Jagiellonia jako jedyny zespół w ekstraklasie zdobył komplet punktów w trzech pierwszych kolejkach. - Jesteśmy zadowoleni, ale trzeba pracować nad mankamentami, bo ich też nie brakuje - mówi trener Ireneusz Mamrot.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tomasz Piekarski: Trzy spotkania – trzy wygrane. Przypuszczam, że trener sam się nie spodziewał, że tak dobrze będzie wyglądał start Jagiellonii w ekstraklasie.

Ireneusz Mamrot, trener Jagiellonii: – Ja nie podchodzę do tego w ten sposób, że zakładam, że po trzech meczach będzie tyle punktów, po pięciu tyle, a po siedmiu tyle. Koncentrowaliśmy się przede wszystkim na tym żeby zespół dobrze przygotować, a nie brakowało przecież problemów z kontuzjami. Na pewno nie zakładaliśmy jakiegoś planu punktowego. Oczywiście jesteśmy zadowoleni, że zdobyliśmy tyle punktów, natomiast wiadomo, że trzeba pracować nad mankamentami, bo ich też nie brakuje. Nikt nie zwraca uwagi też na to, że było sporo zmian w składzie właśnie z powodu kontuzji. Kilku ważnych zawodników, biorąc pod uwagę ubiegły sezon, nie gra. Natomiast fajnie, że ci, co wskoczyli do składu, chcą ciężko pracować i tego miejsca na pewno nie będą chcieli oddać. To na pewno cieszy.

Cieszyć może też chyba to, że dwie ostatnie wygrane były takie „wyszarpane”. Gole zostały strzelone w końcówkach pojedynków, a to na pewno ma też wpływ na zespół, na psychikę zawodników.

– Na pewno. Chociaż to były dwa zupełnie inne spotkania. W meczu z Górnikiem Zabrze nasza przewaga w posiadaniu piłki była duża, aczkolwiek to był trudny mecz i odnieśliśmy zwycięstwo dopiero w ostatnich sekundach. Natomiast z Pogonią Szczecin był taki pojedynek, że trochę nam to szczęście piłkarskie dopisało, ale też determinacja i zaangażowanie drużyny zostały wynagrodzone. Oczywiście te bramki zdobyte w końcówce zawsze budują morale zespołu.

Wspomniał pan o problemach z kontuzjami. Z powodu urazu w lidze nie zagrał też Jacek Góralski, który też już nie zagra, bo został sprzedany do Łudogorca Razgrad. Bez dwóch zdań odejście takiego zawodnika to duże osłabienie.

– Każdy to może ocenić. Generalnie nikt nie zwraca uwagi na to, że gramy od początku sezonu bez Piotrka Tomasika, bez Przemka Frankowskiego [są kontuzjowani – red.], bez Jacka Góralskiego. Nie mówiąc już o Konstantinie Vassiljevie, bo było wiadomo już dosyć szybko, że on odejdzie. Jeżeli popatrzymy jakie statystyki ci piłkarze mieli w poprzednim sezonie to widać jacy kluczowi zawodnicy teraz nie występują. Ci co grają dobrze ich zastępują, ale jeszcze potrzeba czasu, żeby ta gra była bardziej płynna jeśli chodzi o ofensywę. W defensywie do tej pory nieźle to wyglądało, ale cały czas trzeba pracować nad tym żeby stwarzać więcej sytuacji i żeby być skutecznym.

Może nikt nie wspomina o tych, którzy ostatnio nie grali, bo nie ma Piotra Tomasika, a jest Guilherme, nie ma Przemysława Frankowskiego, ale są Fedor Cernych czy Arvydas Novikovas na skrzydłach...

– Tak, ale Novikovas był przecież i w poprzednim sezonie. Ja nie mówię o tym żeby narzekać, bo nie narzekam nigdy. Cieszę się, że zawodnicy, którzy są, pracują. Teraz w miejsce Jacka Góralskiego pozyskaliśmy zawodnika – doszedł Bartek Kwiecień, który może grać jako defensywny pomocnik i na środku obrony. Ważne, że do zdrowia dochodzą też kontuzjowani zawodnicy. Karol Świderski jest w coraz lepszej dyspozycji. Przemek Mystkowki wrócił do treningów. Czekamy jeszcze na Piotrka Tomasika i Przemka Frankowskiego.

Teraz przed wami trudny tydzień, bo najpierw w niedzielę (godz. 15.30) spotkanie ligowe w Białymstoku z Sandecją Nowy Sącz. W środę z kolei mecz w Pucharze Polski w Lubinie z Zagłębiem, a później pojedynek ligowy w Kielcach z Koroną.

– My w zasadzie od początku mieliśmy taki okres, bo graliśmy wcześniej w kwalifikacjach Ligi Europy. Nie mieliśmy szczęścia w tym losowaniu Pucharu Polski, bo i silny przeciwnik, i daleki wyjazd. Nie mieliśmy tego szczęścia ani w europejskich pucharach ani w Pucharze Polski. Nie ma co jednak narzekać, trzeba jechać, grać i radzić sobie z tym problemem. Na pewno będzie to ciężki tydzień pod względem fizycznym, ale ostatnie dwa tygodnie były takie, że można było popracować trochę więcej. Do tych pojedynków, które są teraz przed nami, będziemy przygotowani.

Właśnie te dwa tygodnie, które za nami, to też chyba taki komfort dla trenera, że w końcu można było trochę potrenować. Wcześniej przy grze w kwalifikacjach Ligi Europy nie było na to za wiele czasu.

– Wcześniej praktycznie to był rozruch, mecz i podróż. Rzeczywiście ciężko było zrobić treningi dla całego zespołu, bo wiadomo, że trzeba było regenerować tych zawodników, którzy grali. Teraz można było popracować i z tego się cieszę. Niektórzy zawodnicy powracali też już po urazach, rywalizacja robi się coraz większa i liczę na to, że forma drużyny będzie szła do góry.

W niedzielę zagracie na własnym stadionie z Sandecją. Co pan powie o rywalu?

– Zespół jest bardzo dobrze zorganizowany w defensywie. Grając w jedenastu, nie stracili bramki, stracili dwa gole, grając w dziesiątkę z Legią. W defensywie jest to bardzo dobrze zorganizowana drużyna, w której nie brakuje doświadczonych zawodników. Nie mówię, że oni grali w ekstraklasie, ale w I lidze dużo spotkań rozegrali. Jest to charakterny zespół. Będziemy zapewne zmuszeni do ataku pozycyjnego i na pewno czeka nas trudne spotkanie. My musimy jednak grać o trzy punkty, gramy na własnym stadionie i chcemy wygrać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem