Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest rok 2005. Magistrat postanawia zapytać białostoczan, czy chcą zamknięcia dla ruchu Rynku Kościuszki. W autobusach ZOKM rozkleja plakaty. Przygotowuje ankietę. Dostępna jest w urzędzie przy Słonimskiej 1. Zainteresowanie przerasta najśmielsze oczekiwania. By oddać głos, trzeba odstać w ogonku.

Czekamy na Wasze komentarze. Piszcie: redakcja@bialystok.agora.pl

Jeszcze bardziej zaskakują wyniki. Są jak wyniki wyborów na Białorusi czy którejś z bananowych republik Azji Środkowej. Aż 96 procent zainteresowanych – a ankiety wypełnia dajmy na to 5487 osób – jest za utrzymaniem ruchu samochodowego na Rynku Kościuszki. Ówczesny prezydent mówi:

– Vox populi, vox dei. Żadne decyzje związane ze zmianami charakteru Rynku Kościuszki nie będą podejmowane – kwituje. I koniec.

Efekt jest taki, że i dziś wzdłuż Rynku Kościuszki jeżdżą samochody. Parkują koło ratusza i dawnego Domu Handlowego „Nowy”. Po drugiej stronie ratusza przystanek nadal ma „piątka” jadąca z Dziesięcin na Piasta. Przed kinem Ton z kolei można przesiąść się z „czwórki” na „ósemkę”. Pomnik marszałka Józefa Piłsudskiego dalej stoi wciśnięty pod kuratorium, a organizowane przed nim obchody choćby Święta Niepodległości wyglądają jak prowizorka.

Pozostało 80% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej