– Nie o to walczyła nasza pierwsza, oryginalna „Solidarność". Tak jak trzeba oddzielać ziarna od plew, trzeba również rozróżniać prawdę od legendy tworzonej przez ludzi, którzy czerpią z tych legend własne korzyści – mówi dziś Biegalski o Zielińskim.

Z ukrycia się w Gdańsku

67-leni Lech Biegalski to legendarny pierwszy przewodniczący Zarządu Regionu Pojezierze NSZZ „Solidarność” w byłym województwie suwalskim. Od lat mieszka w Kanadzie. Dziś w jego pamięci odzywa się zwłaszcza jedno wspomnienie:

– Przed moim ujawnieniem się w ramach drugiej amnestii w lipcu 1983 roku, Zieliński poprosił mnie o list polecający potwierdzający jego współpracę ze mną podczas stanu wojennego. Taki list mu wtedy dałem i rozstaliśmy się nie wiedząc, czy się jeszcze kiedykolwiek spotkamy. Nie spotkaliśmy się już nigdy. Na moje wielokrotne próby nawiązania z nim kontaktu po 1989 roku nigdy nie odpowiedział.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej