe?

W interesie wszystkich lekarzy jest zmiana nastawienia do tego, co niewłaściwe, o czym oni sami wiedzą najlepiej. Podoba mi się dawne powiedzenie, które było w codziennym użyciu: porządny człowiek. Nagroda im. dr. K. Kanigowskiego pokazuje światu niektórych "porządnych lekarzy". Oczywiście nie jesteśmy w stanie pokazać wszystkich takich praktyk.

Jak postrzega pani relację pacjent - lekarz?

- Relacje pomiędzy lekarzami a pacjentami są obrazem wszelkich relacji społecznych i publicznych w Polsce. Niestety, przeważają emocje negatywne, nieufność i bezwzględność, z jaką się nawzajem traktujemy w osiąganiu osobistych celów, chciwość i arogancja, trudność w dostrzeganiu rzeczy dobrych i pożytecznych oraz wspieranie ich. W służbie zdrowia to po prostu widać jak pod mikroskopem, bo dotyczy życia i zdrowia. Dla nas ważne jest, że pacjenci zgłaszają lekarzy do nagrody, dołączając osobiste uzasadnienie. Konkretni lekarze dowiadują się, jak są odbierani, za co są cenieni i szanowani. Treści te przenikają do szerszej opinii publicznej. To uświadamia skutki działań i - mam nadzieję - motywuje do zmian.

Chcę podziękować wszystkim pacjentom, lekarzom, wolontariuszom i fundatorom nagrody zaangażowanym w nasze prace.

Zachęcam do zgłaszania lekarzy do kolejnej edycji nagrody!

Jak zgłaszać lekarzy?

Formularze zgłoszeniowe są dostępne na stronie internetowej http://doktorkanigowski.pl/. Można je wysłać drogą online lub wydrukować i wysłać na adres: Gazeta Wyborcza Białystok, ul. Branickiego 17a, 15-085 Białystok, z dopiskiem: Nagroda im. dr. Krzysztofa Kanigowskiego.

O patronie

Dr Krzysztof Kanigowski (1942-2008). Urodził się 11 kwietnia 1942 roku w Wilnie. W tym czasie jego ojciec, Zygmunt Kanigowski, neurolog pracujący przed wojną w Uniwersytecie Stefana Batorego, pełnił odpowiedzialne funkcje w wileńskiej AK. W 1945 roku w ramach repatriacji cała rodzina, poprzez Białystok, trafiła do Olsztyna, gdzie Krzysztof uczył się w szkole podstawowej. Od 1954 roku mieszkał w Białymstoku, jego ojciec został kierownikiem Kliniki Neurologii AMB. Tu ukończył szkołę podstawową i liceum oraz odbył studia medyczne, uzyskując dyplom lekarza w 1965 roku. Poświęcił się chirurgii i na stałe związał z Oddziałem Chirurgii Szpitala Wojewódzkiego im. Śniadeckiego w Białymstoku. W latach 2001-2006 kierował oddziałem chirurgii. Zmarł 10 listopada 2008 roku po skomplikowanej operacji naczyniowej.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem