W tym roku 10 lipca to nie tylko 76. rocznica spalenia żywcem jedwabińskich Żydów. To był dzień – jak zresztą od lat – pamięci o mordach w Radziłowie, Wąsoszu i innych takich miejscach w Polsce. Po raz pierwszy uczczono też bezbronne ofiary ze Szczuczyna i Bzur. Dzisiejsze sądy mogłyby je określić: „mordy z premedytacją i szczególnym okrucieństwem”. Z własnej inspiracji – wyklutej w narodowo-endeckiej otulinie.

Po ich znalezieniu

Agnieszka Domanowska już kilka lat temu w białostockiej „Wyborczej” opisywała te makabryczne wydarzenia. Marcin Kącki w ubiegłym roku w Dużym Formacie „Wyborczej” publikuje wstrząsający tekst: „Znalazłem je. Historia mordu na Żydówkach ze Szczuczyna”. Odwołuje się do wydanej niemal rok wcześniej książki „Miasta śmierci” Mirosława Tryczyka – filozofa, obecnie pracownika Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie.

Zbrodnia sprzed lat. Bili kosami i motykami. Żydówki się nie broniły

Kącki przypomina za Tryczykiem zacierane w miejscowej pamięci zdarzenie: „W lipcu 1941 roku w pogromach w Szczuczynie i okolicy zginęło około 300 Żydów. Pozostałych – ponad 2 tysiące – Niemcy zamknęli w szczuczyńskim getcie.

Panował głód. Ratunkiem dla Żydów jest praca u polskich rolników. Nadzorca getta wypożycza około 80 młodych Żydówek do pracy w gospodarstwach. W sierpniu 1941 roku w pobliskiej wsi Bzury, w której pracuje 20 z nich, pojawia się grupa mężczyzn ze Szczuczyna. Zabierają kobiety z pola”.

Rok 1948. Stanisław Z. ze Szczuczyna zeznaje: „Poszli do majątkowej kuźni i okuli pałki żelazem, ażeby lepiej było zabijać. Gdy furmanki przyjechały pod dom, wypędziliśmy Żydówki z piwnicy i kazali im siadać na wozy. Zawieźliśmy je do lasu, gdzie był wykopany okop, i tam kazali Żydówkom zejść z wozu i skupić się. Kazaliśmy Żydówkom porozbierać się do koszuli i majtek, tylko dwie młode Żydówki, które miały stare ubranie, nie kazaliśmy im się rozebrać. Po rozebraniu się Żydówek zaczęli prowadzać po jednej nad okop i tam zabijali pałkami drewnianymi na końcu okutymi żelazem [tzw. „Buksy” – pałki drewniane z nabitymi żeliwnymi tulejami]. Jedną gwałcili. Po zgwałceniu Żydówki ja wziąłem pałkę drewnianą od T. i sam osobiście zabiłem Żydówkę, którą gwałcili, uderzając ją pałką trzy razy w głowę, i wpadła do okopu, zaś pozostałe Żydówki zabili ci osobnicy, których nazwisk nie znam. Wyjaśniam, że w jednym okopie leży szesnaście Żydówek, a w drugim okopie leżą cztery Żydówki. Z pomordowanych Żydówek otrzymałem pantofle i jedną sukienkę, zaś resztę ubrania zabrali wyżej wymienieni”.

Pozostało 82% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.