Jest już do tego przyzwyczajona. Także do wszystkich trudności codziennego życia, do gorzkich chwil, gdy musi przełknąć odpowiedź „nie” na pytanie, czy syn tęsknił, kiedy wyjechała na weekend. Tak naprawdę o tym, że ma dziecko z niepełnosprawnością, przypomina jej... system.

– Ale jeśli jest choć cień szansy, to ja nie odpuszczę – zapowiada energiczna białostoczanka Ewa Ciesłowska. – Jeżeli nie uda się dla Kacpra, to zrobię to dla innych rodziców dzieci z autyzmem.

Tylko kameralna nauka

Ewa opowiada, że do gimnazjum szło im w miarę gładko, bo inni rodzice wcześniej wydeptali ścieżki. Już w Przedszkolu Integracyjnym nr 58 na ul. Palmowej terapeuci stworzyli innowacyjny program dla malutkiej grupy dzieci. Razem z sześciolatkami „załapał” się do niej i pięcioletni Kacper. Postępy były ogromne: rozwinęła się mowa, uspokoił się, więcej nauki mu wchodziło do głowy. Jednak po roku grupa została rozwiązana, bo starsze dzieci poszły do szkoły. Ewa ze strachu, że syn cofnie się w grupie integracyjnej, podjęła decyzję, by rok wcześniej oddać go do specjalnej klasy w Szkole Podstawowej nr 11 na Poleskiej. Tam szlak już był przetarty i Kacper uczył się aż do klasy szóstej. Następnie Ewa złożyła podanie do dyrekcji Publicznego Gimnazjum nr 4 na ul. Ciepłej, gdzie także taka mała specjalna klasa funkcjonowała (teraz gimnazjum to w związku z reformą oświaty jest wygaszane). Kacper uczył się na Ciepłej przez kolejne trzy lata.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej