Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

To, co raczej niemożliwe na innych polskich festiwalach obwarowanych bramkami, z wysoką, górującą nad słuchaczami sceną, w Białymstoku jest możliwe. Tu artyści są na wyciągnięcie ręki, tu jest scena, na którą z amfiteatralnej widowni można zrobić krok.

W niedzielny wieczór (1.07), tuż przed północą, kilkanaście osób tak właśnie zrobiło. Bo tak też czasem się na Halfway Festival dzieje – to festiwal, który naprawdę, zgodnie z ideą, jest (bardzo) blisko ludzi, bardzo blisko muzyki.

I tak się działo podczas występu szalonych Szwajcarów z Orchestre Tout Puissant Marcel Duchamp XXL.

AGNIESZKA SADOWSKA

Transowy rytm

XXL to nie nazewniczy ozdobnik, to fakt. Już liczba muzyków z OTPMD w zapowiedziach robiła wrażenie – miało być ich 14, a w końcu amfiteatr opery dużą sceną nie jest. Gdy zaś pojawili się na niej ze swoimi instrumentami, zrobiło się naprawdę gęsto. Nie przeszkadzało to jednak najbardziej rozentuzjazmowanym festiwalowiczom w finale na scenę wskoczyć i tańczyć do szalonych rytmów generowanych przez muzyków, a dwóm gitarzystom wśród widzów kłaść się na ziemi i wygrywać na tejże szalone solówki.

AGNIESZKA SADOWSKA

To był naprawdę niezapomniany występ, zwariowana przebieżka przez różne muzyczne style, jak world music, folk, indie folk. A i śpiew biały się zdarzył, jazzowe improwizacje, które w finale przekształcały się w punkowe szaleństwo. Szwajcarzy mając do dyspozycji mnóstwo instrumentów (sekcja dęta, bębny, perkusja, skrzypce, wiolonczela, kontrabas, cymbały i inne) wiedli słuchaczy od prostych dźwięków w potężniejące, rozbudowane partie muzyczne.Co tam, że czasem przekształcały się one w nieokiełznaną kakofonię, skoro liczył się klimat, transowy rytm i nieobliczalny żywioł, który podrywał widzów do tańca.

Gęsta ściana dźwięków

Szwajcarzy nie pozwalali nawet na chwilę oddechu – nawet zaczynając od pojedynczych pięknych śpiewów, za chwilę obudowywali je kolejnymi dźwiękami kolejnych instrumentów, aż do potężnego szalonego finału. A tu już zmieściło się wszystko: plemienna ekstaza, wibracje i jazzowe improwizacje, łamane orientalną nutą i hippisowską radością.

Czy taki nieobliczalny żywioł pasował do songwriterskich klimatów Halfway Festival? Na chwilę przed koncertem można by pomyśleć, że nie, chwilę po koncercie – jak najbardziej.

 Jak się okazuje, formuła białostockiego festiwalu jest tak pojemna, że wszystko pomieści. Na swój sposób każdy z finałowej czternastki był zwariowaną wersją pojedynczego songwritera; jakby nagle każdy z nich znalazł się w jednym miejscu... i wszyscy postanowili połączyć siły.

Świetny występ. Można by się tylko zastanawiać, czy tak energetyczne granie nie powinno festiwalu kończyć.

AGNIESZKA SADOWSKA

Tymczasem po Szwajcarach na scenie pojawili się jeszcze Kanadyjczycy – zespół małżeństwa Jace’a Laska i Olgi Goreas – The Besnard Lakes. To już była kompletnie inna energia – rockowa, ciemna, mroczna. Też ze ścianą mocnych dźwięków, też transowa, ale o innej gęstości. Proste, ale potężne rockowe granie. Co tam deszcz, który właśnie się rozpadał, co tam przejmujący chłód. Kanadyjczycy grali w oparach gęstej mgły, publiczność chłonęła, liczył się klimat.

AGNIESZKA SADOWSKA

To był bardzo różnorodny muzyczny dzień. Dzień zwariowanych rytmów (Szwajcarzy), rockowej torpedy (Kanadyjczycy), art rocka i alternatywy (Białorusini z Tonqixod), songwriterskiej piosenki wspomaganej angielską poezją (Wietnamczyk Francis Tuan o polskich korzeniach).

To był też dzień delikatnej intymnej opowieści, przepięknie wyśpiewanej przez Anne Ternheim.

Kameralnie i lirycznie

Niezwykła Szwedka wystąpiła przed zwariowanymi Szwajcarami i zabrała słuchaczy w kompletnie inny świat. Czysty głęboki głos, proste mądre teksty o miłości, samotności, tęsknocie, do tego świetny akompaniator, człowiek orkiestra. Artystkę grającą na gitarze akustycznej wspomagał grą na instrumentach klawiszowych, bębnie, skrzypcach, a nawet akordeonie. W efekcie jednostajny repertuar zdawałoby się, jednostajnym muzycznie wcale nie był. Każdy utwór okazywał się przepiękną kameralną opowieścią, w której nic, tylko się zasłuchać, nie zważając na chłód. Fantastyczna godzina, Anne potrafiła zaczarować słuchaczy.

I oto szósty, organizowany przez Operę i Filharmonią Podlaską Halfway Festival już za nami. Kolejne muzyczne odkrycia. Kolejne emocje pobudzone przez intrygujących muzyków z różnych stron świata. Kolejne dobre godziny. Warto było czekać.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.