W tym roku 10 lipca to nie tylko 76. rocznica spalenia żywcem jedwabińskich Żydów. To był dzień – jak zresztą od lat – pamięci o mordach w Radziłowie, Wąsoszu i innych takich miejscach w Polsce. Po raz pierwszy uczczono też bezbronne ofiary ze Szczuczyna i Bzur. Dzisiejsze sądy mogłyby je określić: „mordy z premedytacją i szczególnym okrucieństwem”. Z własnej inspiracji – wyklutej w narodowo-endeckiej otulinie.

Po ich znalezieniu

Agnieszka Domanowska już kilka lat temu w białostockiej „Wyborczej” opisywała te makabryczne wydarzenia. Marcin Kącki w ubiegłym roku w Dużym Formacie „Wyborczej” publikuje wstrząsający tekst: „Znalazłem je. Historia mordu na Żydówkach ze Szczuczyna”. Odwołuje się do wydanej niemal rok wcześniej książki „Miasta śmierci” Mirosława Tryczyka – filozofa, obecnie pracownika Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Pozostało 94% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.